Zaginął i się nie odnalazł

Jeszcze kilka lat temu Amantino Mancini był gwiazdą. Kochali go kibice Romy i uwielbiali fani dryblingów oraz spektakularnych bramek. Każdy, kto pamięta fantastyczne zagrywki Brazylijczyka pewnie dzisiaj zastanawia się, co się z nim stało?

Niedawno Mancini podpisał kontrakt z Atletico Mineiro, do którego powrócił po ośmiu latach w Europie. Ofensywny skrzydłowy zasłynął głównie dobrymi występami w stolicy Włoch, choć było to już stosunkowo dawno, bo kilka sezonów temu. Ostatnio o piłkarzu było cicho, bo dręczyły go kontuzje i słaba dyspozycja. Zawiódł oczekiwania całego Mediolanu nie przynosząc żadnych korzyści Interowi i Milanowi. Dla fanów Nerazzurri okazał się jednym z większych, obok Quaresmy, transferowych niewypałów ostatnich lat.

Nie można jednak powiedzieć, że Mancini się zagubił dopiero w Mediolanie. Już w Rzymie potrafił grać w kratkę i wypadać na dłuższe okresy z pierwszego składu. Sprawiedliwie będzie więc powiedzieć, że był utalentowany, ale i chimeryczny. Mimo to chciało go wiele potężnych klubów na świecie, głównie po udanych występach w Lidze Mistrzów. Plotki nie sprawdziły się jednak i ostatecznie zawodnik nigdy nie wyjechał do innego europejskiego kraju. Dzisiaj go już w ogóle na Starym Kontynencie nie zobaczymy. A gdy był młodszy wielu upatrywało w nim następcy wielkich Brazylijczyków przełomu wieków, choćby Denilsona czy Cafu.

Przypominając sobie świetne akcje z połowy pierwszej dekady obecnego wieku można powiedzieć, że szkoda. Ale patrząc na ostatnie sezony w jego wykonaniu wypada się jednak cieszyć, że ten 30-latek wrócił już do domu szukać formy, a w Europie dał szansę młodszym. Szkoda było patrzeć, co się stało z dawnym Mancinim.


pubsport.pl