Wyścig po Scudetto

Do zakończenia sezonu Serie A pozostało 8 ligowych kolejek, zaś na placu boju o tytuł mistrzowski – Milan i Juventus. Sytuacja w tabeli jest bowiem o tyle klarowna, że z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa możemy założyć, że nikt więcej do wyścigu o ligowy prym już się włączyć nie zdoła. Nie jest to bynajmniej niespodzianka, gdyż Lazio, Napoli, Udinese, Roma i Inter od miesięcy chwiejnym krokiem przepychają się przez kolejne ligowe pojedynki, podczas gdy prowadząca dwójka miewa słabsze momenty tylko okazjonalnie. Zaburzenie tej prawidłowości nie jest co prawda wykluczone, ale różnica punktowa, jaka dzieli dziś trzeci zespół od lidera z Mediolanu, czyli bagatela 13 oczek, może odstraszyć nawet najśmielszych optymistów. Podążając tym tropem, pozwolę sobie skonfrontować szanse Milanu i Juventusu na tegoroczne Scudetto, zarazem wykluczając ingerencję osób trzecich w losy mistrzostwa kraju.

  •  Terminarz

Analizując kalendarz Serie A na kwiecień, trudno oprzeć się wrażeniu, że Juventus czeka naprawdę wyboisty tor z przeszkodami. Pierwsze na drodze turyńczykom stanie Palermo, dla którego będzie to ostatni gwizdek, by włączyć się do rywalizacji o europejskie puchary. Ponadto podopieczni Bortolo Mutti’ego mają coś do udowodnienia swoim kibicom, gdyż od trzech spotkań nie wygrali na Stadio Renzo Barbera, a przecież stadion ten do niedawna był uważany za jeden z najtrudniejszych do zdobycia w całej Italii. Niedługo potem na „Starą Damę”  czekają potyczki rzymskie, tj. z Lazio i Romą, przedzielone meczem z teoretycznie najsłabszą w lidze Ceseną. Obie ekipy ze stolicy są w grze o ligowe podium i tym samym miejsce w eliminacjach do Ligi Mistrzów, co stanowi gwarant bardzo wysoko postawionej przed Juventusem poprzeczki. Kwiecień podopieczni Antonio Conte zamkną spotkaniem z Novarą, która to na swojej sztucznej murawie pokonała w tym sezonie Udinese Calcio i Inter Mediolan. W maju powinno być już nieco łatwiej, gdyż „Bianconerim” pozostanie rozprawić się kolejno z Lecce, Cagliari i Atalantą. Jednak wyniszczający kwiecień może odcisnąć na drużynie widoczne piętno i potencjalnie łatwe majowe 9 punktów może zostać zawężone do 5-7.

Tak niewdzięczna końcówka sezonu ominęła natomiast Milan, który wszystkie (poza jednym) najtrudniejsze mecze ma już za plecami. Na pierwszy ogień pójdzie znajdująca się w katastrofalnej dyspozycji Fiorentina, która w ostatnich 5. spotkaniach zainkasowała ledwie 2 punkty. Podopiecznym Massimiliano Allegri’ego w kwietniu przyjdzie się jeszcze zmierzyć z Chievo, Genoą, Bologną oraz Sieną. Można więc śmiało antycypować, że Milan ugra w bieżącym miesiącu co najmniej 10. punktów. Zwycięstwa z Fiorentiną, Bologną czy Genoą, która nie wygrała w lidze od 5 lutego, są wręcz nieuchronne. Taki obrót spraw może, aczkolwiek oczywiście nie musi, spowodować, że „Rossoneri” zakończą miesiąc z jeszcze większą przewagą punktową nad Juve niż go rozpoczęli. Na finiszu przyjdzie skrzyżować rękawice z Atalantą, Interem oraz Novarą. W maju Milan nie będzie zmuszony opuszczać San Siro, przy czym derby rozegra w charakterze gości. Właśnie konfrontacja z rywalem zza miedzy jest anonsowana jako decydująca w kontekście krajowego mistrzostwa. Abstrahując od tego, czy faktycznie tak też się stanie, będzie to dla Milanu z całą pewnością największa przeszkoda na ostatniej prostej sezonu.

  • Kadra

O ile za rubrykę „Terminarz” moglibyśmy postawić „plus” przy drużynie Milanu, tak w rubryce „Kadra” takowy należy się zdecydowanie ekipie z Turynu. Nie jest to jednak podyktowane domniemanie większym potencjałem kadrowym Juventusu, a świetną kondycją zdrowotną zespołu. Dość powiedzieć, że najmniej kontuzjogenni w całej lidze, jak policzyli włoscy dziennikarze, są właśnie zawodnicy 27-krotnego mistrza Włoch. Liczba urazów, które nawiedziły w tym sezonie Turyn, wciąż nie przekroczyła 50. Na drugim biegunie tej statystyki są piłkarze Milanu, którzy wręcz deklasują ligowych oponentów, mając na swym niechlubnym koncie niemało ponad 200 kontuzji. Rozbieżność wręcz zdumiewająca zwłaszcza, gdy uwzględnimy renomę, jaką cieszy się Milan Lab. Jeden z najpopularniejszych na świecie ośrodków medycznych należących do klubu piłkarskiego zawodzi ostatnio na całej linii. Nie tylko nie jest efektywny, ale w dodatku zleca przeprowadzanie badań innym jednostkom, jak to miało miejsce w przypadku Alexandre Pato, który próbował się kurować w Stanach Zjednoczonych. Zaznaczmy – próbował. Nieudolność medyków z Mediolanu może być uwarunkowana, co sugeruje wielu fachowców, stanem murawy na San Siro. Tę tezę potwierdza pozycja drugiej ekipy z miasta mody we wspomnianych wyliczeniach żurnalistów, bowiem Inter znalazł się w nich na najniższym stopniu podium. Niezależnie od przyczyny takiego stanu rzeczy, efekt jest taki, że Milan regularnie nie dysponuje w tym sezonie 7-12. zawodnikami, z czego kilkoma z pierwszego składu. Natomiast Juventus tylko z rzadka boryka się z kadrowymi zawirowaniami, co zapewnia dużo większą stabilność podstawowej jedenastki oraz bogatsze możliwości manewrowania składem. Może się to okazać wielce przydatne w ostatnich tygodniach rywalizacji, gdyż zmęczenie sezonem intensyfikuje się z każdym spotkaniem, a nagromadzenie ośmiu pojedynków w przeciągu 36. dni zmusi trenerów do częstego rotowania piłkarzami. Na lepszej pozycji stoi więc Juventus, chociaż w Milanie coraz śmielej mówi się o powrocie do zdrowia Antonio Cassano, a gracz tego formatu co „Fanantonio”, mógłby okazać się prawdziwym asem z rękawa na finiszu rozgrywek.

  • Dyspozycja

Na przestrzeni marca zdecydowanie najlepszą drużyną w Serie A był Milan. 18-krotny mistrz Włoch może poszczycić się czterema zwycięstwami i jednym remisem, podczas gdy Juventus w tym samym czasie odniósł dwa zwycięstwa i zremisował trzykrotnie. Jednak Juve wszystkie remisy zanotowało na początku miesiąca, by później cieszyć oko fanów i zachwycać efektowną, a przede wszystkim skuteczną grą. Ostatni ligowy mecz podopieczni Antonio Conte odbyli 1 kwietnia, kiedy to rozbili 3-0 rozpędzone Napoli. Milan zaś po raz ostatni wybiegł na boisko 3 kwietnia na Camp Nou, kiedy to oddał najmniej strzałów na bramkę rywala w całym sezonie i odpadł z Ligi Mistrzów po porażce 3-1. Jednak mierzył się z najlepszą drużyną świata, co naturalnie nie jest miarodajnym sprawdzianem dyspozycji. Nie będzie zatem nadużyciem, jeżeli przyjmiemy, że Juventus oraz Milan wyglądają w ostatnich tygodniach w miarę analogicznie.

  • Doświadczenie

Jeżeli porównamy doświadczenie  zawodników obu zespołów w zmaganiach o mistrzowską paterę, to wyłowimy argument przemawiający za Milanem. Nie dość, że znakomita część aktualnej drużyny świętowała mistrzostwo Włoch w zeszłym roku; nie dość, że poszczególni zawodnicy mają na swoim koncie więcej tego typu osiągnięć niż rywale z Turynu; to sam jeden Zlatan Ibrahimović w przeciągu ostatnich 9. lat wygrywał mistrzostwo kraju 8-krotnie, stając się zarazem warunkiem sine qua non dla klubu chcącego bić się o ligowy triumf. Również osoba trenera nie jest tutaj bez znaczenia. Antonio Conte, pomimo odważnego debiutu w poważnym futbolu, jest zapewne obarczony nie lada presją, którą to stara się systematycznie zdejmować na łamach prasy tak z siebie, jak i ze swoich piłkarzy. Trener Juventus nie posmakował jeszcze w swoim zawodzie tego typu sukcesu. Jego zachowawcze wypowiedzi znamionuję obawę przed nad wyraz rozhulanymi oczekiwaniami kibiców i klubowych działaczy, a do tego przecież będzie zmuszony w Turynie się przyzwyczaić. Z tego typu presją większych problemów nie ma, albo po prostu skutecznie się maskuje, Massimiliano Allegri. Dla byłego trenera Cagliari Calcio sprawą oczywistą od początku sezonu jest, że walczy on wraz ze swymi podopiecznymi o Scudetto. Cel na bieżący sezon stał się dla Allegri’ego tym bardziej przejrzysty, że zarówno w finale Pucharu Włoch, jak i Ligi Mistrzów, Milanu zabraknie. Mówi się nawet o ultimatum od Berlusconi’ego – mistrzostwo albo zwolnienie. Taka rzekoma forma motywacji od świeżo nominowanego, a zarazem powracającego na stanowisko, prezydenta klubu zdaje się być nieco przesadzona. Wszakże Milan wiele zawdzięcza swojemu aktualnemu trenerowi i to pomimo krótkiego stażu w szatni. Niemniej jest to jeden z najsilniejszych determinantów i wszystko możliwe, że okaże się skuteczny również w tym przypadku. O ile faktycznie owo ultimatum padło z ust Silvio Berlusconi’ego.

  • Okoliczności

Juventus szczyci się rzadko spotykaną na tym poziomie serią spotkań bez porażki, która trwa od zarania sezonu. W żadnej innej z czołowych lig europejskich nie ma drużyny niepokonanej. Jeżeli uda się dotrwać w tej zapierającej dech w piersiach passie do końca rozrywek, Juventus uczyni ten sezon naprawdę zjawiskowym w swoim wykonaniu. Pomimo że ów potencjalny wyczyn może nie wystarczyć do zdobycia jakiegokolwiek trofeum, na pewno zwielokrotni szanse „Bianconerich” na końcowy sukces w Serie A. Natomiast Milan w tym sezonie obrywał wielokrotnie – 4 razy w lidze, 3 razy w Lidze Mistrzów oraz raz w Pucharze Włoch. Jednak każda z tych porażek miała miejsce z rąk klubu silnego bądź bardzo silnego, a w terminarzu Milanu ostał się tylko jeden spełniający takowe kryteria.

W tabeli lekki handicap jest udziałem Milanu, który ma 2 pkt. przewagi. Jednakowoż na korzyść Juventusu przemawia bilans meczów bezpośrednich, tj. 2-0 oraz 1-1, które w przypadku równej liczby punktów obu zespołów na koniec sezonu wskażą mistrza w osobie Antonio Conte i jego podopiecznych. Bez znaczenia jest zatem bilans bramkowy, a ten w tej chwili jest korzystniejszy po stronie Milanu. Co prawda turyńczycy mają szczelniejsze zasieki obronne, czego dowodem jest zaledwie 17. straconych bramek (o 7 mniej), lecz mediolańczycy trafiają do siatki rywala częściej, bo 60-krotnie (o 11 więcej).  Na uwagę zasługuje zwłaszcza liczba bramek straconych przez Juve. Chwalony w zeszłym sezonie za grę defensywną zespołu Milan stracił w całych rozgrywkach 24 gole, czyli dokładnie tyle, ile w aktualnym do tego momentu. Warto jednak podkreślić, że przez ostatnie 8 spotkań stracił w mistrzowskim sezonie aż… 2 bramki. To pozwoliło Thiago Silvie i spółce zainkasować 20 z 24. możliwych do zdobycia punktów. Juventus w tamtym okresie punktował znacznie słabiej, lecz ciężko w tym akurat doszukiwać się jakiegokolwiek punktu odniesienia, gdyż zespół został odrestaurowany w letnim mercato. Najistotniejsze, że Juve traci obecnie bardzo mało bramek i często zachowuje czyste konto (m.in. w czterech ostatnich ligowych starciach). Jeżeli przeszczepi tę zdolność na najbliższe kolejki, znacząco zwiększy swoje szanse mistrzowskie. Ponadto kusząca jest perspektywa pobicia wydawało się imponującego wyniku Milanu z poprzedniego sezonu, na co Gianluigi Buffon i jego koledzy mają niemałą okazję.

  • Postanowienia końcowe

Pomimo że zabrzmi to jak truizm, musimy sobie uświadomić, że w tej chwili mistrzem jest Milan. 2 punkty przewagi to niedużo, ale pozwala ekipie z San Siro dyktować reguły gry. To w ich rękach leżą losy mistrzowskiego tytułu, co oznacza, że czysto teoretycznie rzecz ujmując, Juventus może wygrać wszystkie spotkania do końca sezonu i nie wygrać ligi. Naturalnie jeśli ten schemat powieli Milan. Taki przywilej to zarazem wielka odpowiedzialność, lecz lektura rubryki „Doświadczenie” zdaje się wskazywać, że ci piłkarze, którymi dysponuje Massimiliano Allegri są w stanie ten ciężar udźwignąć. Juventus musi czyhać na potknięcia rywala, a zarazem liczyć się z przeogromną krytyką piłkarskiej Italii w przypadku zdobycia tytułu z niewielką przewagą punktową. A to dlatego, że echa feralnej decyzji Paolo Tagliavento, który nie uznał ewidentnego gola Muntari’ego w bezpośrednim pojedynku obu drużyn, wciąż nie milkną. Adriano Galliani do tego stopnia czuje się oszukany tamtą, a także kolejną tego typu (Catania – Milan) pomyłką sędziego, że pisze list do prezesa FIGC (odpowiednik polskiego PZPN), Giancarlo Abete, w którym to sugeruje wprowadzenie powtórek video bądź chociażby dodatkowych arbitrów za bramkami. Antonio Conte i jego podopieczni nie mogą jednak zaprzątać sobie głowy tego typu strapieniem. Ich zadaniem jest w tej chwili dać z siebie absolutnie wszystko na ostatniej prostej w wyścigu po Scudetto. Czy to wystarczy? Piłeczka jest po stronie Milanu.


pubsport.pl