Zacięty bój w Monachium o finał w… Monachium

Pierwsze emocje w pierwszym półfinale Ligi Mistrzów już za nami. Bayern pokonał u siebie Real 2:1 po meczu walki od samego początku do samego końca. Taki rezultat jeszcze bardziej podgrzewa emocje przed rewanżem.

Zacznę od sprawy pozaboiskowej, mianowicie od atmosfery panującej na Alianz Arena. Od samego startu transmisji czuć było, że jest to wyjątkowe spotkanie. Wielokrotnie przeszły mnie ciarki po całym ciele. Na pewno można powiedzieć, że kibice spisali się na poziomie półfinału Ligi Mistrzów. Nie śledzę dogłębnie Bundesligi, ale ponoć podczas meczów ligowych, sympatycy Bayernu nie są aż tak żywiołowi, jak byli dziś. To znakomity dowód, że ten mecz był dla nich bardzo ważny. Nie wiem, jak Ty, ale ja gwizdka prawie nie słyszałem w tym tumulcie…

Od pierwszego do ostataniego gwizdka na placu gry oglądaliśmy twardą grę. Najlepiej świadczy o tym stan murawy. Widać było na ujęciach (w HD), że przygotowano piękny dywan dla zawodników. Okoliczności gry spowodowały jednak, iż trawa po zakończeniu gry była nieźle zaorana.

Przyznam szczerze, że nastawiałem się na rozgrywkę pod dyktando Królewskich. Po pierwszym kwadransie moje przewidywania się spełniały. Już miałem zaczynać wątpić w Bawarczyków, aż tu nagle… zdobyli oni bramkę! W takich sytuacjach wspomina się o uroku piłki nożnej – nie wygrywa ekipa, która ma inicjatywę, a ta, która zdobędzie więcej bramek. Dziś wrażenie artystyczne rzeczywiście trzeba było odłożyć na bok.

Oba kluby były raczej dobrze zorganizowane w defensywie. To sprawiało, że najmniejszy błąd, czy dziura kończyła się albo groźnym strzałem albo po prostu bramką. Przez niemalże całe 90 minut oglądaliśmy więc piłkę zamkniętą, bez stawiania wszystkiego na jedną kartę. Jestem jednak przekonany, iż w rewanżu ktoś się otworzy. Jeszcze nie wiem kto, ale tak coś czuję.

Piłkarze Bayernu wygrali pierwszy mecz półfinałowy także głową i myśleniem. Starali się cały czas dobrze pilnować Ronaldo, Di Marii, Benzemie, czy Xabi Alonso, przez co ci nie mogli się rozszaleć. Jeśli nie któryś z podopiecznych Mourinho urwał się, to zatrzymywany był faulem. W dodatku gospodarze „wymieniali się” przy przewinieniach, aby nie zarobić za dużo kartek. Trzeba przyznać, było to cwane. W sam raz na kogoś takiego jak The Special One. Z kolei Królewscy najczęściej „polowali” na Francka Ribery’ego, który wszystko przetrwał. Ogólnie zagrał dziś dobre zawody.

Obie bramki zdobyte przez piłkarzy Juppa Heynckesa to efekt przytomności w polu karnym. Nie muszę chyba tego tłumaczyć – byli oni zwyczajnie sprytniejsi od obrońców. Chyba powoli się przekonuję do nich, choć jeszcze we wpisie zapowiadającym obawiałem się, że to im się nie uda.

Pomimo urazu do Howarda Webba (z wiadomych przyczyn), należy mu oddać, że dobrze poprowadził tę rywalizację. Ustawiał się w dobrych miejscach, przerywał grę, kiedy trzeba było i umiał zapanować nad niezdrowymi emocjami na boisku. Najpierw ostrzegał, a potem konsekwentnie rozdawał kartki.

Lecz doszło do dwóch sytuacji co najmniej kontrowersyjnych. Po pierwsze, wślizg Fabio Coentrao w Mario Gomeza. Interwencja Sergio Ramosa była jak najbardziej w porządku, ale wejście Portugalczyka moim zdaniem absolutnie nadawało się na rzut karny. Powinien dostrzec to jeśli nie arbiter główny, to chociaż bramkowy. Sprawiedliwości stało się zadość, gdy były piłkarz Benfiki Lizbona został ograny na skrzydle przez Lahma, który asystował przy decydujacym trafieniu.

Drugi „zgrzyt”, to faul Marcelo na Mullerze. Dla mnie nadawał się na żółtą kartkę silnie zabarwioną na czerwono. Absolutne minimum to „żółtko”, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że wejście było od tyłu, atak na zawodnika, nie na piłkę oraz awanturę, jaką wywołał Brazylijczyk, to aż prosi się, aby wyrzucić go z boiska. Tym razem mu się upiekło.

Gol Mario Gomeza nieco popsuł mi pomysł na ciekawostkę, ale chętnie się z nią podzielę. Pierwsze dwa trafienia wypracowali piłkarze grający w… pomarańczowych butach – Ribery, Oezil i Ronaldo. Ot tak po prostu rzuciło mi się w oczy…

Gdzieś w internecie pojawiły się opinie, że Real grał na pół gwizdka, aby oszczędzić się nieco na sobotnie Gran Derbi. Wątpię. Myślę, iż Los Blancos bardziej myślą o 10. Pucharze Europy niż o meczu, po którym i tak będą liderami Primera División. Z pewnością w środę na Santiago Bernabeu nie odpuszczą, będą walczyć do samego końca. To sprawia, że tak na dobrą sprawę niczego jeszcze w tej parze nie możemy być pewni i cieszmy się z tego, bo dzięki temu zapowiada się pasjonujący rewanż. Czyż nie za to kochamy Ligę Mistrzów?

Trafiła mi się przyjemność utworzenia 1500. tekstu na Pubsport.pl 🙂 


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl