Wszystko to, za co kochamy siatkówkę, zawarte w pięciu setach

We Wrocławiu rozegrany został turniej finałowy Pucharu Polski siatkarzy. Najlepsza okazała się PGE Skra Bełchatów, która w kapitalnym finale pokonała ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle 3:2.

Cóż to był za mecz. Niesamowity finał, w którym było wszystko to, za co kibice kochają siatkówkę. Bełchatowianie w ćwierćfinale zgodnie z oczekiwaniami poradzili sobie z SMS-em Spała. Gracze z Kędzierzyna-Koźla rozbili zaś Jastrzębski Węgiel. W półfinałach kędzierzynianie nie stracili seta, pokonując obrońcę trofeum – Lotos Trefl Gdańsk. Zawodnicy z województwa łódzkiego swoją rywalizację zaczęli słabo, bowiem w pierwszej partii wysoko ulegli Asseco Resovii. Trzy kolejne odsłony tego zaciętego boju okazały się jednak zwycięskie dla „Pszczółek”, więc można było szykować się na wielki finał.

Jeśli o półfinałowej rywalizacji drużyn z Bełchatowa i Rzeszowa mówimy „zacięty bój”, to co można powiedzieć o decydującym spotkaniu? To był prawdziwy siatkarski dreszczowiec, trzymający w napięciu do ostatniej akcji. Faworytem była ZAKSA. Ekipa Ferdinando De Giorgiego jest liderem Plusligi, a w dodatku świetnie zaczęła niedzielny finał. Wygrała w pierwszym secie aż 25:12 i wszystko wskazywało na to, że kibice zgromadzeni we wrocławskiej hali mogą być świadkami krótkiego meczu bez historii. Jednak ten, kto wówczas tak pomyślał, nie przewidywał, że spotkanie dostarczy tulu emocji. Druga partia od początku układała się po myśli podopiecznych Miguela Angela Falaski. Jednak końcówka była bardzo nerwowa, kędzierzynianie zdołali  odrobić straty, ale to ich rywale mogli cieszyć się ze zwycięstwa 25:23. Trzeci set to znów ogromna nerwówka. Ostatecznie zwycięsko wyszła z niej ZAKSA, tryumfując 25:22.

Emocje rosły, ale to, co najlepsze w tym meczu było dopiero przed nami. Najpierw czwarty set, w którym bełchatowianie musieli walczyć z nożem na gardle. Początkowo wydawało się, że nie podołają wyzwaniu, bowiem przegrywali już pięcioma punktami. To jednak nie spowodowało zwątpienia. Skra odrobiła straty i wygrała na przewagi. Zwycięstwo bełchatowskiej drużyny 28:26. Taki wynik mówi wszystko. Jeszcze większe emocje miały miejsce w piątym secie. Na początku nic tego nie zwiastowało. Mogło się wydawać, że rozwój sytuacji będzie podobny do inauguracyjnej partii, bowiem ZAKSA przed zmianą stron prowadziła 8:3. Bełchatowianie znów pokazali charakter. Odrobili straty, ale urazem przypłacił to Mariusz Wlazły. Najlepszy zawodnik poprzednich mistrzostw świata musiał opuścić boisko. Jego koledzy po zaciętej, twardej i bardzo długiej walce wygrali 19:17. Takie tie breaki ogląda się z przyjemnością.

To był wielki mecz i niezapomniane emocje dla kibiców polskiej siatkówki. Po raz kolejny w tym roku, po berlińskich kwalifikacjach olimpijskich, mieliśmy okazję przekonać się o pięknie siatkówki. Szkoda tylko, że obecnie tryumfy w krajowych pucharach nie zapewniają awansu do Ligi Mistrzów. Jednak zwycięstwo w tych zawodach, mimo to, stanowi dla naszych klubów duży prestiż, co pokazała nieprawdopodobna walka w niedzielnym finale.