Zabrali mi 3 godziny, ale odpuszczam im, bo znów TO zrobili!

Jeszcze po meczu z Brazylią nie opadły we mnie emocje. Można nawet powiedzieć, że właśnie nastąpił ich wybuch. Spróbuję jednak napisać w miarę sensownie o kolejnym wygranym meczu polskich siatkarzy z Brazylijczykami (jak to cudownie brzmi, prawda?).

Spotkanie to trwało bardzo długo. Każda partia była zacięta i trwała niemalże 30 minut. W dodatku przez tie-break w meczu Kanady z Finlandią, nasz bój opóźnił się o jakieś pół godziny. Parafrazując Tomasza Swędrowskiego: „dobrze, że to się skończyło jeszcze dzisiaj”. Co z tego, że nie odrobiłem przez to lekcji na jutro? Wszak są rzeczy ważne i ważniejsze!

Nastąpiła pełna mobilizacja – zarówno wśród zawodników, jak i kibiców. Wiele hymnów w Polsce śpiewanych jest acapella, ale przy tym czułem ciarki jak rzadko kiedy. W końcu taki mecz nie zdarza się często. O jego randze świadczy też pojawienie się pani ministry Joanny Muchy, która, z tego, co było widać na ekranie, także dała się porwać atmosferze katowickiego Spodka.

Najważniejsze atuty naszej drużyny to blok i zagrywka. Kiedy regularnie one się pojawiały, to zyskiwaliśmy prowadzenie. W przeciwnym razie byliśmy już z tyłu. Tak to właśnie jest, kiedy walczy się z najlepszą drużyną świata. Tutaj każda piłka była niesamowicie ważna – jeden błąd, za nim następne i sytuacja zmienia się z przepięknej w tragicznej albo odwrotnie.

Pierwszy set to już nie był słynny „stary ciągnik”. Tym razem gra układała nam się lepiej. Fakt, że w końcówce było dużo nerwów, ale u nas dużo siły mieli Bartek Kurek i Zibi Bartman, a po drugiej stronie stosunkowo często Brazylijczycy się mylili. Nie da się ukryć, że pomogli nam wygrać premierową odsłonę. W kolejnej partii przegraliśmy na finiszu, ale jeszcze nie było źle.

Podczas trzeciej części zacząłem się niepokoić. Rywale poczęli zabierać nasze atuty (przykładowo nasi blokujący musieli się sporo nabiegać), a Biało-Czerwoni zawodnicy wyglądali na nieco zmęczonych. W tej chwili ujrzeliśmy kolejną zaletę polskiego zespołu – trenera i ławkę. Trener Andrea „spokojnie” Anastasi wprowadził Kosoka i Kubiaka w miejsce Możdżonka i Kurka. Te zmiany okazały się jak najbardziej trafione. „Dzik” zapomniał o sobotnim niepowodzeniu, dziś radził sobie kapitalnie! Jednocześnie przekonaliśmy się, że Bartek Kurek jeszcze nie jest gotowy na to, ażeby dawać z siebie 100%. Będzie naszym asem na jedną, dwie partie, ale niestety nie więcej.

Nie da się ukryć, że niedzielne starcie kosztowało i jednych i drugich mnóstwo sił. Jednakże te siły były, bo w piątek i sobotę zarówno my, jak i Canarinhos nie rozgrywaliśmy długich maratonów. Lecz wielu graczy miało swoje lepsze i gorsze momenty w tym spotkaniu. Najwyższy poziom trzymali chyba Bartman oraz Ignaczak w naszych szeregach, a Theo i Sidao po drugiej stronie siatki. Miałem ochotę już postawić duży minus przy postawach takich graczy, jak Michał Winiarski, Murilo, czy Dante, ale w dalszej fazie meczu już się rozkręcili.

Trochę szkoda, że chwilami sędziowie za dużo dawali o sobie znać. Popełnili kilka rażących błędów jak na poziom drużyn, które występowały. Mówi się, iż ściany pomagają gospodarzom i zalicza się do nich też sędziów, ale tego dnia mylili się zarówno na korzyść jak i niekorzyść drużyn. Oby FIVB przekonała się przez to do wprowadzenia powtórek video.

Nie wiem, czy tylko ja mam takie wrażenie, ale dawno nie widziałem tak zdenerwowanej ekipy Bernardo Rezende na czele z nim samym. Do tej pory niemal wszystko wygrywali, a kiedy nadchodzi moment, że im nie idzie, to szukają winnych wszędzie, tylko nie u siebie. To nieco psuje wizerunek tej reprezentacji. Cóż, najwidoczniej idą nowe czasy…

Przed rozpoczęciem Ligi Światowej napisałem, że jakiekolwiek zwycięstwo z Brazylią będzie ogromnym sukcesem dla nas. W związku z tym jestem przeszczęśliwy z powodu drugiego zwycięstwa w przeciągu kilkunastu dni. Nie wolno jednak popadać w huraoptymizm, bo sami widzieliśmy, że każde z tych zwycięstw przychodziło bardzo ciężko. Choć z drugiej strony oba powinny być za trzy punkty, ale trudno, tego już nie zmienimy – cieszmy się tym, co mamy. Delektujmy się tymi wygranymi z Canarinhos, bo dawno nie czuliśmy tego smaku.

Polscy siatkarze są w wysokiej formie, co napawa optymizmem. Należy jednak pamiętać, że prawie cała kadra ma już w nogach kilka(naście) dobrych miesięcy. Oby formę udało się utrzymać aż do Igrzysk, bo wciąż trzeba pamiętać, iż to Londyn jest najważniejszy w tym roku. Na szczęście, jak pisałem, mamy dobrą, długą i wyrównaną ławkę rezerwowych i przez to przyszłość wygląda w miarę dobrze. Niech to tylko się utrzyma!

Tej nocy możemy świętować triumf i liderowanie w grupie, ale za moment trzeba będzie się skupić na kolejnych trzech meczach. W kolejny weekend wszyscy lecą do Brazylii na kolejne zmagania. Teraz to Mistrzowie Świata będą w posiadaniu dużego atutu w postaci domowej hali i kibiców – moim zdaniem drugich najlepszych na świecie, zaraz po naszych. Tak więc sukces z tego wieczoru jest przede wszystkim dla nas, abyśmy mogli z uśmiechem patrzeć na kolejne występy Polaków. A oni niech korzystają z naszych endorfin i przynoszą nam ich jeszcze więcej.

Weekend w Ameryce Południowej zapowiada się pasjonująco. Mecze będą się częściowo pokrywać z Euro 2012, ale ten najważniejszy, z gospodarzami, rozegramy tradycyjnie rano czasu lokalnego, czyli o 14:00 czasu polskiego. Na te mecze patrzę już nieco inaczej, choć to nadal są wielkie wyzwania dla nas. Trzymajmy zatem dalej kciuki za naszych!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl