Z piekła do nieba

Nie przypuszczałem, że awans do ćwierćfinału Mistrzostw Europy naszych siatkarzy będzie nas tak cieszył. Jest to radość spowodowana horrorem w trzecim secie, ale nie do końca szczera i zasłużona, bo sami jesteśmy sobie winni tej dramaturgii.

Graliśmy w kratkę. Krzywdę zagrywką robiliśmy sobie sami (Bartek Kurek, Kuba Jarosz, wrrr!!), nasze ataki ze skrzydeł raz wychodziły, raz nie, a przewagi traciliśmy drogą serii. To smutne, ale prawdziwe. Naszą grę ciągnęli środkowi – Piotr Nowakowski i Marcin Możdżonek, na zmianę Michałowie – Ruciak i Kubiak oraz od czasu do czasu Kurek, jak mu się udało nie zepsuć. Jednak zanim wyżej wymienieni dostali dobrą piłkę, to Krzysztof Ignaczak przechodził samego siebie w obronie, a Łukasz Żygadło „nie wystawiał, a rozgrywał”. Nie pochwalę występu Piotra Gruszki, choć kilka punktów dorzucił. Jednak ważne piłki często posyłał albo poza plac gry albo w przeciwnika, a ten bronił.

Z kolei Czesi także nie zagrali świetnie jako drużyna. Mieli „swojego Bartosza Kurka”, czyli Jana Stokra – gwiazdę Trentino BetClic, a także wyśmienicie serwującego Lukasa Tichacka. Oczywiście nie mówię, że pozostali nic nie pokazali, ale to głównie ta dwójka sprawiła, że  ten mecz trwał tak długo.

Po wygranym pierwszym secie byłem nieco spokojniejszy, choć nie do końca zadowolony z postawy naszych zawodników. Ta wygrana powinna być większa, ale przez nasze błędy własne zrobiliśmy nadzieję gospodarzom. Podopieczni Andrei Anastasiego zaczęli mnie denerwować zesputymi piłkami w drugiej odsłonie, zwłaszcza przy prowadzeniu 21:18. A potem w pole zagrywki zawitał Tichacek i wiemy, co nastąpiło.

W trzeciej partii przed oczyma miałem już widmo porażki i jej efekt w mediach. Już wyobrażałem sobie, jak w internecie ludzie będą ganić naszą drużynę za kombinowanie, które miałoby się nie opłacić, a nawet nas mocniej pogrążyć. Na szczęście, nasi rywale (czyt. Jan Stokr) zaczęli się mylić, co otworzyło przed nami szansę na odrobienie sześciopunktowej straty. Do tego doszedł niewidziany seta wcześniej blok i światełko w tunelu powiększało się wraz z ilością uderzeń serca na minutę. Nie wspomnę już nawet o grze na przewagi, gdzie podobnie, jak wielu polskich kibiców otarłem się o zawał. Ja też wrzeszczałem, skakałem przed teleodbiornikiem, bo tego nie dało się oglądać spokojnie.

Na ostatnią odsłonę Czesi wyszli zmęczeni i zrezygnowani, choć Polacy musieli zachować koncentrację do samego końca. I tak oto wygrana w barażu o ćwierćfinał dała nam mnóstwo radości. Wielu osobom wydaje się, że był to najpiękniejszy mecz tego Euro. Wszystko przez emocje w 3. partii meczu, kiedy przeszliśmy z piekła do nieba. Bo poziom spotkania nie był jakiś super wysoki.

A sędziowie… pożal się Boże! W pierwszym secie zabrali nam trzy punkty, a w trzecim dorobili nam nerwówki. Nie chcę nic zarzucać, ale coś zmierzało do starej prawdy, że ściany (i arbitrzy) pomagają gospodarzom. I rzeczywiście pomagały, ale za mało, by pokonać obrońców Mistrzostwa Europy.

Przed nami spotkanie ze Słowacją. To już będzie inna rywalizacja niż przedwczoraj, bo i jedni i drudzy mają coś do pokazania. Nie tylko chcą wygrać, ale też zrekompensować fanom ten mecz przyjaźni. Sam nie wiem, czy mamy się ich obawiać, czy też nie. A może po prostu skupmy się na sobie i walczmy, tak będzie najlepiej.

Organizatorzy mają wielki problem z ułożeniem terminarza gier w Karlovych Varach. W 1/4 finału zrobił nam się hit – Rosja – Bułgaria, a na tym samym parkiecie zmierzymy się ze Słowakami. Nie wiadomo jeszcze, czy o 15:00, czy o 18:00. Jedno wiem na pewno: jutro muszę szybko wracać ze szkoły.

Na koniec o czeskich kibicach. Jedno słowo ciśnie mi się na usta: amatorszczyzna. Co to za filozofia przez cały mecz klaskać kartonem do rytmu? No cóż, ćwiczenie wytrzymałości rąk zawsze się przyda. Choć w czwartej partii nie robili tego już tak ochoczo…

PS. Przepraszam bardzo, czy mecze w hali w Karlovych Varach to jakaś dyskoteka?!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl