Zabrakło więcej niż trzy minuty

Wisła Kraków nie przerwie piętnastoletniej absencji polskich klubów w Lidze Mistrzów. Przegrała rewanż z APOELem Nikozja 1:3. Polska prasa pisze, że do piłkarskiego raju zabrakło 3 minut. Teoretycznie tak, ale praktycznie brakowało znacznie więcej i nie chodzi tu o czas…

Na początek takie proste pytanie: Dlaczego Robert Maaskant chciał od początku bronić zaliczki z pierwszego meczu? Przecież wiadomo było, że Mistrzowie Cypru przez cały mecz będą szukać swoich szans. Tym bardziej, że gdyby krakowianom udało się pokonać Chiotisa przed stratą pierwszej bramki, to rywale musieliby trzykrotnie powtórzyć ten wyczyn. Co prawda i tak do tego doszło, lecz na pewno Mistrzowi Polski grałoby się lepiej, spokojniej, gdyby wiedzieli, że mają pewien bufor bezpieczeństwa. Bo co to jest jeden gol? To najbardziej krucha z przewag. Nie wytrzymała nawet pół godziny rewanżu.

Niestety, sam muszę się uczciwie przyznać do przedwczesnej radości. Już na 10 minut przed ostatnim gwizdkiem arbitra przygotowałem sobie wiadomość o następującej treści: „Panie Węgier, kończ pan ten mecz!”. Miałem ją wysłać do znajomych w 90. minucie. Skończyło się na „opcje” i „usuń”…

Pierwszą połowę rewanżu powinniśmy puścić w niepamięć. Ataki gości można było policzyć na palcach jednej ręki. Po pierwszym kwadransie podopieczni Ivana Jovanovicia poczęli się rozkręcać. Widzieli, że ich przeciwnik nie kąsa, nie chce za bardzo oddalać się od własnej bramki. Niewidoczny był Melikson, bo nie miał możliwości kreowania akcji. Bramka samobójcza Parejki padła przez jakieś straszne nieporozumienie w szeregach obrony Białej Gwiazdy. Na słupku stał Małecki? Przecież to śmieszne! Swoją drogą, chyba estoński bramkarz Mistrza Polski nie napluł sobie w rękawice przed tym feralnym rzutem rożnym. Gdyby wykasować to, co stało się w 29. minucie, to możnaby powiedzieć, że zagrał całkiem niezłe zawody, bo kilkakrotnie wybronił groźne uderzenia Szkoda, że w taki sposób w dwumeczu zrobił się nam remis…

Wejście Ivicy Ilieva w drugich 45 minutach poprawiło ogólne wrażenie o zespole z Krakowa. Była nawet chwila, że to Wiślacy częściej gościli w okolicach pola karnego gospodarzy. Jedyne, na co było stać nasz zespół to błysk Cezarego Wilka. Co by nie mówić, bramka śliczna. Aż szkoda, że nie przyniosła nam Ligi Mistrzów…

APOEL pokazał nam kawałek niezłej piłki. Zanim wyprowadzili jakąś akcję, wymieniali kilka podań, aby przeciwna drużyna sobie trochę pobiegała. To mogło się podobać (pewnie nie nam, bo my mieliśmy na oczach i w sercach Białe Gwiazdy). Dobrze zaprezentowali się skrzydłowi – Manduca i Trickovski, którzy w pierwszym meczu przy Reymonta zasługiwali na zgoła odmienne opinie. Mieli też Ailtona, który umiał odpowiednio zachować się w kluczowych momentach i strzelił dwa gole.

Podsumuję mecz w stolicy Cypru dość płytko i prosto, ale to aż się ciśnie na usta: przegraliśmy z zespołem grającym od nas lepiej. W statystykach Wiślacy okazali się lepsi tylko w popełnionych faulach i żółtych kartkach. Różnica w ilości oddanych strzałów, czy ilości wymienionych podań mówią wszystko i doskonale obrazują przebieg gry. Są oczywiście tacy (np. Paweł Kazimierczyk), którzy nic sobie z liczb nie robią i twierdzą, że do szczęścia brakowało kilka minut, nie zważając na okoliczności. Ja utrzymuję przy tym, że Mistrz Polski nie zasłużył na wygraną, ani nawet na remis w tym spotkaniu. Chociaż nie miałbym nic przeciwko zwycięskiej porażce.

Po spotkaniu mówiłem pół żartem pół serio, że Białą Gwiazda jednak przeszła do historii. Była najbliżej LM ze wszystkich polskich klubów na przestrzeni 15 lat. Poza tym była już cała oficjalna otoczka Champions League, o której już wspominałem. Lecz nie na to liczyliśmy.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że bardzo pragnęliśmy Ligi Mistrzów w naszym kraju, ale powiedzmy sobie szczerze, miałaby ona zaledwie dwa pozytywy: pieniądze – zastrzyk wielkości ponad połowy budżetu przeciętnego klubu T-Mobile Ekstraklasy oraz możliwość oglądania wielkich firm na polskiej ziemi. Podejrzewam, że sześć meczów w grupie LM byłyby z gatunku o przetrwanie i nie moglibyśmy wiązać żadnych większych nadziei z występem Wisły. W Lidze Europy choć kasa mniejsza, to jest szansa na kilka pięknych meczów, które mogą zapisać się w historii polskiej piłki klubowej w XXI wieku. Poza tym, jestem przyzwyczajony do tego, że wtorkowe i środowe wieczory poświęca się na tych najlepszych, zaś czwartki bez polskiej drużyny w Europa League byłyby na pewno trochę puste.

Na koniec moja złota myśl: „Tacy z APOELu Cypryjczycy, jak z Wisły Polacy…” 🙂


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl