Wyścig nieudanych pit stopów

Znów nastąpiła mobilizacja u mnie w szkole. Tak mocna, że nie zdążyłem w niedzielę wyrazić swej opinii o wyścigu w Monte Carlo. Jak ja mogłem sobie na to pozwolić? Przecież to perła w kalendarzu F1!

Kolejny raz wygrał Sebastian Vettel. Jednak tym razem nie było to takie proste, jak w poprzednich wyścigach. Musiał zaryzykować i pojechać na jeden pit stop, aby nie nastąpiły żadne przygody, jak podczas (nie tylko) jego postoju. Kolejny raz zwyciężyła taktyka z jedną zmianą opon na tym torze. Zwróćmy uwagę, że drugi Fernando Alonso (świetny start i pościg za Buttonem) odwiedzał aleję serwisową dwukrotnie, a trzeci Jenson Button – trzy razy. Dużo roztrzygnięć mieliśmy poza torem, bo w Monako po prostu nie ma gdzie wyprzedzać. I co z tego, że na świeżych oponach można odrobić dystans do kierowcy przed tobą, jeśli nie masz jak go minąć? DRS także nie znalazł zastosowania. Owszem, pomagał się zbliżyć do zawodnika, ale… wracamy do punktu wyjścia – nie ma jak wyprzedzić!

Sytuacja z długim pit stopem nie miała miejsca tylko w stajni czerwonego byka. Mechanicy wielu zespołów byli jacyś nieruchawi tego dnia. Nie przytoczę konkretnych przykładów, ale pamiętam, że większość postojów trwało nie 3-5, a 5-9 sekund. Mówi się, że w sobotni wieczór zespoły poszły na finał LM na miasto…

Pierwszy raz w tym sezonie podczas trwania wyścigu musiał wyjechać safety car i prowadzić stawkę. Wszystko fajnie, ale nie zneutralizował całej stawki. Kierowcy zdublowani mieli po prostu pecha i byli okrążenie w plecy. Dlatego tylko sześciu zawodników ma czas na mecie. Także dlatego Lewis Hamilton nie spadł niżej w klasyfikacji po dodaniu mu 20-sekundowej kary.

Dwa razy podczas weekendu w Monako cały świat F1 wstrzymał oddech. W sobotę po wypadku Sergio Pereza, zaś w niedzielę po uderzeniu w barierę Vitalya Petrova. Meksykanin czuje się już dobrze, jest bardzo zdeterminowany, by ścigać się w Montrealu. Mimo tego zdaje sobie sprawę, że musi przejść testy medyczne i dopiero wtedy FIA podejmie decyzję, czy może się ścigać na torze im. Gilles’a Villeneuve’a. Z kolei rosyjski kierowca Lotusa Reanult na pewno pojedzie w Kanadzie, bo z nim jest wszystko OK.

Pojawiło mi się w głowie pytanie, czy warto w takim razie ścigać się po ulicach Monte Carlo. Doszedłem do wniosku, że byłaby to za duża strata marketingowa. A poza tym, z torem w Monako wiąże się kilkudziesiędioletnia tradycja. Nikt nie pozwoliłby odwołać tego wyjątkowego wyścigu. Kierowcy też lubią takie ryzyko, a wizyta w tym miejscu jest dla nich wyjątkowym przeżyciem. Myśl zatem została szybko rozwiana.

Nie pałam sympatią do Lewisa Hamiltona, pozwolę sobie więc napisać, że w końcu został sprowadzony na ziemię, jeśli chodzi o reakcję sędziów na jego zagrania. Do tej pory często mówiło się, że jego nieprzepisowe manewry są ignorowane przez arbitrów. Tym razem poczuł jak to jest. Najboleśniej w sobotę, kiedy to anulowano jego czas z Q3 za ścięcie szykany i musiał startować z 9. pola. Trudno, panie Lewisie, trzeba jeździć zgodnie z przepisami!

Następny przystanek karuzeli z Formułą 1 to Kanada. Czeka nas wyścig wieczorową porą (u nas). I znów powracają do mnie straszne i piękne wspomnienia związane z Robertem Kubicą. To kolejny przejaw tęsknoty za polskim kierowcą. ROBERT, WRÓĆ!

Rok temu w Montrealu Lewis Hamilton przerwał dominację Red Bulla w kwalifikacjach i to on startował z pole position. Czy tym razem znów ktoś zatrzyma bolidy Adriana Newey’a? Kto ma tutaj szansę na wygraną? Oczywiście… Red Bull. A poza nim pewnie ci, którym KERS i DRS będzie się spisywać bez żadnych szwanków. Chciałbym, żeby Mark Webber wygrał, bo pod nieobecność Kubicy kibicuję właśnie Australijczykowi. Nie powodzi mu się wspaniale w tym sezonie, kiepsko startuje i nie potrafi czasem dowieźć miejsca na podium do mety…

Ten tor to duże wyzwanie dla bolidów. Jest nierówny, nieogumiony (w ciągu roku odbywa się na nim normalny ruch samochodowy) i piekielnie obciąża układ hamulcowy. To kombinacja długich, szybkich prostych i wolnych nawrotów. Amplituda prędkości może wynieść nawet 250 km/h!

Na koniec świetne wieści. Sezon będzie dłuższy, a wyścig w Bahrajnie się odbędzie. Wszedł w  miejsce przesuniętego na 11 grudnia GP Indii. Świetne rozwiązanie zarówno dla kibiców, jak i organizatorów ścigania w Delhi. Dostali dodatkowe 2 tygodnie na przygotowanie toru.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl