Wycieczka się udała

Polscy piłkarze rozegrali w ostatnich dniach dwa kolejne spotkania towarzyskie z USA i Ekwadorem. Oba te mecze odbyły się za Atlantykiem, odpowiednio w Chicago i Montrealu. Dlaczego akurat tam? Na to pytanie nikt, ani z władz PZPN, ani ze sztabu szkoleniowego racjonalnie odpowiedzieć nie umie.

Każdy kto śledzi polską piłkę i poczynania działaczy PZPN wie, że amerykański wyjazd był jedną wielka farsą. Jan Tomaszewski powiedział w jednym z wywiadów telewizyjnych, że pan Grzegorz Lato wraz ze swymi kolesiami ze związku, chciał zrobić sobie wycieczkę, a żeby nie finansować jej z własnej kieszenii, zabrał ze sobą piłkarzy. W tym przypadku słynącemu z kontrowersyjnych wypowiedzi bohaterowi Wembley, niezwykle trafnie udało się przedstawić całą sytuację. Działacze PZPN wyglądają jakby żyli w innej rzeczywistości. Kadra nie wygrała od pół roku, w rankingu FIFA wyprzedzają nas nawet takie kraje, ze wskazaniem których na mapie moglibyśmy mieć spore kłopoty, a polskie kluby po ostatnich wyczynach nie są juz faworytami w starciu z przedstawicielem jakiegokolwiek kraju europejskiego. Włodarze związku w tym czasie organizują sobię bankieciki, drogie zebrania, jeszcze droższe zebrania wyjazdowe, czy okazyjne wycieczki jak teraz do Ameryki Północnej, czy jakiś czas temu do Tajlandii.

Najgorsze jest to, że z tego krajobrazu coraz mniej wyróżnia się selekcjoner Smuda, który w każdej, nawet najbardziej absurdalnej sytuacji stoi murem za prezesem i jego kompanią, a w zamian dostaje bezgraniczne zaufanie ze strony tychże ludzi, jego pracodawców. A przecież rok temu kibice domagali się nominacji Smudy na selekcjonera, jako jedynego człowieka nie skalanego żadnymi układami, bezkompromisowego i zdecydowanego. Z dawnego pana Franka, jakiego pamiętamu choćby z pracy w Lechu, zostało już tylko jego poczucie humoru. W jego pracy cechowała go zawsze odwaga. Teraz jest bardzo ostrożny, nie tak wyluzowany, tak jakby rola jaką mu powierzono zaczęła go przerastać. Trener Smuda stał się po prostu innym człowiekiem odkąd dogonił to, o czym przez całą karierę marzył, fotel selekcjonera. Jego działania są często bardzo nerwowe. Na amerykańskie zgrupowanie, które było zapewne pomysłem dzialaczy, a którym selekcjoner boi się sprzeciwić, powołał niejakiego Salamona, o którym sam wcześniej nie słyszał, tylko po to, aby ten nie zagrał ani minuty. Selekcjoner stracił też na swej bezkompromisowości, gdy po aferze alkoholowej wyrzucił Peszke i Iwańskiego, by już kilka dni później twierdzić, że nokogo nie skreśla i dla wszystkich kadra jest otwarta. To był jasny sygnał, że jeśli tylko dwaj ukarani dżentelmenowie będą w formie, to wbrew zapowiedziom, do kadry wrócą. Wszyscy chyba pamietają też słynną nominację Jana „Jasia” Furtoka na dyrektora kadry, mimo iż nie zna on języka angielskiego (!). To też był wynik inicjatywy pana Laty, który wpycha swoich ludzi, gdzie tylko może, a Smuda się niczemu nie sprzeciwia by nie skończyć jak Leo Beenhakker, który  przez nowe władze związku był regularnie zaszczuwany, a gdy to zaowocowało fatalnymi wynikami kadry, został bez pardonu wyrzucony na oczach całej Polski i nie tylko.

Same spotkania powiedziały nam mniej więcej tyle, ile wiedzieliśmy już po dwóch poprzednich sparingach. Napastnicy są nieskuteczni, a obrona, tym razem dodatkowo przetrzebiona kontuzjami, spisuje się katastrofalnie. Nawet pewniak Michał Żewłakow z meczu na mecz jest coraz bliższy emerytury, a nie formy mistrzowskiej. Niestety lepszego, a już tymbardziej bardziej doświadczonego stopera nie mamy. Środek naszej defensywy wygląda tak, że kogo by tam Smuda nie wstawił, to kończy się to taką samą katastrofą. W porównaniu z poprzednimi spotkaniami widoczny jest też brak Sebastiana Boenischa, ale jego nieobecności pasowałoby sie już przyzwyczić, bo w końcu zobaczymy go dopiero na wiosnę. Skupić należy sie na spotkaniu ze Stanami, bo to z Ekwadorem, juz bez Błaszczykowskiego i Matuszczyka, nie mialo najmniejszego sensu. Zremisowaliśmy 2:2 z finalistą ostatniego Mundialu, drużyną, która zdołała wyjść w RPA z grupy. To powinno cieszyć, tym bardziej, że coraz więcej zawodników dorasta do swej roli, jak Błaszczykowski, który ma być naszym liderem na EURO, czy Obraniak, który pełnić rolę rozgrywającego, a więc mózgu zespołu. Matuszczyk z Murawskim stworzyli fajną parę defensywnych (ale nie tylko) pomocników i  to właśnie ich widziałbym w pierwszym składzie na Mistrzostwa Europy. Wypróbowany w miejsce Matuszczyka w spotkaniu z Ekwadorem Wołąkiewicz zagrał nie najgorzej, ale z wyżej wymienioną dwójką nie wygra. Z kapitana Lechii mógłby być pożytek w obronie, ale tam z sobie tylko wiadomych powodów Smuda go nie sprawdził. W napadzie razi nieskuteczność. Niegrający zbyt wiele Lewandowski i nieobecny w Ameryce, wiecznie kontuzjowany Jeleń nie wyglądają zbyt dobrze, ale lepszych nie ma. Lewandowski do sytuacji dochodzi, byleby tylko wreszcie zaczął je wykorzystywać. Jelen jeśli tylko będzie zdrowy, to będzie dobrze. Smolarek pokazał, że choć od dawnej formy jest daleki, to jednak doświadczenie z Eredivisie, Bundesligi, Primera Division czy Premier League procentuje i w trudnych chwilach będziemy mogli na niego liczyć. Tak jak się obawiałem Andrzej Niedzielan został powołany na alibi, tak aby dziennikarze czy kibice się nie czepiali, więc nie wiemy ile tak naprawdę mógłby dać reprezentacji.

W podsumowaniu gry naszej kadry, nie warto brać pod uwagę pseudospotkania z Ekwadorem. Mecz z USA pokazał, że w porównaniu ze spotkaniami z Australią czy Ukrainą jest progres. Niewielki, ale jest. Widać, że selekcjoner ma pewną myśl na grę reprezentacji. O ile na tyłach sytuacja wygląda tragicznie przez brak materiału ludzkiego, o tyle w przodzie widoczny jest już pomysł na grę, innymi słowy ład i skład. Brakuje jeszcze tylko skuteczności, bo marnowanie takich sytuacji jak ta Lewandowskiego w spotkaniu z USA to używając terminologii Jacka Gmocha, kryminał. Niestety nasza narodowa nie robi postępu w tak szybkim czasie jak mogłaby to robić, gdyż pan Smuda od czasu do czasu musi sobie strzelić w stopę przez swą uległość w stosunku do PZPN i zgodzić się na jakiś poroniony pomysł kompanii pana Laty, co powoduje, że nasz selekcjoner, a co za tym idzie piłkarze, nie może rozwinąć pełnych skrzydeł w locie po sukces. Krótko mówiąc, wszystko idzie do przodu, ale gdyby nie PZPN, mogłoby iść kilka razy szybciej.  To są niestety realia Polski, a konkretnie PRL-u, którego mentalność jeszcze tkwi w niektórych wysoko postawionych ludziach w naszym państwie, a czego ikoną jest PZPN właśnie. Nam kibicom pozostaje tylko zaufać trenerowi w nadziei na lepsze jutro. On w swej pracy nie raz pokazał nam, że warto.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html