Wspomnień czar: nowe rozdanie

Po burzliwym turnieju w Kolumbii, kolejna 41. już edycja Copa America miała zostać rozegrana w 2003 roku w Peru. Władze południowoamerykańskiej piłki postanowiły jednak zmienić cykl rozgrywana najstarszego turnieju świata. W odpowiedzi na słabnące zainteresowanie kibiców, a przede wszystkim piłkarzy z europejskich klubów imprezę opóźniono o rok. 

Stabilizacja?

Latem 2004 roku odbył się turniej, o którym całe szczęście, możemy dziś pisać głównie w kontekście sportowym. W porównaniu do Kolumbii, Peru wydawało być się ostoją spokoju i bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że nie miało problemów wewnętrznych. Niespełnione obietnice prezydenta Alejandro Toledo wywołały spore niezadowolenie społeczne. Poparcie dla głowy państwa tuż przed startem turnieju spadło poniżej 10 procent, największe związki zawodowe na czas trwania „Copy” zapowiedziały strajk generalny.

Dalej nie polecisz…

Z największymi bolączkami borykał się wówczas peruwiański przemysł lotniczy. Uwzględniając duże odległości między miastami gospodarzami turnieju, mogło się to okazać zabójcze dla mistrzostw Ameryki Południowej. W trakcie trwania zawodów loty jednego z dwóch peruwiańskich przewoźników nagle zostały zawieszone przez rząd na skutek nieodnowienia przez linie umowy asekuracyjnej.

Najważniejsza jest piłka…

Pomimo tych niedogodności Copa America 2004 przebiegła spokojnie, a na pierwszym planie znów była piłka nożna. Większość drużyn przywiozła do Peru dość silne jedenastki, nie było mowy o wystawieniu przez kogoś kadry młodzieżowej lub trzeciego garnituru. Wydawało się, że zmiana cyklu rozgrywek przynosi pierwsze efekty. Argentyna i Brazylia, zagrały składami stanowiącymi połączenie młodości z doświadczeniem – okazało się ono wystarczające by obie drużyny spotkały się w finale.

Odmienne cele…

Trzeba przyznać, że na papierze silniej wyglądała jedenastka Albicelestes, ale taka była wówczas potrzeba chwili. Bielsa uratował posadę pomimo fatalnego Mundialu 2002, ale kolejnych niepowodzeń nikt w Argentynie nie miał zamiaru puścić mu w niepamięć. Sytuację pogorszyły dwie prestiżowe porażki, w rozpoczętych kilka miesięcy wcześniej eliminacjach do kolejnych MŚ. Argentyna przegrała z Brazylią 1-3 i 0-3 z Paragwajem, przed peruwiańskim turniejem na szyi Marcelo Bielsy zaczęła zaciskać się pętla. W zupełnie odwrotnej sytuacji był brazylijski szkoleniowiec Carlos Alberto Pareira. Szykował właśnie drużynę do obrony tytułu mistrzów globu, miał w zanadrzu piłkarzy takich jak Ronaldo, Ronaldinho czy Adriano. Do Peru zabrał tylko tego ostatniego, przeprowadził dokładną selekcję wśród wschodzących gwiazd rodzimej ligi i… udało się, ale o tym później.

Faza grupowa…

Grupę A zdominowała reprezentacja broniącej tytułu Kolumbii. Drużyna tego kraju powoli stawała mistrzem fazy grupowej. Był to trzeci z rzędu turniej, na którym Kolumbijczycy wygrywali swoją grupę nie zaznając porażki. Dobrze spisali się także gospodarze, którzy z 5 punktami zajęli drugie miejsce. Najciekawszym pojedynkiem, było starcie w trzeciej kolejce, miedzy tymi właśnie drużynami. Kolumbia prowadziła już 2-0, ale mecz zakończył się ostatecznie podziałem punktów.

Grupę B określano wówczas jako grupę śmierci. Argentyna miała zmierzyć się z Urugwajem, Meksykiem i Ekwadorem. Początek w wykonaniu Albicelestes był imponujący, rozbili 6-1 Ekwadorczyków i momentalnie stali się niemal stuprocentowym faworytem do złota. Tym większe było zdziwienie obserwatorów, kiedy w drugiej kolejce przegrali 0-1 z Meksykiem. Demony przeszłości powróciły – przed meczem ostatniej kolejki z Urugwajem, Argentyna była na trzecim miejscu w grupie. Co więcej, już w 7 minucie przegrywała z Urusami 0-1. Ostatecznie drużyna Bielsy obudziła się z letargu i wygrała 4-2. Wynik, podobnie jak cztery lata wcześniej zapewnił obu zespołom wyjście z grupy, z pozycji 2 i 3. Pierwsze miejsce zajęli silni jak zawsze Meksykanie.

Brazylia również nie imponowała w pierwszej fazie rozgrywek. Zwycięstwo z Chile zapewnił jej dopiero w 90. minucie młody Luis Fabiano, jedno z odkryć turnieju. Dobra gra w Peru zaowocowała potem transferem do FC Porto, a ciąg dalszy historii już znacie :). W drugim meczu grupowym Canarinhos łatwo uporali się z Kostaryką, a hat trickiem popisał się „imperatore” Adriano. Trzecie spotkanie z Paragwajem nie miało już większego znaczenia, być może dlatego też drużyna Pareiry przegrała je 1-2. Promocję do dalszej fazy wywalczyła oprócz tych dwóch zespołów jeszcze Kostaryka, niespodziewanie pokonując Chile.

Finały…

W 1/4 finału doszło do spotkania Argentyny z Peru. Gospodarze umiejętnie bronili się przez godzinę, ale wtedy objawił się geniusz dwudziestolatka z Boca Juniors – Carlosa Teveza. Skromne zwycięstwo 1-0 dało Argentynie półfinał, w którym przyszło zmierzyć się im z broniącą tytułu Kolumbią, która ograła gładko Kostarykę. Następnego dnia z turniejem pożegnali się sprawcy grupowych sensacji. Paragwaj, mający za sobą ogranie Brazylii przegrał z Urugwajem 1-3, mimo, że remisując 1-1 grał ostatnie pół godziny z przewagą jednego zawodnika. Z kolei Meksyk, opromieniony grupowym triumfem nad Argentyną, został zmiażdżony przez Brazylię w stosunku 0-4. Znów wiodącą postacią, był strzelec dwóch goli – Adriano. Trafił on do siatki także przeciw Urugwajowi, czym doprowadził do serii rzutów karnych w meczu decydującym o awansie do finału. Brazylijczycy egzekwowali je skuteczniej i zaczęli szykować się do starcia z Argentyną (rozbiła Kolumbię 3-0).

Dramaturgia i niespodzianka…

Trzecie miejsce przypadło Urugwajowi i została już tylko jedna niewiadoma. Finał w Limie miał jednego faworyta – była nim Argentyna, która rozkręcała się w miarę trwania rozgrywek i najlepszy mecz zagrała w półfinale. Zgodnie z przewidywaniami wynik meczu otworzył w pierwszej połowie Kily Gonzalez, ale tuż przed przerwą wyrównał Luisao. Argentyna wykazywała większą ochotę do gry i potwierdziła to golem w 87. minucie autorstwa Delgado. Bielsa i rezerwowi zawodnicy czekali już na rozpoczęcie celebracji, trener zrobił jeszcze ostatnią taktyczną zmianę i  miało zacząć się święto. W 93. minucie przypomniał o sobie jednak Imperatore – najlepszy gracz i strzelec turnieju. W zamieszaniu podbramkowym skierował piłkę do siatki i doprowadził do serii rzutów karnych. Tam znów lepsi okazali się Brazylijczycy i wznieśli trzeci, w ciągu ostatnich czterech edycji Puchar Ameryki. Argentyna znów została upokorzona, nic już nie mogło uratować Marcelo Bielsy.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/