Z dystansu: Hiszpanie, Francuzi i Włosi

Ochłonęliśmy po losowaniu, a ogólnonarodowy entuzjazm wciąż żywy w dyskusjach – mniej czy bardziej ambitnych. Słychać go na ulicach, słychać w internecie, słychać wśród zawodników. Fama głosi, że gospodarzom sprzyjają ściany i sędzia. Zweryfikujemy to w czerwcu, zaś już teraz sprzyja nam szczęście.

Niektórzy gardłują, że z takiej grupy wyjść trzeba, bo po prostu nie wypada inaczej. W takich kategoriach nigdy bym tego nie rozpatrywał. Powiedzmy sobie wprost – fakt wylosowania najkorzystniejszej z możliwych grup nie oznacza automatycznie, że z niej wyjdziemy. Nie chodzi o to, żeby iść z tym banałem na ustach w świat, a raczej uświadomić sobie, że nasze miejsce w szeregu jest na dzień dzisiejszy na czwartym miejscu. W każdej z grup. Na polsko-ukraińskiej mistrzostwa przyjeżdżają bowiem drużyny silniejsze, a nam pozostaje z nimi odważnie wojować i liczyć, że to wystarczy do osiągnięcia historycznego sukcesu. Zatrzymajmy się w tym miejscu. Historycznego sukcesu. Przecież ewentualne wyjście z grupy byłoby dla nas historycznym sukcesem, gdyż jeszcze nigdy ta sztuka polskiej reprezentacji się nie udała. A pozostałym? Spoglądając ledwie parę lat wstecz, wyliczamy: Rosjanie na ostatnich mistrzostwach Europy w 2008 r. dotarli aż do półfinału; Czesi w 1996 r. polegli dopiero w finałowej dogrywce, a 2004 r. w półfinale z Grekami, czyli późniejszym triumfatorem imprezy. My w dziki spazmatyczny szał wpadniemy, jeżeli uda się dobrnąć do ćwierćfinału. Dla naszych rywali będzie to radość kontrolowana; oni grają o więcej. Co z tego, że Czechy mają najsłabszą reprezentację w historii, Grecja na ostatnim euro nie zdobyła nawet punktu, a Rosja w eliminacjach długimi minutami (godzinami?) grała bardzo przeciętnie? Wartość każdej z tych drużyn przewyższa wartość naszej.

To wszystko było jednak do przewidzenia. Albo więcej – nie istniała inna możliwość jak przewaga naszych potencjalnych rywali na papierze. Szkopuł w tym, na ile duża będzie to przewaga. Bo nie czarujmy się – gdyby dolosowano do nas takie reprezentacje jak do naszych braci zza wschodniej granicy, już moglibyśmy rozmawiać o przyczynach naszego niepowodzenia na euro. A właściwie nie byłoby o czym rozmawiać. Ukraińcy mają ciekawy zespół, lecz losowanie ewidentnie im nie sprzyjało. Może wspomniane wcześniej ściany i sędzia będą wierni tradycji? Nas natomiast czeka zadanie stosunkowo najprostsze i nie mam zamiaru sprzeniewierzać się obiegowej opinii, jakoby lepiej być nie mogło. Faktycznie nie mogło. Tyle tylko, że niebezpieczny jest syndrom typowo polski, zakładający, że teraz to już „nie można nie wyjść”. Taka nasza przypadłość narodowa, że czujemy się momentami zbyt pewni siebie. Wylosowaliśmy świetnie – pełna zgoda. Gdyby przyszło mierzyć się z Niemcami czy Anglikami, sytuacja byłaby minorowa. Wszakże o ile Lech Poznań może wygrać z Manchesterem City w Lidze Europejskiej, który traktuje rozgrywki po macoszemu, o tyle reprezentacja już na taką szansę ze strony europejskich krezusów nie ma co liczyć. Jednak łatwo tutaj o nadużycie. Najlepiej zejść na ziemię, analizując sobie dokładnie poczynania naszych oponentów w ostatnich latach. Pomimo że to tylko Czesi, Grecy i Rosjanie, to trzeba do pojedynków z nimi wybiec, jakby na murawie czekali Hiszpanie, Francuzi i Włosi.

Wam również tak strasznie żal Duńczyków, którzy mają drużynę predysponowaną do sprawienia sensacji, a wylądowali w grupie, mało powiedziane, śmierci? A może właśnie sęk w tym, aby tę sensację sprawili już na starcie i w ogóle z tej grupy awansowali? Dodajmy, że kosztem Portugalczyków, Holendrów bądź Niemców. Ależ stawka.


pubsport.pl