Wyścig się otwiera

Wielu potencjalnych faworytów zostało pokonanych przez pierwsze kilka etapów, ale jak przyszły co do czego, to okazało się, że mamy całkiem niezłą paczkę kolarzy mogących walczyć o najwyższe cele. Przy czym nie objawił się nam zdecydowany żaden faworyt.

Niby Frank Schleck odjechał, ale dostał przyzwolenie od innych ważnych. Wcześniej takie pozwolenie dostał Samuel Sanchez, dlatego może się cieszyć z wiktorii etapowej. No i tak można sobie pisać co tam się z różnymi zawodnikami działo, ale tak właściwie to większość komentarzy kręci się wokół jednego – wokół straty Contadora. Na ostatnich metrach. Podjazdu. Dawno takiego widoku nie widzieliśmy. Można dorabiać do tego wielkie teorie, że el Pistolero nie odnowił formy po Giro, że kolano, że upadki… trochę racji może tu być. Dla mnie jednak jest to po prostu niesamowite urozmaicenie wyścigu. Trudno wysnuwać dalekosiężne wnioski, gdy jak na razie mamy za sobą jeden podjazd na którym poszedł gaz (za co dziękujemy Sylwkowi Szmydowi), ale to może być fascynujący Tour z niezwykle wyrównaną stawką w czołówce. Jeden Schleck, drugi Schleck, Basso, Evans, Cunego, Contador, Sanchez, Danielson – ośmiu kolarzy, którzy wydają się być bardzo mocni. Oczywiście – wyścig wciąż się otwiera. Może dzisiaj czy jutro okroimy trochę tę listę. Mimo przeogromnej sympatii do Thomasa Voeclera nie wydaje mi się, aby miał szansę utrzymać się choćby w piątce. Choć sam fakt, że rozważyłem taką opcję oznacza, że ten najdzielniejszy z Francuzów(niczym Rene Artois) zrobił niesamowite wrażenie. Choć może powoli osuwając się w generalce uda mu się zmieścić w dziesiątce? Byłby to jeden z najlepszych wyników francuskich kolarzy ostatnich lat. Aczkolwiek boję się trochę, że po stracie malliot jaune Voeckler zacznie mocno spadać w generalce. Bo mogą się schować wszyscy szemrani medycy oferujący kortyzon, czy inną erytropoetynę – nie ma w świecie lepszego środka dopingującego niż żółta koszulka lidera Tour de France.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk

Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl.
Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.

http://pawelkazimierczyk.natemat.pl