Wynik może cieszyć, styl musi martwić

 Zdaję sobie sprawę z tego, że od spotkania z Mołdawią  minęły już dobre trzy dni, ale dopiero dzisiaj znalazłem trochę więcej czasu, by o eliminacyjnych wojażach naszej reprezentacji napisać. Polscy piłkarze, jeśli chodzi o same wyniki i punkty, nieźle rozpoczęli eliminacje do Mistrzostw Świata. Dwa mecze – cztery punkty – zwycięstwo z przeciętniakiem i remis na bardzo gorącym terenie. Teoretycznie, nie jest źle. Bardziej niestety martwi styl osiągania owych wyników oraz spora liczba mankamentów w grze Biało – Czerwonych.

Szczerze mówiąc, przed spotkaniem z Czarnogórą bałem się, że to przecież tak malutkie państewko nas bez większych problemów pokona. Mieliśmy do czynienia z zespołem u siebie grającym z wielką werwą, agresją, ogromnym wręcz zaangażowaniem.  Drużyną, która równocześnie potrafi grać radosną, ładną dla oka, techniczną i ofensywną piłkę. Ekipą, która potrafiła zatrzymać Anglię. Taką właśnie Czarnogórę oglądaliśmy długimi fragmentami. Ale, co niezwykle mnie zdziwiło i ucieszyło zarazem, Polacy nie pękli. Walczyli. Stawiali opór. Przed spotkaniem wiedziałem, że jesteśmy podobni jeśli chodzi o umiejętności, aczkolwiek sądziłem równocześnie, że najpewniej nie damy rady jako drużyna. Team. Tymczasem w stolicy Czarnogóry widzieliśmy prawdziwą ekipę.

Niestety, nierzadko brakowało nam koncepcji na rozegranie akcji, pomysłu. W naszej grze było za dużo chaosu. Sytuacje stwarzaliśmy sobie głównie po kontratakach. Wciąż brakuje nam umiejętności inteligentnego rozegrania piłki, to wciąż nie jest to, czego moglibyśmy oczekiwać. Ale cieszyć może chociaż to, że oglądaliśmy  prawdziwą futbolową wojnę z udziałem polskich kopaczy. To wystarczyło.

Robert Lewandowski wciąż nie miał tak dużego wsparcia, jakiego mógłby od swoich kolegów z pomocy oczekiwać. Ale w tym meczu widzieliśmy Roberta grającego swoją najlepszą piłkę. Silnego i nie bojącego się wziąć gry na swoje barki. Napastnik BVB po raz kolejny pokazał jak fantastyczną techniką dysponuje. Futbolówkę przyjmował na centymetry, utrzymywał ją, dobrze nią operował. Gola od dłuższego czasu nie zdobył, nie inaczej było w tym spotkaniu i jedynie to, jeśli chodzi o dyspozycję Roberta może martwić. Brak skuteczności. Miała w spotkaniu z Czarnogórą nasza „dziewiątka” na stopie dwie setki. Niestety, znowu się nie udało. A wiemy jak to jest u napastnika, nie trafi w trzech, czterech meczach i ten czas meczu bez gola zaczyna się wydłużać, zawodnik wpada nierzadko w strzelecki kryzys. Często jak napastnik strzeli w dwóch meczach pod rząd to może się tak rozpędzić, że w iluś tam następnych również będzie trafiał. Nałogowo. I na odwrót, w tym wypadku, niestety.

Jednak to spotkanie, podobnie jak mecz z Mołdawią, pokazało, że nie dysponujemy wystarczająco dobrym środkiem pola. Rafał Murawski słabo gra w Lechu Poznań, a co dopiero na poziomie międzynarodowym, w kadrze. Polański z Czarnogórą zagrał nieźle, z sercem, ale zdarzało mu się zbyt wiele głupich strat. W meczu z Mołdawią tych strat obejrzeliśmy jeszcze więcej. Właśnie teraz zaczął wychodzić ten brak ogrania u pomocnika Mainz. Jak się nie gra w klubie, nie jest się w rytmie meczowym to zaczynają się pojawiać problemy. Na dłuższą metę, jestem pewny, to nie wypali. Ariel Borysiuk grał w obu meczach, ale wydawał się nieobecny, kompletnie nieaktywny, w rozegraniu jak i odbiorze. Ciekawi mnie jak potoczą się losy Grzegorza Krychowiaka w Lique 1, który niestety w meczu z Mołdawią dostał tylko chwilę na zaprezentowanie swoich umiejętności. Ale jeśli będzie regularnie grał na poziomie pierwszej ligi francuskiej, jednej z pięciu najlepszych w Europie przecież, myślę, że będziemy mieli z tego chłopaka spory pożytek. A w środku problem jest duży. To widać.

Mecz z Mołdawią Polakom kompletnie nie wyszedł. Tyle. Skończyło się na zwycięstwie 2:0, ale chyba wszyscy wiemy, że równie dobrze mogło się to zakończyć kompletną kompromitacją. Byłem w szoku, jak widziałem Mołdawię fragmentami mającą nad ekipą Fornalika przewagę. To jest niedopuszczalne. Graliśmy bez pomysłu, finezji, jakiegokolwiek polotu. Było bardzo, bardzo źle.

Sądzę, że swoją rolę odegrało też nastawienie naszej ekipy przed tym spotkaniem. Zakładam, że przed Mołdawią w obozie naszej kadry było takie myślenie: kto to jest, bardzo przepraszam, Mołdawia, pyk, pyk, pyk i będzie pozamiatane. I to było widoczne. Rzucały się w oczy głupie błędy, spowodowane najpewniej kompletnym brakiem koncentracji.

Do zespołu, troszkę nieoczekiwanie, wszedł Kamil Glik. Pamiętam, jak rok, dwa lata temu, gdy miał zagrać w reprezentacji, tylko łapałem się za głowę i mówiłem: no to pięknie, pozamiatane, „drewno” „number one” wkracza do akcji. I jestem pewien, że nie byłem jedynym, który był do gry byłego defensora Piasta Gliwice bardzo źle nastawiony. Tak po prostu było, Glik w kadrze był bardzo słaby, momentami wręcz fatalny. Z Czarnogórą widzieliśmy innego piłkarza. To on nie upilnował Vucinicia przy drugiej bramce dla naszych rywali. Zdarzały mu się błędy, czasami był wobec rywali zbyt pasywny, ale zaliczył też wiele bardzo dobrych interwencji. Zagrał przyzwoicie, po prostu. Jednak i tak można zobaczyć w grze piłkarza Torino duży postęp.  Teraz gra w Serie A, zbiera najcenniejsze doświadczenie, jak utrzyma miejsce w podstawowej jedenastce swojej ekipy, naprawdę możemy mieć w niedalekiej przyszłości z tego chłopaka spory pożytek.

Teraz słówko o Obraniaku. Zasłużył. W meczu z Czarnogórą grał bardzo słabo, często dogrywał niedokładnie, nie było widać chemii między nim, a Robertem Lewandowskim. Zaliczył co prawda świetną asystę ze stałego fragmentu gry, ale ogólnie wypadł bardzo blado, co wydaje się dziwne w kontekście formy jaką prezentuje w Bordeaux. Sądzę, że jest to spowodowane tym, że Ludo jeszcze nie zaaklimatyzował się w drużynie. Wiem, minęły trzy lata, teraz już w polskiej kadrze powinien czuć się jak w domu. Mówi się, że jest od naszej reprezentacji w pewien sposób odizolowany. Że z kolegami zbyt dużo nie rozmawia. Odpowiedzialność za to ponosi w dużym stopniu sam Obraniak, który wciąż nie potrafi komunikować się w języku polskim, angielskim, że tak powiem, też nie szpanuje. Nie wiem jak traktują Ludo koledzy z zespołu. Nie mam pojęcia. Jednak słowa Kuby Błaszczykowskiego o czerwonej kartce dla gracza Bordeaux nigdy nie powinny zostać przez skrzydłowego Borussi publicznie wypowiedziane.  Zachowanie Ludo w tym spotkaniu było idiotyczne, głupie i bezmyślne. Ok, zgadzam się. Ale to powinno zostać wyjaśnione w szatni, między zawodnikami. Kuba złamał pewne reguły piłkarskiej szatni. Zachowanie Ludo było głupie, ale zawodnik z Dortmundu też o wiele inteligentniej się nie zachował krytykując w mediach swojego kolegę. W piłce nie wolno prać brudów publicznie.

Jeszcze jedno, jeśli chodzi o gracza Bordeaux. Jestem tego samego zdania co Rafał Stec: strata Obraniaka byłaby naprawdę bolesna. To jest zawodnik, który jednym, jedynym podaniem, potrafi  odmienić losy spotkania. Zawodnik klasy europejskiej, który  w przyszłości dla naszej kadry może okazać się niezbędny.

Reasumując. Z wyniku (4 pkt.) możemy być umiarkowanie zadowoleni. Remis z Czarnogórą to nie jest zły rezlultat, tym bardziej, że nastawienie polskich kibiców przed tym spotkaniem nie było pozytywne.  Ale styl musi martwić. Jednak z takim zaangażowaniem jak w meczu z Czarnogórą i  większą ogładą piłkarską  punkty z Anglią czy Ukrainą nie będą misją niewykonalną. Mam nadzieję.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl