Za wcześnie, by mówić o zmianie warty, choć są ku temu podstawy

Ponieważ od zakończenia Pucharu Konfederacji minęły 2 tygodnie, nie będę się w niego szczegółowo zagłębiał. Chciałbym jednak zrobić pierwszy krok do powrotu do regularnego pisania po dwutygodniowej przerwie. Trzymajcie kciuki. 

Odnoszę wrażenie, że spośród wszystkich drużyn, które oglądaliśmy w Brazylii największe zaangażowanie widać było w drużynie… Tahiti. Dla piłkarzy tej reprezentacji był to najprawdopodobniej turniej życia, choć niewykluczone, że za 3 lata na Pucharze Narodów Oceanii znów sprawią niespodziankę i pokonają Nowozelandczyków, dzięki czemu pojadą na Puchar Konfederacji do Rosji. Tak czy siak, to właśnie im należą się największe brawa, bo to oni cieszyli się futbolem najbardziej. Aż się im chciało kibicować!

Drugą ekipą, której zależało najbardziej, są gospodarze, ale to nic dziwnego, w końcu brakuje im meczów o stawkę i znakomicie się złożyło, że mieli szansę odbyć próbę generalną zarówno organizacyjną, jak i piłkarską. Nie ma wątpliwości, że świetny turniej rozegrali Paulinho (który kilka lat temu okazał się za słaby na… ŁKS Łódź – klub, który już teraz nawet nie istnieje), Fred i Neymar, choć co do tego ostatniego wciąż mam mieszane uczucia.

Jest to moim zdaniem typowy piłkarski gwiazdor, który lubi robić wokół siebie szum. Nie ulega wątpliwości, że błyszczał najjaśniej spośród wszystkich piłkarzy podczas tej imprezy, ale ja wciąż czekam na prawdziwy test jego możliwości, czyli pierwszy sezon gry w Europie. To nie tak, że życzę mu źle, ale on mnie po prostu jeszcze nie „kupił”, jeszcze się nim nie zachwycam. Wciąż czekam na to „olśnienie”. Mam nadzieję, że niebawem będę mógł go zakwalifikować do grona największych futbolowych legend, których popisy mogłem dostrzec za swojego życia. Ten chłopak ma możliwości, oby je wykorzystał.

Drużyna prowadzona przez Luisa Felipe Scolariego to już coś innego niż to, co oglądaliśmy na poprzednich Mundialach. Tu nastąpiła zmiana pokoleń pod jego fachowym okiem i może się okazać, że ten zespół zawojuje świat w najbliższych latach. Tym bardziej, że Mistrzostwa Świata rozgrywać będzie przed własną publicznością. To podobno także bardzo pomaga. Póki co, w nocy polskiego czasu z 30 czerwca na 1 lipca ze słynnej Maracany poszedł komunikat: „Świecie, bój się! Oto nadchodzi nowa reprezentacja Brazylii!”.

Jednakże zabrakło mi na tym Pucharze Konfederacji kogoś, kto postawiłby Canarinhos trudne warunki od pierwszego do ostatniego gwizdka. Podobało mi się ich grupowe starcie z Włochami, choć mam wrażenie, że w poczynaniach Wicemistrzów Europy było za mało odwagi. Oni byli w stanie wygrać to spotkanie, tylko zabrakło im takiego zrywu do ataku w odpowiednich momentach. Kto wie, co by było, gdyby nie grano tego spotkania akurat w Brazylii…

Poza Italią gospodarze nie napotkali na swojej drodze do trofeum wymagającego przeciwnika. Liczyłem, że takim będzie Urugwaj, ale ta drużyna w krótkim odstępie czasu mocno się zmieniła i to niestety na gorsze. Nie doszło tam do większych zmian personalnych, zatem przyczyna leżeć musi w formie samych zawodników. Czyżby już brakowalo sił Forlanowi, Lugano, Perezowi, czy Arevalo? Wyglądało, jakby faktycznie tak było, choć sam życzę im, by jeszcze zdołali oni przygotować należytą formę na przyszłoroczny Mundial, bo już zdążyłem się stęsknić za ofensywnym i efektownym futbolem w ich wykonaniu. Dotarli przecież dzięki temu do półfinału MŚ w RPA, a rok później wygrali Copa America.

Niestety, w pólfinale z Brazylijczykami mieli poważne problemy w końcówkach połów, choć zarówno w pierwszą, jak i drugą wchodzili nieźle. Brakowało jednak skuteczności, co też powinno trenerowi Oscarowi Tabarezowi dać do myślenia w kwestii dobierania piłkarzy do podstawowej jedenastki. Tym bardziej, że najpierw trzeba sobie prawo startu na MŚ wywalczyć, co na razie przychodzi jego podopiecznym bardzo trudno. Bardzo możliwe, że będą musieli grać w międzystrefowym barażu.

Dochodzę teraz do Hiszpanów i trudno mi cokolwiek pozytywnego napisać, bo nie zobaczyliśmy niczego wielkiego w ich wykonaniu. Nie da się ukryć, że sam awans do finału wywalczyli w dość szczęśliwych okolicznościach, bo po 90 minutach gry, zanim doszło do dogrywki, zwycięstwo należało się Włochom. Natomiast konfrontacja z Canarinhos obnażyła problemy, z jakimi boryka się Vicente del Bosque – dziurawa, słabo zorganizowana linia obrony i nieskuteczność napastników (o ile w ogóle tacy się w składzie znajdą). Czy był to efekt zmęczenia po sezonie klubowym, czy też La Furia Roja zostali dogonieni i rozgryzieni przez resztę stawki? A jeśli nie podeszli poważnie do Pucharu Konfederacji? Przez najbliższy rok będziemy szukać odpowiedzi na te pytania. Daleki jestem jeszcze od zdania, że czeka nas zmiana warty i skończy się dominacja Hiszpanów. Poza tym, przecież jeszcze nikt po zdobyciu Pucharu Konfederacji nie zdobył Mistrzostwa Świata

O Meksyku i Japonii powiedzieć można krótko: są to najlepsze ekipy swoich kontynentów, ale gdy przychodzi do rywalizacji z Europą czy Ameryką Południową – delikatnie mówiąc – nie są faworytami. Nie oznacza to jednak, że nie mają utalentowanych pilkarzy. Kolejny raz z dobrej strony pokazał się Hernandez, a także przypomnieli o sobie Kagawa, Okazaki i Honda. To jednak wydaje się być za malo, by powalczyć z najlepszymi. Wprawdzie mało brakowało, a zawodnicy z Kraju Kwitnącej Wiśni wyrwaliby punkt w starciu grupowym z Włochami, lecz inna sprawa, że tylko w tym jednym meczu stać ich było na nawiązanie równorzędnej walki z rywalami.

Włochy? Już parokrotnie wspominałem o nich w tym felietonie, więc tu tylko ograniczę się do zdania, że ta mieszanka młodości z rutyną daje pozytywne efekty, co już możemy obserwować od kilkunastu miesięcy. Dobrze, że wyciągnięto wnioski po Euro 2008 i Mundialu 2010. To pozwala Cesare Prandelliemu i jego drużynie patrzeć w przyszłość z optymizmem. Niech tylko pilnuje się Mario Balotelli…

Na koniec zaglądania do poszczególnych drużyn zadam pytanie: gdzie są ci młodzi zdolni Nigeryjczycy, którzy brylują na młodzieżowych turniejach?

Organizacyjnie Brazylijczycy spisali się nieźle. Muszą jednak uważać, bo turniej ten budzi w kraju skrajnie rózne uczucia. To może być piękne pilkarskie święto, ale trzeba uważać, żeby nie doszło do żadnej tragedii, bo przy tych wszystkich protestach w kraju, wcale o to nietrudno. Miejscowa publiczność na stadionach prezentowała się kapitalnie – hymn śpiewany w połowie a-capella niczym na siatkarskich halach brzmi niesamowicie i z pewnością dodaje otuchy ojczystym piłkarzom. Trochę szkoda, że nie na wszystkich meczach trybuny były pełne, ale wątpię, by na MŚ do czegoś takiego doszło. Ogólnie rzecz ujmując: zapowiada nam się piękny i pasjonujący Mundial. Oby tylko nic go nie zakłóciło…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl