Wróciła Liga Mistrzów

Czekaliśmy ponad dwa miesiące, ale doczekaliśmy się. Powróciły do nas rozgrywki Ligi Mistrzów, na dodatek w walentynki.

Trochę to święto popsuła telewizja n, która zdecydowała, że te lepsze mecze będzie pokazywać na dodatkowo płatnym kanale – nPremium. Te mniej atrakcyjne obejrzeć można w nSport. To cios w kibiców, a raczej ich kieszenie. W ramach rekompensaty, Multi Liga Mistrzów transmitowana jest na antenie dostępnego w niektórych sieciach kablowych (w tym w mojej!) nPremium 3 HD. Dlatego 14 lutego po raz pierwszy w życiu doświadczyłem tego wydarzenia.

Bardziej przyglądałem się rywalizacji Lyonu z APOELem, ponieważ o Barcelonę byłem dziwnie spokojny, a już po grudniowym losowaniu postanowiłem sobie, że chcę w końcu zobaczyć Mistrza Cypru w akcji. Na Stade de Gerland trochę się działo, ale bez przesady. Goście wyglądali, jakby przyjechali, by się bronić. Wyszło w statystykach, że oddali tylko jeden strzał na bramkę Hugo Llorisa. Jego autorem Gustavo Manduca, jedna z jaśniejszych postaci w ekipie Ivana Jovanovicia.

Największym bohaterem zwycięzcy grupy G był jednak Dionisos Chiotis. Gdyby nie jego interwencje, mogło się skończyć pogromem. Drużyna APOELu zagrała w miarę przyzwoicie w środku pola, ale ani atak, ani obrona nie były ich mocną stroną w walentynkowy wieczór.

Nazwałbym tę jednobramkową porażkę szczęśliwą. Wszystko dlatego, iż rewanż odbędzie się w stolicy Cypru, gdzie wiele już dokonali w tym sezonie pogromcy Wisły Kraków. W tym mogą upatrywać swoją szansę. Jeżeli 7 marca nie będę mieć dostępu do Multi LM, to wybiorę mecz na GSP Stadium. Zapowiada się on ciekawiej, niż równoległy na Camp Nou pomiędzy Barceloną, a Bayerem.

W pierwszym starciu obrońca trofeum znów potrzebował czasu na rozwinięcie skrzydeł. Od początku było ciężko. Piłkarze ze stolicy Katalonii mieli miażdżącą przewagę w posiadaniu piłki, którą usiłowali zamienić na gola. Musieli się sporo napracować, a efekt nastąpił tuż przed przerwą. Skutecznie przeszkadzający dotąd Aptekarze popełnili błąd w obronie i stracili bramkę.

Podziałało jednak to na nich motywująco i zaczęli grać bardziej ofensywnie, gdyż uznali, że nie mają nic do stracenia. Taką postawę się chwali. Dzięki temu w II połowie działo się więcej. Co prawda ostatecznie było to zgubne dla zespołu z Bundesligi, ale przynajmniej zostawili lepsze wrażenie. Gdyby nic nie zmienili w taktyce, to podejrzewam, że wynik mógłby być taki sam, a postrzegalibyśmy to spotkanie jako jeszcze bardziej jednostronne.

Dopiero trzeci gol dla podopiecznych Pepa Guardioli zgasił Bayer. Dośrodkowanie Dani Alvesa (vel Alvisa) wydaje mi się, że było bardzo mocne, a Leo Messi zdołał to jescze zamknąć. I tak oto Leverkusen musi strzelić trzy bramki na wyjeździe, żeby myśleć o czymkolwiek. Nie zaryzykowałbym własnych pieniędzy, by postawić, że awansuje. Ba, ciężko mu będzie wygrać…

Rozpisałem się o wtorkowych starciach, bo o środowych będzie znacznie mniej. Zenit i Benficę widziałem tylko na skrótach, a to, jak Milan rozgromił Arsenal widzieliśmy (prawie) wszyscy.

W Sankt Petersburgu było ponoć zimno, nudno, a potem ekscytująco. Nie mogę wiele powiedzieć, więc postaram się wytłumaczyć Orły z Lizbony warunkami, w jakich przyszło im grać. W Portugalii są odpowiednie warunki, by nawet o tej porze urosła piękna równa trawa i do niej są chyba przyzwyczajeni. Kartoflisko, na jakim przyszło im grać w środę sprzyjało ich rywalom. Bardzo liczę, że u siebie będą w stanie pokazać, na co ich stać i wywalczą sobie awans. Postaram się im towarzyszyć w transmisji na żywo.

Na murawę można było też narzekać na San Siro, ale to akurat nie jest główny powód tak fatalnej postawy. Za 0:4 odpowiedzialna jest fatalna defensywa. Przecież specjalnością Zlatana Ibrahimovicia, czy Robinho jest forsowanie linii obrony. Nawet po samych spalonych Szweda było widać, że on bardzo chciał strzelić bramkę tego wieczoru.

Mówi się, że bez obrony nie ma ataku*. W środowy wieczór to się jak najbardziej sprawdziło. Wojtek Szczęsny tak naprawdę nie miał szans przy żadnej z bramek. No cóż, potwierdziła się reguła o Kanonierach na wyjeździe. Nawet, jeśli na Emirates rozegrają świetny mecz, to wątpię, żeby osiągnęli rezultat, który przyniósłby im awans do 1/4. Czy to oznacza koniec ery Wengera w Arsenalu? Podejrzewam, że jeszcze nie. Im dłużej tam pracuje, tym trudniej go zwolnić…

* – nie dotyczy Tottenhamu z poprzedniego sezonu LM. To taki wyjątek potwierdzający regułę.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl