Wspomnień czar: kosztowne show

Dziś w nocy startuje Copa America w Argentynie, to dobry czas by przypomnieć ostatnią edycję tego turnieju, która latem 2007 roku odbyła się w Wenezueli.

Na narodowej dumie się nie oszczędza…

Po raz pierwszy w historii ten kraj miał być gospodarzem mistrzostw. Warto zaznaczyć, że Wenezuela nie jest i nie była nigdy futbolową potęgą, a w hierarchii sportów narodowych wyżej od piłki stoją baseball i koszykówka. Organizacja tak prestiżowego turnieju miała zmienić ten stan rzeczy. Jak nietrudno zgadnąć prezydent Chavez upatrzył sobie Copę jako dobre narzędzie marketingowe i propagandowe, toteż nie szczędził grosza na przygotowania imprezy. Jego Copa America miała być najlepsza i najhuczniejsza. W tym celu wyłożył miliard dolarów na organizację – zbudował 3 absolutnie nowe stadiony oraz gruntownie odremontował 6 innych. 9 stadionów na 26 spotkań – te liczby mówią wiele, na temat tego jak turniej traktowany był przez wenezuelski rząd.

Pomoc z zewnątrz…

Z pomocną dłonią przyszła także południowoamerykańska federacja piłkarska. Jak pisałem w poprzednim odcinku – zastanawiano się nad zmianą cyklu rozgrywek. Poprzedni turniej w Peru był etapem przejściowym i odbył się jeszcze w niezbyt dogodnym terminie – rozegrano go w trakcie eliminacji mistrzostw świata. 42. edycja była już wolna od tego problemu – odbywała się rok po mundialu i kilka miesięcy przed startem kwalifikacji do następnego. Nie mogło być już mowy o eksperymentach kadrowych i oszczędzaniu gwiazd. Co więcej następna okazja do zdobycia najstarszego na świecie trofeum reprezentacyjnego miała nadarzyć się dopiero za cztery lata. Nic więc dziwnego, że do Wenezueli dotarły reprezentacje w niemal najsilniejszych zestawieniach, wśród nich był ten na którego wszyscy czekali – Leo Messi. Argentyna podobnie jak trzy lata wcześniej za punkt honoru postawiła sobie zdobycie złotego medalu. W kadrze zameldowali się więc Crespo, Riquelme, Mascherano oraz wspomniany wcześniej gracz Barcelony. Nieco inaczej było z Brazylią – rozpoczynający „operację 2010” Carlos Dunga dał odpocząć Kace i Ronaldinho – co nie zmieniało faktu, że Brazylia pozostawała najważniejszym konkurentem Argentyny. Liderem kadry miał być Robinho. Największego eksperymentu dopuścili się Amerykanie, opromienieni wygraną w Złotym Pucharze dali odpocząć części zawodników. W połączeniu z bardzo nieprzychylną Wenezuelską publicznością dało to fatalny efekt – trzy przegrane i szybki powrót jankesów do domu.

Nie wszystko jest tutaj OK…

Propagandowe zabiegi Chaveza nie były w stanie zatrzeć wszystkich wstydliwych elementów życia społecznego Wenezueli. Na krótko przed turniejem rząd cofną koncesję stacji telewizyjnej, otwarcie krytykującej władze. Wywołało to niezadowolenie, głównie wśród studentów, w trakcie turnieju policja dbała o to by trzymali się oni jak najdalej stadionów. Także w kwestiach organizacyjnych nie wszystko przebiegło zgodnie z planem. Budowane w pośpiechu areny mogły budzić niepokój, nie wszystkie udało się dokończyć na czas. Największe opóźnienia odnotowano w Barquismeto. Efektowny stadion w czasie mistrzostw posiadał tylko szkielet zadaszenia. 

Stadion Olimpijski w Caracas na kilka dni przed imprezą również nie wyglądał na gotowy:

To nie problem…

Jako że, nie z takimi problemami radzili sobie w przeszłości organizatorzy Copa America to turniej rozpoczął się zgodnie z planem. Na starcie tradycyjnie 12 ekip, w tym zaproszone Meksyk i USA. Właśnie „potomkowie Azteków” byli objawieniem fazy grupowej. Już w pierwszym spotkaniu efektownie pokonali Brazylię 2-0. W grupie z Ekwadorem i Chile zdobyli jeszcze 4 punkty i awansowali z pierwszej lokaty. Za nimi uplasowali się Canarinhos i Chile. Ekwador – pomimo dobrej momentami gry musiał wracać do domu. W grupie świetnie spisali się gospodarze, którzy do rozpoczęcia turnieju wygrali na Copa America tylko raz. Tym razem zanotowali wygraną z Peru i dwa remisy (z Urugwajem oraz Boliwią) i awansowali dalej z pierwszej lokaty.  W grupie C prym wiedli Argentyńczycy, którzy wygrali ją, strzelając  po 4 gole Amerykanom i Kolumbijczykom. Do tego doszło też jednobramkowe zwycięstwo z Paragwajem, po tym golu Javiera Mascherano. Paragwajczycy również zrobili dobre wrażenie, bo w poprzednich meczach rozbili 5-0 Kolumbię i 3-1 USA. Kolumbia odpadła w grupie po raz pierwszy od… 1989 roku.

Pogrom za pogromem

Słabość grupowych rywali zatarła jednak rzeczywistą dyspozycję Paragwajczyków. W ćwierćfinale przegrali oni bowiem aż 0-6 z Meksykiem. Ogólnie była to dziwna faza – najniżej wygrał w niej Urugwaj (4-1 z Wenezuelą). Argentyna nie dała szans Peru (4-0), a Brazylia wygrała z Chile 6-1. W półfinałach miało dojść do bitwy Argentyńczyków z Meksykiem i powtórki sprzed 3 lat, kiedy Brazylia wyeliminowała Urugwaj.

Powtórka rzeczywiście się zdarzyła. Urugwaj był bardzo blisko awansu do finału, ale ostatecznie znów poległ w serii jedenastek. W regulaminowych 90 minutach było 2-2. Argentyna w meczu z Meksykiem potwierdziła zaś, że jest jedną z najlepszych jedenastek na świecie, na pewno zaś najefektowniejszą. Wygrana 3-0 sprawiła, że Albicelestes poczuli się już mistrzami kontynentu… przedwcześnie.

Trzeba było jeszcze tylko ograć męczącą się tym turnieju Brazylię. Zadanie z pozoru proste zmieniło się w niewykonalne. Do przerwy Canarinhos przeprowadzili dwa ataki i oba skończyły się bramkami, w tym samym czasie Messi i Riquelme ostrzeliwali słupki, poprzeczki i bramkarza. Po przerwie niewiele się zmieniło, no oprócz tego, że Brazylia wbiła trzeciego gola. Argentyna płakała i dziwiła się jak to się mogło stać. Po raz kolejny dał o sobie znać brazylijski kompleks argentyńskich piłkarzy, aż nadto widoczny w ubiegłej dekadzie. Niezależnie od tego jak dobrze grali we wcześniejszych fazach, w finale i tak ulegali niedocenianej Brazylii. Copa America 2004, Puchar Konfederacji 2005 i Copa America 2007 były tego najlepszym dowodem. Dekada się skończyła, czy w 2011 czas na rewanż?  43. Copa America już za kilkanaście godzin!


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/