Woah! Ale będzie Final Eight!

Dzień w dzień chodziłem na mecze damskiego Eurobasketu (bo taka okazja może się w najbliższej dekadzie nie powtórzyć) i nie zrobiłem wpisu o rzeczy (dla mnie) ważniejszej, czyli o dwumeczu naszych siatkarzy z Brazylią. Ostatecznie ograniczę się do minimum, bo wystartowało już Final Eight LŚ.

Trochę mi smutno, że z dwóch meczów ugraliśmy zaledwie jednego seta. Przyznam szczerze, że narobiłem sobie nadziei po całkiem ładnych występach Polaków w Brazylii. Graliśmy na naszej ziemi, z naszymi fantastycznymi kibicami i na dodatek w Spodku, czyli można powiedzieć naszym kotłem czarownic (tam właśnie ostatni raz wygraliśmy z Canarinhos w meczu o punkty!). Okazuje się jednak, że mieliśmy takie same wyniki, jak w Rio. Niestety, styl, zwłaszcza czwartkowego starcia, był zupełnie inny, gorszy niż trzy tygodnie wcześniej…

W środę mecz był emocjonujący, ale to raczej zasługa rangi drużyn, jakie się zmierzyły. Wierzcie lub nie, ale aż 60 akcji kończyło się po błędach któregoś z zespołów.  Niewiele brakowało, a doszłoby do tie-breaka. Szkoda, że tak się nie stało, bo dzień później siatkarze Bernardo Rezende już się wzięli do roboty i rozgromili nas…

O czwartku szkoda nawet pisać. Nie towarzyszy mi teraz złość, a żal i smutek. Szkoda, że znów, kiedy wygląda to nieźle, w ostatecznym rozrachunku nie potrafimy pokonać Canarinhos. Niestety, sprawdziło się, że jak nie gra Bartek Kurek, to nie gra nasz zespół… To świadczy, jak ważną postacią jest przyjmujący PGE Skry Bełchatów w reprezentacji narodowej. Na drugie spotkanie Brazylijczycy wyszli w nieco innym składzie, ale bardziej to my przegraliśmy to spotkanie, niż goście wygrali.

Gdybym miał wybrać MVP obu spotkań, postawiłbym na Theo. Rozegrał znakomite mecze, zdobywał dużo punktów, także w ważnych momentach. To on ciągnął grę reprezentacji Brazylii. Spośród Polaków wybrałbym Zibiego Bartmana, ale w czwartek był najlepszym ze słabo grającego zespołu. A naszą bolączką są ciągle błędy własne. Za dużo punktów oddajemy przeciwnikom w słaby sposób.  To martwi w kontekście finałowego turnieju w Gdańsku/Sopocie, a także przed Mistrzostwami Europy…

 

A przed nami (choć w zasadzie już trwa) final eight. Nie wiem kto wpadł na pomysł z ośmioma drużynami, ale naprawdę zasługuje to na wielką pochwałę. W jednej grupie Polska, Argentyna, Włochy i Bułgaria, a w drugiej Rosja, USA, Brazylia i Kuba. Naprawdę to jest piękny prezent dla polskich fanów siatkówki, bo wszystkie mecze odbędą się w naszym kraju i to w jednym miejscu! Przez 5 dni, Trójmiasto będzie stolicą światowej siatkówki.

W tym roku to unikalny moment, bo to jedna z dwóch okazji, by zobaczyć tyle takich drużyn w akcji naprzeciw siebie. We wrześniu odbędą się Mistrzostwa Europy, a tą drugą okazją będzie Puchar Świata w listopadzie. Cieszmy się więc najlepszą siatkówką, bo nie dość, że jest ona u nas, to jeszcze na następne takie mecze poczekamy kilka miesięcy…

Nie pokuszę się o prognozę, kto wyjdzie z grupy F, czyli grupy śmierci. Tam naprawdę każdy może ograć każdego. W niedzielę rano, mój kuzyn przysłał mi SMSa: „ale by były jaja, jakby w jednej grupie były Rosja, USA, Brazylia i Kuba”. Zamurowało nas, kiedy zobaczyliśmy wyniki losowania grup…

Co do naszej grupy, to też będzie ciężko wytypować. Jednak trzeba przyznać, że jesteśmy w stanie zagrać w półfinale. Najgroźniejszym przeciwnikem wydaje się być reprezentacja Włoch naszpikowana gwiazdami takimi, jak E. Birarelli, I. Zaytsev, M. Lasko, czy mający podwójne obywatelstwo Michał Baranowicz. Należy jednak pamiętać, że Argentyna dwa razy ograła w grupie Serbię, która nie awansowała do finałowego turnieju tylko dlatego, że miała gorszy bilans od innych zespołów z drugich miejsc w swoich grupach. Z kolei Bułgaria to drużyna grająca twardą siatkówkę i na pewno także ma aspiracje na podium, a może nawet coś więcej. Krótko mówiąc, u nas też będzie ciekawie!

O tym, że Liga Światowa jest turniejem dość kontrowesyjnym już wiemy. Ten pomysł z final eight ma dużo zalet, ale i także wad. Do tych drugich zapewne należy fakt, że cztery najlepsze drużyny zagrają pięć meczów w pięciu kolejnych dniach. To prawdziwe wyzwanie, tym bardziej, że nie będzie jak, ani z kim odpocząć, bo słabych drużyn już tu nie ma.

Pisałem kilka akapitów wcześniej, że będzie dużo wspaniałych meczów. No właśnie… ale czy nie za dużo? Od środy do piątku będą 4 mecze dziennie (11:00, 13:30, 17:15, 20:00)! Zastanawiam się, czy nam się to przypadkiem nie znudzi. Podobna sytuacja była z piłkarskim poczwórnym El Clasico kilkanaście tygodni temu…

A kibice mają potężny dylemat. Czy karmić się tymi siatkarskimi wykwintnymi daniami nie myśląc o przejedzeniu? Bo przecież wszystkie mecze zapowiadają się pięknie i żal je odpuszczać. Ja się nie przejmuję. Posłucham swojego organizmu i będę go karmić siatkówką tak, jak będzie chciał.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl