Wspomnień czar: sport na drugim planie

Copa America 2001, to jedna z dziwniejszych edycji w najnowszej historii. Wystarczy powiedzieć, że krótko przed planowanym początkiem imprezy nie było wiadomo czy w ogóle się ona odbędzie.

Nie ma powodów do obaw…

Całe zamieszanie spowodowane było wyborem na gospodarza Kolumbii – kraju pogrążonego w chaosie i walkach domowych. Pierwotnie impreza miała rozpocząć się 11 lipca 2001 roku. Ówczesny prezydent Kolumbii Andres Pastrana próbował wykorzystać organizację turnieju do pokazania światu, że kraj mimo trudności jest w stanie podołać tak trudnemu organizacyjnie wyzwaniu. Problem w tym, że ciężko zorganizować duży sportowy turniej w państwie, mającym kłopoty z utrzymaniem jedności terytorialnej, którego duże połacie kontrolowane są przez narkotykowych baronów.

Zróbmy show jakiego ten kontynent jeszcze nie widział…

Ambitne plany prezydenta i federacji piłkarskiej zakładały początkowo start aż 16 ekip (dotychczas bywało to 12 – 10 z Am. Płd + 2 gości). Planowano zaproszenie, oprócz tradycyjnie grającego w CA Meksyku, USA, Japonii, Korei Południowej… Hiszpanii i Portugalii). Te założenia szybko zweryfikowała tragiczna kolumbijska rzeczywistość. W kraju porywanych było wówczas roczne ponad 3 500 osób, co więcej, w  majowych zamach bombowych zginęło 12 osób, a 200 zostało rannych. Pomimo zapewnień Pastrany, że kraj podoła i jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom, turniej trzeba było okroić to tradycyjnych 12 zespołów. Nawet to stanęło pod znakiem zapytania, kiedy w ostatnim tygodniu czerwca porwano vice-prezydenta kolumbijskiej federacji. Copa America była poważnie zagrożona.

Nie będzie show, nie będzie niczego…

Władze południowoamerykańskiego futbolu zaczęły gorączkowe poszukiwania zastępczej lokalizacji dla mistrzostw. Rozważano kandydaturę Meksyku, Brazylii i Urugwaju, chęć przejęcia turnieju zgłosiła także Wenezuela.  28. czerwca zdecydowano, że Kolumbia traci prawo do organizacji turnieju. Kilka godzin po ogłoszeniu tej decyzji Hernan Campuzano został uwolniony przez porywaczy. CSF postanowiła oddać turniej Kolumbijczykom ale… dopiero za rok, w 2002. Zamieszanie z miejscem rozegrania zawodów skończyło się tydzień przed planowanym startem – pod naciskiem stacji telewizyjnych posiadających prawa do turnieju CSF zgodziła się na rozegranie Copa America 2011 zgodnie z wcześniejszymi założeniami, między 11, a 29. lipca 2001 roku.

Główne danie bez przypraw…

Nie trudno zgadnąć, że zawirowania te miały wpływ na obsadę turnieju. W trakcie burzliwych negocjacji część ekip zdecydowała się wysłać swoich piłkarzy na wakacje, sądząc, że,,Puchar pokoju” – jak określił go prezydent Pastrana, nie odbędzie się. Tak stało się, z uważaną wtedy za zdecydowanie najlepszą na kontynencie Argentyną. Co więcej tamtejsza federacja wyznała, że część z powołanych piłkarzy otrzymała listy z pogróżkami. Do ostatnich godzin ważyły się losy startu Argentyny, rozważano przysłanie rezerwowej reprezentacji, ostatecznie zdecydowano, że czternastokrotny mistrz kontynentu nie wystartuje w jubileuszowej 40. edycji turnieju. Był 10 lipca, naprędce szukano zastępstwa. Kilka dni wcześniej Kanada, w reakcji na plotki o wycofaniu się Argentyńczyków sama zrezygnowała z udziału. 6. lipca jej miejsce zajęła Kostaryka.

Lądowanie na stadionie…

Kiedy 11. lipca o 20.45 w Baranquilii, w obecności 50 tysięcy widzów Kolumbia wygrywała na inaugurację z Wenezuelą 2-0, ekipa Hondurasu prawdopodobnie rozpoczynała zgrupowanie przed turniejem. Honduranie, ledwie zgromadzili wymaganą liczbę graczy i samolotem podstawionym przez Kolumbijskie Siły Powietrzne dotarli do Medelin na godziny przed swoim pierwszym meczem 13. lipca. Przegrali w nim z Kostaryką 0-1. Któż wtedy spodziewał się, że zespół ten będzie rewelacją zawodów i zakończy je z… brązowym medalem. Grupowe wygrane do zera z Boliwią, Urugwajem i ćwierćfinałowa z Brazylią otworzyły Hondurasowi drogę do sensacyjnego sukcesu. Warto zaznaczyć, że ani Urugwaj, ani tym bardziej Brazylia nie grały w swoich podstawowych składach. Faktem jest, że poza gospodarzami, w najsilniejszym zestawieniu nie grał wtedy chyba nikt. Faworyzowano wówczas Meksyk, który dysponował relatywnie najsilniejszą i najrówniejszą kadrą, opartą na grającym wtedy w AS Monaco Rafaelu Marquezie.

Jedna ekipa…

Podczas gdy kompletowane „last minute” drużyny toczyły między sobą dziwne, nieprzewidywalne boje, Kolumbijczycy robili swoje.Ograli kolejno Wenezuelę (2-0), Ekwador (1-0), Chile (2-0), Peru (3-0), Honduras (2-0) i w finale mieli zmierzyć się z Meksykiem, który wyszedł z grupy… strzelając jednego gola ( w wygranym starciu z Brazylią). Pomimo dobrej formy gospodarzy ich wygrana w ostatnim meczu nie była rzeczą oczywistą. Na murawę kolumbijscy piłkarze wybiegli w koszulkach z wymownym hasłem ,,un solo equipo por la libertad de todos” (jedna drużyna dla wolności tłumów). Sprawę mistrzostwa na stadionie w Bogocie rozstrzygnął strzałem głową w 65. minucie Ivan Cordoba. 50 tysięcy ludzi na widowni i miliony w całym kraju oszalały ze szczęścia – na chwilę Kolumbia zapomniała o kłopotach i smutnej codzienności. Dodatkowo, królem strzelców (6 goli) i najlepszym graczem został uznany reprezentant tego kraju Viktor Hugo Aristizabal. Kolumbia przeszła do historii – wygrała wszystkie mecze w mistrzostwach i nie straciła ani jednego gola. Z finałem w Bogocie wiąże się, zabawna historia – mecz poprzedzała krótka ceremonia, którą uświetnić miał lądowaniem na środku boiska spadochroniarz. Wszystko odbyło się, z tym, że lot nieco się wydłużył i mężczyzna, ku zdziwieniu widzów, lądował dobre kilka minut po rozpoczęciu spotkania. Nie trudno uniknąć porównania z losami reprezentacji Hondurasu na tym turnieju.

Czerwony turniej…

Edycja 2001 jest pamiętna jeszcze z jednego powodu. Śmiało można nazwać ją czerwonym turniejem… sędziowie pokazali podczas jej trwania (26 spotkań) aż 24 czerwone kartki! 16 z nich w 18 meczach fazy grupowej i aż cztery w półfinałowym meczu Meksyku z Urugwajem. Meksykanie w całym turnieju otrzymali 5 takich „wyróżnień”, a Urugwajczycy 4.  Nagrodę Fair Play dostali gospodarze, którzy w 6 spotkaniach tylko raz kończyli w dziesiątkę, a jedynym zespołem bez czerwonej kartki, była wyeliminowana w ćwierćfinale Kostaryka.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/