Mariusz Jurkiewicz: Wrócić do zdrowia

„Dopóki nikt mi tego z głowy nie wybije, będę się tego trzymał. Mimo, że widoki są marne będę robił wszystko co możliwe, aby na tych mistrzostwach wystąpić”. Tak, po spotkaniu z Barceloną, o swoich szansach na udział w czempionacie Starego Kontynentu, rozgrywanym w Polsce, wypowiadał się Mariusz Jurkiewicz – reprezentant Polski oraz rozgrywający ekipy Vive Tauron Kielce. 

Przypomnijmy, że popularny „Kaczka” w czerwcu tego roku podczas starcia play-off PGNiG Superligi przeciwko Azotom Puławy doznał bardzo poważnej kontuzji. Po badaniu rezonansem magnetycznym lekarze orzekli, że 33-letni szczypiornista zerwał więzadła krzyżowe przednie oraz poboczne przyśrodkowe, a to oznaczało przynajmniej półroczne leczenie. W letnim okienku transferowym Jurkiewicz był gwiazdą najgłośniejszego transferu w Polsce. Rozgrywający płocką Wisłę zamienił na kieleckie Vive. To właśnie w Kielcach doświadczony zawodnik kontynuuje swoje leczenie, aby zdążyć na styczniowe ME. Rozmowę z Mariuszem Jurkiewiczem przeprowadziłem po zremisowanym spotkaniu z Barceloną. „Kaczka” popisy swoich nowych kolegów z drużyny obserwować mógł jedynie na siedząco…

– Jak ogląda się mecz zza ławki rezerwowych? 

– To jest dużo trudniejsze niż branie udziału w takim spotkaniu. To są ogromne nerwy i boli najbardziej, że nie mogę pomóc swojej drużynie w takich starciach, szczególnie gdzie do końca meczu jest potężne napięcie i do ostatniego gwizdka arbitrów ważą się losy spotkania. Niestety, ja jedynie co mogę zrobić, to kibicować z krzesełka za ławką rezerwowych.

– Było bardzo blisko pokonania Barcelony, był Pan najbliżej spotkania, wiedzy o piłce ręcznej nie można panu odmówić. Czego zabrakło do odniesienia sukcesu?

– To był dla nas bardzo ciężki mecz, bo pierwsze prowadzenie uzyskaliśmy dopiero w samej końcówce meczu i niestety nie udało nam się dowieść go do końca. Błędy które popełnialiśmy, Barcelona wykorzystała w całości i dlatego nie mogliśmy cieszyć się z końcowego zwycięstwa. Natomiast ten punkt, biorąc pod uwagę przebieg całego spotkania, jest dla nas bardzo dobry, ponieważ tak jak mówiłem, goście prowadzili przez prawie całe 60 minut. Nie ukrywam jednak, że wynik jest dla mnie trochę niesprawiedliwy, mieliśmy już dwie bramki przewagi i zwycięstwo na wyciągnięcie ręki.

– Zapewne wszyscy o to Pana męczą, ale ja też muszę zapytać – kiedy planowany jest powrót do gry?

– Nie ma wyznaczonej konkretnej daty. Trudno teraz wyrokować, mam nadzieję, że niedługo wrócę już do treningów z drużyną i później będziemy myśleli jak to dalej wygląda oraz na ile jestem sprawny, aby wziąć udział w meczu. Także jak podkreśliłem, nie jestem w stanie dokładnie określić daty, ponieważ takowej nie znam.

– Jak wyglądają zatem szanse na udział w Mistrzostwach Europy?

– Są niewielkie, ale są i dopóki nikt mi tego z głowy nie wybije, będę się tego trzymał.  Mimo, że widoki są marne będę robił wszystko co możliwe, aby na tych mistrzostwach wystąpić. Należy jednak wiedzieć, że taki turniej jest bardzo wymagający i trzeba być w odpowiedniej dyspozycji. Jeżeli nie będę w 100% zdrowy i pewny swojego zdrowia to nie ma szans na mój powrót na parkiet, bo mija się to z celem.

– Wiemy jakie są cele drużyny na ten sezon – awans do Final Four. A jakie są pana osobiste cele na ten sezon?

– Powrót do zdrowia i na parkiet.

– Dziękuję i życzę szybkiego powrotu do gry.  

Rozmawiał Maciej Szarek

Mimo, że jak sam zawodnik podkreśla, szanse na udział doświadczonego rozgrywającego na polskim czempionacie są bardzo znikome, wciąż wierzymy w pomyślne zakończenie sprawy. Spekuluje się, że Jurkiewicz na boisko wróci już pod koniec listopada, choć sytuacji nie ułatwia przedłużająca się rehabilitacja. Wielką niewiadomą pozostaje również forma 33-latka. Jedyne co możemy w tej chwili zrobić to dodać „Kaczce” otuchy i życzyć wielu zdobytych bramek, również tych na arenach styczniowego Euro.

Więcej moich prac również na portalu mim24.pl!


pubsport.pl