Wszyscy wrócili zdrowi, a i wynik niezły

Nie zaliczyłem pełnego, stuprocentowego bojkotu polskiej reprezentacji piłkarskiej, bo mecz z Czarnogórą obejrzałem, lecz za niego nie zapłaciłem. Myślę, że podobnie jak ja postąpiły setki tysięcy Polaków.

Trzeba przyznać, iż spotkanie w Podgoricy nawet dało się oglądać, choć nie jestem w stanie określić ile z tej oceny jest związane z nim samym, a ile ze zwyczajną tęsknotą za bataliami eliminacyjnymi o punkty. Brakowało mi tej rywalizacji czy to u siebie, czy na wyjeździe z wyraźnym celem.

To, że kibice będą niebezpieczni, wiadomo było już od połowy lipca, kiedy Śląsk Wrocław walczył o 3. rundę el. LM z Buducnostią Podgorica. Zarówno Czarnogórcy, jak i Polacy zapowiadali, że to nie koniec wojny. Ile ja już razy potępiałem takie zachowania… „Jugosłowiański temperament jest straszny, nie do zatrzymania ani przezwyciężenia. Stąd te wszystkie spory na tamtym terenie” – opowiada mi mama, która jako reprezentantka Polski w koszykówce rozegrała kilka spotkań na tamtym terenie.

Szkoda, że nerwowa atmosfera z trybun przeniosła się na boisko w II połowie. Niestety, Ludo Obraniak dał się wciągnąć w nią i poniosło go w sytuacji, po której dostał czerwoną kartkę. Już się spekuluje, że powinien zostać zawieszony w kadrze, ale moim zdaniem to przesada. Niemniej jednak musi uważać na siebie, bo jeszcze jeden, dwa takie wypadki i się komuś w PZPNie cierpliwość skończy. Szkoda tylko, że zawodnik Bordeaux miał świadomość, że graliśmy w przewadze i mieliśmy większą szansę na wygraną.

Nie miałbym nic przeciwko, gdyby po pierwszych kilku minutach mecz został przerwany i przyznano nam walkower. Napisałem o tym na twitterze. W tej samej chwili wpadła mi do głowy myśl, którą już zdążył „zaćwierkać” Rafał Stec:

Przemek Tytoń znalazł się w – jak to określił Mateusz Borek – „polu minowym, miejscu dla sapera, a nie bramkarza„. Tomasz Zimoch, nieco przestraszony, godzinę po ostatnim gwizdku na facebooku opublikował, że na szczęście przetrwał w czarnogórskim kotle czarownic:

Żyję!!! Ale nigdy dotąd nie czułem się zagrożony na meczu, tak jak dzisiaj… a już droga jaką wyznaczyli mi organizatorzy do strefy pomeczowych wywiadów to była istna <<ścieżka zdrowia>>

Mało który dziennikarz w Polsce może się pochwalić tak dużym doświadczeniem, niezliczoną ilością obejrzanych/skomentowanych meczów, więc ufam, że to było naprawdę piekło.

W pierwszej połowie zobaczyłem w naszej reprezentacji taką samą grę, jak podczas Euro 2012, tj. dobry, żywy kwadrans (w tym wypadku pierwszy), a potem walka o przetrwanie. Bardzo mnie to zasmuciło, bo to by oznaczało, że nie wyciągnęliśmy wniosków. Po przerwie jednak druga połowa dość mocno przypominała mi te drugie 45 przeciwko Rosji (z wyłączeniem czerwonych kartek). Po pięknym golu zdobytym główką przez Adriana Mierzejewskiego aż uniosłem ręce do góry i podskoczyłem z krzesła – tak mnie ucieszył. Ostatni raz przydarzyło mi się to… niemal 3 miesiące temu na Stadionie Narodowym po trafieniu Kuby Błaszczykowskiego…

Z przodu Polacy wyglądali całkiem dobrze – udzielali się Lewandowski, Błaszczykowski, Mierzejwski. Gorzej było niestety w obronie – tam wkradało się dość dużo nerwowości i niedokładności, co zwykle jest najlepszym prezentem dla drużyny przeciwnej. Na szczęście rywalom przydarzały się też fatalne pudła. Na nieszczęście, nam też…

Wielu zarzuca reprezentantom Polski, że stracili punkty z jakimiś ogórkami z południa. Tymczasem warto zaznaczyć, że wielu znakomitym drużynom nie udało się zwyciężyć na tamtym terenie. Jest tam przecież kilku piłkarzy o znanych nazwiskach z Vuciniciem, Joveticiem na czele. Jeśli dołożymy do tego jeszcze wspominaną bałkańską waleczność, to mamy całkiem dobry zespół, który wcale nie jest bez szans w walce o udział w MŚ w Brazylii.

Na szczęście, cała nasza kadra wróciła z Podgoricy cało i zdrowo z niezłym rezultatem. Cel na wrzesień to 4 punkty, więc trzeba jeszcze dołożyć 3 przeciwko Mołdawii. Z jednej strony, nie powinno być to problemem dla nas, ale z drugiej… niczego nie można być pewnym.

PS. Przepraszam, że w jednym z akapitów tak mocno odnosiłem się do twittera, ale już za kilka godzin będę świętować tydzień, odkąd go mam [oto dowód], a wciąż odkrywam jego tajniki…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl