Wyrzutek na ustach ludzi futbolu

Były trener Realu Madryt Jose Mourinho, w piłkarskim świecie powszechnie znany jako naczelny cynik, swego czasu z lubością wyszydzał swojego piłkarza-Alvaro Moratę. Hiszpan nie doczekał uznania w Madrycie, był jednym z tych pechowców, których w królewskim klubie zesłano na poniewierkę bez żadnych podstaw, po prostu upatrzono sobie kozła ofiarnego i jego przyszłość na Santiago Bernabeu stanęła pod potężnym znakiem zapytania, nieszczęśliwy napastnik postanowił zatem poszukać swojej szansy gdzie indziej. Dziś jest filarem formacji ofensywnej Juventusu, to on i Carlos Tevez pognębili właśnie ekipę Los Merengues. Casus Moraty pokazuje, jak słodka bywa zemsta, także w futbolu. Real przegrał z Juventusem 1:2.

W Hiszpanii już wszyscy przyzwyczaili się do tego, że piłkarze nieszanowani przez Real Madryt, potrafią zagrać na nosie królewskiej drużynie. Alvaro Morata to nie pierwszy gracz, który był traktowany w Madrycie lekceważąco, jak zbędny ciężar dla klubu z Bernabeu. Jego los podzielił chociażby Jose Maria Callejon, dziś błyszczący w Napoli, zresztą piłkarze niechciani w Realu dokonali swego rodzaju inwazji na Włochy, także Gonzalo Higuan obrał apeniński kierunek. Wszyscy są zadowoleni ze swojego wyboru. Z natury ironiczni Hiszpanie zwykli opisywać piłkarską rzeczywistość z takim oto sarkazmem. ”Klauzula pełnych portek” to termin dobrze znany wszystkim interesującym się hiszpańskim futbolem. To dosadne określenie zostało spopularyzowane za sprawą Samuela Eto’o, wszak to Kameruńczyk był największym piłkarzem, który w piłce robił furorę poza Bernabeu, dziś figla Realowi spłatał Morata, a prezydent Perez mógł wydać jęk zawodu. Jak można było wypuścić gracza, który posiadł tak niezwykły instynkt snajperski? Czasami piłkarz, który musiał wypić czarę goryczy do dna, może wyratować się z futbolowego niebytu i zyskać drugie życie. Tutaj mamy wzorcowy przykład. Warto też dodać, że pewnie osoby decyzyjne w klubie z Santiago Bernebeu teraz plują sobie w brodę, przecież gdyby nałożyli na Juventus ową komiczną klauzulę, prawdopodobnie zapobiegli by stracie jednego gola, jak oni mogli dopuścić się takiego niedopatrzenia. To naprawdę skandal.

Iker Casillas przed laty uchodził za podporę defensywy Realu Madryt, opokę trzymają w ryzach cały blok obronny, był odbierany jako człowiek, który swoimi pewnymi interwencjami wprawia w zachwyt nas wszystkich, bramkarz niegdyś emanujący spokojem, a dziś niepokojąco ”elektryczny”. Iker w najlepszej wersji nie miałby problemów z obroną strzału Carlosa Teveza, ale ten aktualnie rozmieniający swoją markę na drobne golkiper strącił piłkę wprost pod nogi Alvaro Moraty, który spokojnie wturlał ją do siatki. Dziś Casillas nawiązał korespondencyjną rywalizację z Buffonem, kiedyś prosił sędziego, by czym prędzej skończył gehennę Włochów w finale Euro 2012, teraz to wobec niego można by być bardziej miłosiernym.

Carlo Ancelotti jest konserwatystą, niektórzy mają go za marionetkę w rękach Florentino Pereza. Jeśli nawet prezydent klubu z tylnego siedzenia kieruje drużyną, a jego sympatia do Garetha Bale’a i Karima Benzemy bywa często przedmiotem różnych dyskusji, to robi krzywdę samemu sobie i swojemu cacku, za jakie można uznać zespół Realu Madryt. Gareth Bale w meczu z Juventusem był bezapelacyjnie najsłabszy na boisku, cieniem na jego występie w konfrontacji z włoską drużyną położyło się to, że był…cieniem samego siebie, choć może to zbyt duże słowa, bowiem on często ma niezbyt wiele do zaoferowania, poza bezładną bieganiną to trudno czegokolwiek istotnego dopatrzeć się w jego boiskowej plątaninie. Fani Realu mogą z nostalgią wspominać jego spektakularnego gola z ubiegłorocznego finału Copa del Rey, wtedy ponoć wbił gwóźdź do trumny Barcelony Gerardo Martino, jednak dzisiaj role się odwróciły, ówczesny bohater Madrytu zaczął osuwać się po równi pochyłej, natomiast Katalończycy pod wodzą Luisa Enrique sukcesywnie się odradzają, dziś są chyba bezkonkurencyjni, jutro się przekonamy, czy Bayern Monachium zdoła stawić im czoła.

Cristiano Ronaldo znowu usunął się w cień, w meczach o najwyższą stawkę Portugalczyk z zasady wycofuje się z placu gry, zatem niespodzianką sporego kalibru było to, że w sobotnim starciu z Sevillą de facto w pojedynkę rozstrzygnął losy rywalizacji, strzelając trzy gole drużynie Grzegorza Krychowiaka. Dziś jednak wrócił do swojej normy, niefrasobliwie starając się wdawać w dryblingi i oddając kolejny nieudany strzał z rzutu wolnego najdobitniej podsumował swój występ. Jedyne za co można go dziś chwalić, to umiejętność znalezienia się w odpowiednim miejscu i czasie. Ronaldo strzelił Juventusowi gola, który może być decydujący w końcowym rozstrzygnięciu w tej parze. Tak czy inaczej, obecnie porównywanie Portugalczyka z Leo Messim zakrawa na kpinę i świadczy o nie najgorszym poczuciu humoru jakże zapamiętałych wielbicieli CR7. Argentyńczyk z Barcelony to wirtuoz, który w gąszczu nóg potrafi zakasować wszystkich, Ronaldo z jednym rywalem miewa problemy.

Brak Luki Modrica w kadrze Realu Madryt stają kością w gardle drużynie, ale na dobrą sprawę sam sobie trener Ancelotti jest winien. Gdyby wprowadził system rotacji podobny do tego, jaki w Barcelonie w początkowej fazie sezonu preferował Luis Enrique i któremu w dalszym ciągu poddaje niektórych piłkarzy, dziś Modric prawdopodobnie by brylował na zielonej murawie, ale niestety dla kibiców Królewskich leczy swój uraz.

Real długo z Jventusem się męczył, bił głową w mur, brakowało składnych akcji, ataki Królewskich nie nabierały odpowiedniego tempa, Real najeżdżał na pole karne Włochów z zaciągniętym hamulcem ręcznym, natomiast największym aktem desperacji były strzały z dystansu Toniego Kroosa. Po wejściu na boisku Chicharito Hernandeza w ekipie Królewskich być może coś drgnęło, jednak to było stanowczo za mało na świetnie zorganizowane w obronie Juve, a piłkarz który niedawno uratował skórę pobierającym horrendalne gaże bożkom, na powrót został zesłany do wycierania ławki dla rezerwowych. Jego idylla trwała krótko, ale można się było tego spodziewać, w Realu są równi i równiejsi, Meksykanina traktuje się jak wyrzutka, po sezonie odejdzie, bo to nieważne, że ocalił sezon dla Realu. Istotą problemu jest to, że koniecznie musi grać Karim Benzema, innej opcji nie ma. A przypominam, że Carlo Ancelotti deklarował, iż Meksykanin ma obecnie pewne miejsce w składzie. Może schizofrenik z tego Carletto?

Pomysł z Sergio Ramosem w środku pola znowu nie wypalił, w meczu z Celtą zaliczył ładną asystę, ale Juventus to trochę wyższa półka, a nieudane zagrania Hiszpania najlepiej pozostawić bez komentarza. Kiedy w meczu z Sevillą sprokurował rzut karny dla rywali, Carlo Ancelotti nie posiadał się ze wściekłości, ciekawe czy po dzisiejszym spotkaniu będzie ze swojego obrońcy zadowolony.

James Rodriguez tak niezawodny w ostatnich meczach, tym razem nie był jednak nieoceniony. Co prawda znacząco przyczynił się do zdobycia gola, genialnie obsługując Cristiano Ronaldo, później sam był o włos od posłania piłki do bramki Buffona, ale ponieważ tego nie zrobił, jego występ przejdzie bez echa, wszystkie oczy są zwrócone teraz na graczy Juventusu, a nabzdyczone gwiazdy z Bernabeu powinny przeprosić swoich kibiców za tę futbolową impotencję.

Wychowankowie Realu Madryt rozpierzchli się po całym świecie. Jeden z najsłynniejszych Juan Mata gra w MU, jest też wielu innych, o których kiedyś przy okazji porównywania szkółki La Masia do La Fabrica pisałem. Jose Mourinho za czasów swoich rządów w Realu darł koty z trenerem drużyny Castilli, zarzucał mu, że wystawia piłkarzy na niewłaściwych pozycjach, więc później ma problemy, by korzystać z ich usług. Portugalczyk gardził też graczami Getafe, czyli drużyny filialnej Realu Madryt, zupełny szarak Pedro Leon miał swoją piękną chwilę na Santiago Bernabeu, ale w mig w depresję wpędził go krewki trener. Wychowankowie Barcelony nie są rozproszeni, ich koszaruje się na Camp Nou, natomiast Real buduje się na wariackich papierach, exodus ludzi rekrutujących się z akademii zostaje zatuszowany przez kupowanie za dziesiątki milionów supergwiazd, które nie zawsze są takie super.

Real wciąż ma realne szanse na końcowy triumf w LM, ale Juventus istotnie je zniwelował. Andrea Pirlo przed meczem deklarował, że jeśli Juve zdobędzie Puchar Europy, on odejdzie. Dzisiaj nie grał dobrze, nie nadążał za piłką, ale przecież się nie ośmieszył, w przeciwieństwie do Bale’a. Król środka pola kiedyś porównywany do Xaviego z Barcelony ma szansę zakończyć swoją karierę w sposób dumny.

Bartłomiej Najtkowski
barteknajtkowski.blox.pl


pubsport.pl
Pubsport.pl
Pubsport.pl - wiadomości sportowe i publicystyka. Zapowiedzi i podsumowania meczów piłki nożnej, tenisa, sportów zespołowych oraz zimowych. Relacje na żywo! Wpadnij pogadać o sporcie!
http://www.pubsport.pl/