Wszystko rozstrzygnie się na polskiej ziemi…

Niespodzianek nie było. Wszystkie osiem spotkań ósmej kolejki Velux Champions League (grup A i B) zakończyły się wiktorią tych samych ekip, które triumfowały także przed tygodniem. Właściwie, gdybym zdecydował się przepisać długie fragmenty zeszłotygodniowego tekstu, nikt nie przypuściłby, iż pisałem je na zupełnie inną okazję. Dziś, po przekroczeniu półmetka grupowych rozgrywek, nadszedł czas, aby dokładniej przyjrzeć się dotychczasowej grze polskich drużyn oraz wstępnym zarysie finalnego kształtu ich grupowej tabeli.

Zanim jednak całą uwagę poświęcimy już naszym eksportowym ekipom, słów kilka należy się całej reszcie. Na największą adnotację zasługuje z pewnością starcie Barcelony z Vardarem oraz Paryżan z mistrzami Niemiec – THW Kiel.

W grupie A Veszprem pewnie pokonało Celje (32:26), podobnie jak przed siedmioma dniami skutecznością błysnął Renato Sulic (8 trafień). Nadspodziewanie łatwo Flensburg poradził sobie z chorwackim Zagrzebiem (23:30). Wikingów do zwycięstwa poprowadził Lasse Svan Hansen (7 trafień). Wisła z tarczą wróciła ze Stambułu (29:28), a najlepszy mecz w szeregach Nafciarzy rozegrał Dimitrij Żytnikow (7 trafień). W najważniejszym meczu kolejki PSG po raz kolejny pewnie rozprawiło się z Zebrami (37:30). Francuzi szybko zbudowali pokaźną przewagę, a Niemcy ani na moment nie byli w stanie im zagrozić. Świetny mecz rozegrał Nikola Karabatic, w bramce nie zawiódł Thierry Omeyer. Przed meczem paryscy fani zgotowali fantastyczną oprawę upamiętniającą niedawną tragedię.

Grupa B to przede wszystkim stojący na fantastycznym poziomie spektakl w wykonaniu Vardaru oraz Barcelony. Macedończycy cały mecz nadawali ton grze, lecz to imponująca końcówka w wykonaniu Katalończyków (5 bramek z rzędu) zadecydowała o końcowym triumfie Blaugrany (25:27). Analogicznie do spotkania w Barcelonie, popisową partię rozegrali Wael Jallouz i Arpad Sterbik, bohaterem spotkania został jednak bramkarz Barcy, Perez de Vargas. Reńskie Lwy z dużą łatwością odprawiły z kwitkiem gości z Montpellier (25:21). Bardzo ciekawy mecz zafundowali nam za to szczypiorniści w Kristianstad. Choć Szwedzi prowadzili grę i kontrolowali wynik przez niemal cały mecz, Pick Szeged za sprawą wspaniale dysponowanego Deana Bombaca (13 trafień) zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę (32:34). Kończący ósmą serię gier pojedynek odbył się w Kielcach. Mistrzowie Polski po ciężkiej przeprawie, pokonali Duńczyków 33:31. W ekipie gości szalał Bo Spellerberg, autor 10 bramek. Rozmowa z przesympatycznym Duńczykiem w pliku audio poniżej. Kielczanie zagrali na przyzwoitym poziomie, no ale znów ta obrona…

Każdą dyskusję na temat żółto-biało-niebieskich należy zaczynać właśnie od defensywy. 233 bramki stracone w 8 spotkaniach to ponad 29 trafień przypadających na jedną batalię. Obrazując, Vive traci średnio jednego gola na dwie minuty. Tylko 5 drużyn ma gorszą statystykę od mistrzów Polski. Wszystko za sprawą wyrwy, która pojawiła się wraz z odejściem Musy i Grabarczyka w trakcie letniej przerwy. Choć wspaniale w bloku prezentuje się Piotr Chrapkowski, jego słabą stroną jest siła fizyczna. Razem z nim w centralnym sektorze stanąć powinien bardzo silny (w dosłownym tego słowa znaczeniu) obrońca. Mateusz Kus raz po raz udowadnia, że Liga Mistrzów to nie jego bajka. Polak „objeżdżany” jest ze wszystkich stron, nie wytrzymuje tempa, nie utrzymuje kołowego. Całości nie zmienia także dobra i równa dyspozycja Sławomira Szmala, więc aż strach pomyśleć co działoby się bez „Kasy” w bramce. Kibicom Vive pozostaje z utęsknieniem czekać na powrót (i debiut zarazem) Mariusza Jurkiewicza. Właśnie na postawę w defensywie trener Dujszebajew narzekał głównie podczas pomeczowej konferencji po starciu z Duńczykami. Nie pierwszy raz zresztą…

O ile w obronie mistrzowie Polski radzą sobie nad wyraz przeciętnie, imponować musi ich gra w ataku. A przynajmniej statystyki zdają się tak mówić – 31 trafień na mecz, co daje drugi wynik w stawce zaraz po PSG. Optycznie wygląda to mniej okazale, ale liczą się efekty. Piętą achillesową kielczan w tym sezonie niewątpliwie jest prawe rozegranie. Denis Buntić dobry mecz zagrał jedynie w Kopenhadze, Krzysztof Lijewski rozgrywa (delikatnie mówiąc) nieudany sezon, w dużej mierze za sprawą kontuzji. Na drugim biegunie znajdują się Michał Jurecki, Karol Bielecki oraz Uros Zorman. Wszyscy początek obecnego sezonu zaliczyć mogą do niezmiernie udanych.

Dwa triumfy nad KiF’em dały kielczanom bezcenne 4 punkty w grupowej tabeli. Ta płaska jest niczym stół – drugie „Lwy”, a piąty Pick dzieli… jeden punkt. Strata Węgrów do lidera z Barcelony również nie jest nie do odrobienia, wynosi bowiem ledwie 3 „oczka”. Vive znajduje się w grupie trzech ekip z 10 punktami na koncie. Na korzyść mistrzów Polski przemawia jednak kalendarz. Najważniejsze mecze żółto-biało-niebiescy rozgrywać będą w Hali Legionów. Z drugim RNL, z trzecim Vardarem oraz piątym Pickiem. Po „pewne” dwa punkty udadzą się w podróż do Kristianstad oraz Montpellier. Francuzi nie notują w tym roku wybitnych wyników, Szwedzi zaś to wciąż bardzo niedoświadczona drużyna, ponadto Vive pewnie pokonało oba zespoły na wcześniejszym etapie rozgrywek. Wydaje się, że jedynym spotkaniem, w którym jakakolwiek zdobycz graniczyć będzie z cudem to wyprawa do Palau Blaugrana. Nie zapominajmy jednak, że kilka lat temu Vive potrafiło wywieźć z Hiszpanii punkty. Reasumując, wszystko co najważniejsze dziać będzie się na kieleckim parkiecie. Z pomocą trybun, żółto-biało-niebieskich stać na komplet zwycięstw i pewne 2-gie miejsce na koniec fazy grupowej. Cel choć trudny do zrealizowania, jest w zasięgu kieleckich szczypiornistów. Każdy błąd i strata punktów oznaczać będzie spadek i coraz trudniejszą drogę do F4. Rywalizacja toczy się bowiem na noże. Kolejna bitwa już w niedziele, swój marsz mistrzowie Polski rozpoczną arcyważnym meczem z Vardarem.

Równie ciekawie sytuacja przedstawia się na północy Polski. Płocka Wisła po ośmiu kolejka zgromadziła 7 punktów, co daje jej 5. pozycję w grupie. To właśnie piąta lokata wydaje się być celem Nafciarzy na zakończenie grupowych rozgrywek. Płocczanom po piętach depcze młoda drużyna z Zagrzebia i to z nią Nafciarze stoczą bój o jak najlepszą pozycję wyjściową przed 1/8. Decydujące okaże się z całą pewnością bezpośrednie starcie obu ekip. Podobnie jak w przypadku Vive, również Wiślacy newralgiczny mecz rozegrają we własnej hali. 5 grudnia do Orlen Areny zawitają chorwaccy goście i będzie to absolutnie kluczowy mecz dla Nafciarzy, którzy wraz z niosącymi ich kibicami, przegrać po prostu nie mogą. Wisła punktów poszuka także w domowym starciu z Celje. Ponadto, płocczan czekają same wyjazdy, z których chociażby jedno przywiezione „oczko” będzie sporym sukcesem. Zważywszy na ostatnio zwyżkującą formę Wisły, która zdaje się już podnosić po październikowych upokorzeniach, przyszłość Nafciarzy maluje się w dosyć optymistycznych barwach.

Będący jedną nogą poza klubem po spotkaniu z Vive, Manolo Cadenas, utrzymał swoją posadę i przynajmniej do końca sezonu poprowadzi Nafciarzy. Decyzja ta wydaje się być słuszną, bowiem wymiana trenera w trakcie sezonu na pewno nie wyszłaby na korzyść Wiśle. Nie zmieniam jednak zdania, iż hiszpański trener po zakończeniu obecnych rozgrywek powinien rozstać się z Nafciarzami dla dobra obu stron. Płocczanie w dwumeczu z Besiktasem nie dali rywalom większych szans, a drużyna powoli łapie swój rytm. Obudził się Dimitrij Żytnikow, a przyjście de Toledo w zamian za Nemanję Zelelovica powinno pomóc płockiej ekipie. Serb myślami był już w Magdeburgu… Szkoda jedynie, iż nowy nabytek Wisły od razu nabawił się kontuzji. Nie mniej jednak pierwsze spotkanie z Turkami udowodniło dużą wartość Brazylijczyka. Jeśli tylko płocczanie utrzymają tą formę do Mikołaja, emocje w Orlen Arenie sięgną zenitu.

Przyszły tydzień stać będzie pod znakiem dwóch wielkich spotkań – Veszprem podejmie PSG, a do Kielc przyjedzie Vardar. O spotkaniu paryżan z Madziarami pisałem, iż było to jedno z najlepszych spotkań XXI wieku, spektakl najwyższych lotów. Lepszej rekomendacji nie trzeba… Starcie w Hali Legionów śmiało można nazwać zaś wojną. To będzie ciężka, fizyczna batalia. Stawką drugie miejsce w grupie oraz wymazanie z pamięci skopijskiego blamażu. Jedno jest pewne – choć będą to pojedynki zupełnie odmienne, obejrzymy handball na najwyższym możliwym poziomie.

Tak jak wspomniałem, po spotkaniu z KIF moim rozmówcą okazał się Bo Spellerberg. Mimo porażki, Duńczyk miał na ustach uśmiech, a moje pytanie dotyczące jego „sekreku” wyraźnie go rozbawiło. Swoją drogą, Bo to zdecydowanie najmilszy zawodnik, z którym kiedykolwiek miałem okazję rozmawiać.

Dla leniwych: Uważam, że atmosfera była świetna, szczególnie w drugiej połowie. Od zawsze lubiłem grać, tak aby inni mieli możliwość zdobywać bramki. Po prostu lubię grać piłki do lepiej ustawionych kolegów ode mnie. Dziś zadecydowały detale, prowadziliśmy, a Vive świetnie rozegrało końcówkę. Nie mamy w tym sezonie szczęścia, nasza pozycja w grupie jest bardzo trudna. Musimy szukać punktów w każdym spotkaniu, a grając tak jak dziś możemy coś jeszcze zdziałać.

Już za tydzień czekają nas kolejne wielkie emocje związane ze szczypiorniakiem. Kolejkę zainauguruje jutrzejsze spotkanie Wisły z Flensburgiem, a na hitowy pojedynek Vive poczekać musimy do soboty. Mamy nadzieję na wielką grę o równie wielką stawkę…

TERMINARZ I TABELE LM >>

Więcej moich prac również na portalu mim24.pl!