Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Huknęła niedawno wiadomość o rzekomym zainteresowaniu AS Roma Arturem Borucem. Polak miałby po sezonie zwolnić miejsce między słupkami bramki Fiorentiny Sebastienowi Frey’owi i pomóc rzymianom w budowaniu odświeżonej drużyny na kilka następnych lat. Brzmi kusząco, ale na ile to wszystko prawdziwe?

Geneza i problem reprezentacji

Pomysł o przeprowadzce do Włoch był bez cienia wątpliwości pomysłem trafionym. Przez pierwsze dwa miesiące we Florencji Artur Boruc był co prawda tylko rezerwowym, lecz na początku listopada karta się odwróciła. Kontuzja Frey’a pozwoliła Polakowi na stałe zagościć w wyjściowej jedenastce „Fioletowych”. Od tamtego momentu zagrał on już w 20. spotkaniach, a jego dyspozycja pozwala z optymizmem spojrzeć na rywalizację o miejsce w bramce po powrocie francuskiego konkurenta. W takim wypadku szkoda absencji reprezentacyjnej Boruca; nie musielibyśmy się wstydzić za naszego bramkarza chociażby w piątkowym pojedynku towarzyskim z Litwą. Mamy bowiem kandydata sprawdzonego, doświadczonego, a przede wszystkim wciąż broniącego na wysokim poziomie. Nijak do jego osoby mają się Grzegorz Sandomierski, Sebastian Małkowski, a póki co również Przemysław Tytoń. Rozumiem, że Franciszek Smuda za punkt honoru przyjął sobie, by nie wpuszczać więcej do kadry byłego legionisty. Decyzja o tyle uzasadniona, mając na uwadze dysonans między oboma panami, co godząca w interesy polskiej reprezentacji. Będę wtórował opiniom jakoby to właśnie Boruc był najlepszym rozwiązaniem na Mistrzostwa Europy 2012, a to głównie za sprawą jego, ostatnio wręcz niespotykanego na polskim gruncie, talentu do wznoszenia się na(d) pułap swoich możliwości w meczach turniejowych.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Artur Boruc jest we włoskiej Serie A jedynym Polakiem, który ma systematycznie dobrą prasę. Błażej Augustyn gra rzadko (łącznie 310 minut w bieżących rozgrywkach), co już samo w sobie jest trafnym odzwierciedleniem stosunku miejscowych do jego umiejętności, a Kamil Glik jest niebywale chimeryczny – potrafi zagrać zarówno dobry, jak i poprawny, ale także słaby mecz. Natomiast Borucowi tylko raz zdarzył się słabszy moment. 10 listopada zeszłego roku i wyjazd do… Rzymu na spotkanie z Romą. Wtedy to „Holy Goalie” jeszcze zaznajamiał się z klubową koszulką. W końcówce spotkania w jego poczynania wkradła się dekoncentracja i komplet punktów pozostał w stolicy. Zatem w AS Roma muszą go wspominać całkiem przyjemnie; wszakże wyrządził im swego czasu nie lada przysługę. Teraz podobno w klubie zagięto na niego parol. Roma po sezonie będzie w bardzo newralgicznej sytuacji – nowi piłkarze, nowy właściciel, a także prawdopodobnie nowy trener. W Rzymie chcą gruntownie przebudować zespół, a gwarantem solidności w defensywie ma być wybitny golkiper. Celem numer jeden ma być Gianuluigi Buffon, a opcją zastępczą właśnie Artur Boruc. Jednak ciężko uwierzyć mi zarówno w wysokie prawdopodobieństwo pierwszego, jak i drugiego wariantu.

Pomimo przewlekłej kontuzji, Gianluigi Buffon wciąż zaliczany jest do światowej czołówki w swoim fachu. Stąd też wnioskuję, że albo pozostanie w Juventusie Turyn, albo spróbuje swych sił w Anglii. Ma prawo mierzyć wysoko. Kiedy Juventus spadł do Serie B, Buffon zadeklarował chęć pozostania w Turynie. Zaznaczył przy tym, że paradoksalnie gdyby nie degradacja klubu, dałby się skusić innemu chlebodawcy, gdyż jest głodny wyzwań. 3 lata później świat obiegła plotka, że Manchester City szykuje za Włocha ofertę opiewającą na 100 mln euro. Teraz Buffon miałby przejść akurat do Romy? Nie dam temu wiary. Wydawałoby się więc, że transfer Artura Boruca jest więcej niż przesądzony. Tutaj sprawa nie jest już dla mnie tak oczywista, aczkolwiek mam spore uprzedzenie do tych doniesień. Owszem Roma nie musiałaby sięgać głęboko do kieszeni, a Fiorentina, mając w zanadrzu Sebastiena Frey’a, zapewne nie ambarasowałaby transferu, ale czy rzeczywiście takiej postaci jak Boruc szukają w Rzymie? Skoro drużyna ma ulec odrestaurowaniu, to czy ligowy potentat zaufa akurat Borucowi? Ten broni oczywiście na wysokim poziomie w tej samej lidze, ale zdaje się mieć swoje apogeum za plecami i wąskie perspektywy rozwoju. Natomiast „Giallorossi” potrzebują bramkarza na lata. Trudno jednoznacznie określić, czy Polak takim się mieni. Na pewno takowy transfer urzeczywistniłby aspiracje Boruca. Czy do niego dojdzie? Mądrzejsi ode mnie mówią, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu…


pubsport.pl