Wyryli historię – padł ostatni bastion Europy…

Nic nie może przecież wiecznie trwać. Trzy lata i dziewięć miesięcy Palau Blaugrana pozostawała niezdobyta. Od 12 lutego 2012 roku nikt nie zdołał pokonać Barcelony na jej własnym parkiecie. A próbowało przecież wielu – Kilonia, Veszprem czy reńskie Lwy. Wtem przyjechał mistrz Polski i dokonał wydawałoby się rzeczy niemożliwej. Tak się pisze historię, szkoda, że na pożegnanie…

Handballowa Europa wciąż z niedowierzaniem śledzi poczynania żółto-biało-niebieskich. Nie da się ukryć, iż kieleccy zawodnicy szturmem przejęli miejsce w pełni światła reflektorów, dziś są na ustach całego światka piłki ręcznej. Tydzień po tygodniu Liga Mistrzów dostarcza nam ogromną dozę wrażeń i ekscytacji a ostatnio również i wzruszeń. Od początku rozgrywek starałem się pisać nader obiektywnie, poruszając tematy najbardziej interesujące, nie tylko z pozycji januszowego, polskiego kibica w kapciach. Często nasze rodzime ekipy spychałem na dalszy plan, bo inni na miejsce w pierwszym rzędzie zasłużyli po prostu bardziej. Teraz niesamowicie szczęśliwy jestem, iż o niczym innym jak o wspaniałych wynikach polskiego zespołu napisać zwyczajnie nie mogę. Jedni historię piszą, drudzy ją opisują, wy możecie o niej przeczytać.

Padł ostatni bastion Europy

Stwierdzenie to ma podwójne dno. W pierwszym zamyśle Palau Blaugrana była najdłużej niezdobytą halą wśród tegorocznych uczestników Ligi Mistrzów. 29 spotkań z rzędu to nie byle jaki wynik. Niedawno u siebie przegrało THW, więc należało sprawdzić ostatnią możliwość – Veszprem Arenę. Przeglądając sezony wstecz, natrafiłem na datę 11.02.12. Wówczas Veszprem na swoim parkiecie, dość niespodziewanie, przegrało z… ówczesnymi Vive Targami Kielce. Już myślałem, że się wprost bajkowo złoży, iż dwie najdłuższe serie przerwała właśnie kielecka drużyna. No ale jednak nie. Zabawę zepsuło mi Fuchse Berlin, które tydzień później również uciszyło madziarską halę. Przynajmniej tyle dobrego, że faktycznie, barcelońska hala była tą najdłużej niedostępną.

Po drugie, Vive w swojej historii wygrywało już z Kilonią, wygrywało z Veszprem, z Lwami, z Vardarem, z Kif’em, czy Hamburgiem. Ale nigdy nie wygrało z Barceloną. Niezależnie czy grali w Katalonii, Kielcach czy w Kolonii zawsze górą była Blaugrana. Teraz mistrzowie Polski mają na rozkładzie i mistrzów Hiszpanii. Nie ma już drużyn z których Vive by nie pokonało (oczywiście z np. Flensburgiem nigdy się nie zmierzyli, ale to inna sprawa). Można więc powiedzieć, iż również dla żółto-biało-niebieskich padł (przed)ostatni bastion Europy. Do końca trasy został jeszcze jeden stopień – Lanxess Arena.

O samym sobotnim spotkaniu aż trudno coś napisać. Mówi się, że zwycięzców się nie sądzi, więc o małych potknięciach nawet nie będziemy wspominać. W pierwszej połowie Vive nieco stremowane dało narzucić sobie swój styl gry Barcelonie (19:16 po 30. minutach), sytuacja diametralnie zmieniła się jednak po przerwie. Na szczególne wyróżnienie zasługują Uros Zorman oraz Julen Aginagalde. Słoweński profesor wybornie prowadził grę kielczan, Julen zagrał bodaj najlepszy mecz w żółto-biało-niebieskich barwach. Na uwagę zapracował także Karol Bielcecki i jego 8/8 karnych. W drużynie rywali szalał Kirył Lazarow, a bramkę zanotował Kamil Syprzak. Należy jednak przyznać, iż nie był to udany mecz polskiego obrotowego. Ostatecznie po kapitalnej drugiej połowie Vive wygrało 31:33.

Tym samym kielczanie przerwali trwającą od 12 lutego 2012 roku serię 29 spotkań Barcy bez porażki w Palau Blaugrana. Ostatnio ta sztuka udała się Croatii Zagrzeb w składzie z… Marinem Sego oraz Manuelem Strlekiem. Chorwacki bramkarz co prawda nie odegrał znaczącej roli w sobotnim spotkaniu, za to „Manu” rzucił 2 bramki.

O wielkim triumfie Vive pisać można by w nieskończoność, ale grali przecież jeszcze chociażby w Sparkassen Arenie, gdzie emocje sięgnęły zenitu….

Królewski powrót kilońskiego króla  

Rozczarowujące w tym sezonie THW Kiel we własnej hali ugościło rewelacyjnie spisującą się w tym sezonie ekipę z Veszprem. MoTW dziesiątej rundy starć obfitował w emocje, które wynagrodziły przeciętną (jak na obecną edycję) jakość sportową widowiska. Całe 60 minut toczyło się w bardzo wyrównanych warunkach, lecz pod dyktando węgierskiej drużyny. Veszprem prowadziło do niemalże samiutkiego końca. Świetnie grał Laszlo Nagy, wspomagany przez Aarona Palmarsona. Islandczyk do niedawna występujący w zespole Zebr został ciepło przywitany w swojej „starej” hali. Ekipę THW ciągnął Marko Vujin. Do przerwy 11:12, po przerwie nic się nie zmieniło.

Bez wątpienia magiczną chwilą było wpuszczenie na ostatnie pięć minut Dominika Kleina. Niemiec po bardzo ciężkiej kontuzji na nowo zadebiutował w zespole Zebr. Najbardziej zasłużony z całej talii Alfreda Gislassona zawodnik wszedł na boisko tylko po to, aby wyprowadzić mistrzów Niemiec na pierwsze, jedyne i najważniejsze prowadzenie w meczu. Klein wykończył kontrę i zapewnił 2 punkty Zebrą. „Po prostu bajka” – krzyczał Tom O’Brannigan. Wielki powrót wielkiego gracza!

Na adnotacje zasłużyła także ekipa Picku, który rozgromił Rhein Neckar Loewen (30:24). Kolejny wyborny mecz rozegrał Dean Bombac z 11 bramkami. Ciekawie było w Kristianstad, gdzie rzutem na taśmę triumfowało Montpellier (29:30). PSG rozniosło Celje, podobnie jak Vardar KiF. Polskim kibicom nie umknął remis Wisły z Zagrzebiem. Mecz był jednak nudny, brzydki i nie do oglądania. Akurat grała wtedy Barcelona w piłkę nożną, więc płocki gniot sobie odpuściłem. Na pewno jednak gwiazdą wieczoru był de Toledo. Chłopak dobrze zaaklimatyzował się na Mazowszu. Działo się wiele, rzućmy okiem na tabelę.

Tabelaryczna enigma

Do końca rozgrywek pozostały już tylko cztery spotkania. Za nami już dziesięć serii gier. Mimo to wiemy, że nic nie wiemy. W grupie A równe szanse na zwycięstwo mają Flensburg, PSG oraz Veszprem. Wisła po remisie z Zagrzebiem umocnił się na szóstym miejscu. W grupie B o finalny triumf walczą jeszcze Barcelona, Vive, RNL, Pick oraz Vardar. Nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte. Pierwsze werdykty padły za to w niższych rangą grupach.

Koniec roku 2015 oznacza również koniec przygody z handballową elitą dla drużyn z grup C i D. Tam bowiem rozgrywki kończą się znacznie szybciej, już po dziesięciu spotkaniach. W gr. C najlepsi okazali się szczypiorniści Mieszkowa Brześć z Rastko Stojkovicem i Sashą Tioumentsevem, znanymi z polskich parkietów, w składzie. Białoruską drużyną dyryguje zaś rosyjski artysta – Pavel Atman. Gr. D padła łupem ukraińskiego Motoru Zaporoże, pod dowództwem innego Rosjanina – Sergieja Shelemenki. Triumf obu naszych wschodnich sąsiadów zapewnił im awans do 1/8 play-off. Tam wędrówka Białorusinów oraz Ukraińców dobiegnie końca. Zwycięzcy nie rozstawionych grup zmierzą się bowiem z ekipami miejsc drugich grup A i B. Szanse na awans spadają zatem do zera bezwzględnego.

Ciąg dalszy nastąpi…

I to już koniec ligomistrzowych zmagań w 2015 roku. Przed nami ponad miesięczny rozbrat z handballem. Ale ten miesiąc warto poczekać. 15 stycznia ruszają ME w Polsce. Na otwarcie Polacy zmierzą się z Serbią. W naszym serwisie pojawia się artykuły zapowiadające styczniowy czempionat a być może pojawią się także relacje z samego turnieju. Wciąż czekamy na decyzję o akredytacjach.

Velux Champions League powróci na samym początku lutego. Na dzień dobry „Derby Północy” – Flensburg podejmie Kiel. Nam pozostaje więc czekać, a podobno cierpliwość uszlachetnia…


pubsport.pl