Zaskoczony jak… Hamilton

Szczerze mówiąc, to nie liczyłem na ciekawy wyścig, bo Hungaroring jest jednym z najbardziej krętych torów w kalendarzu. W związku z tym wyprzedzanie jest tam zjawiskiem rzadko spotykanym i trudnym do wykonania. Cóż, może fajerwerków nie było, ale przyznam szczerze, że zarówno sobotnie kwalifikacje, jak i niedzielny wyścig miło mnie zaskoczyły.

Wiadomo było, że czeka nas wyścig w upale. Najgorzej mieli kierowcy serii Porsche Supercup, którzy musieli gotować się w zamkniętych kokpitach niczym w saunie. Przecież każdy z nas przy temperaturze powyżej 30 stopni chciałby jak najwięcej z siebie zdjąć, a nie ubierać bieliznę, kombinezon, golf i kask. Plusem takich warunków było to, że mieliśmy takie same w naszym kraju, a zatem pozwoliłem sobie zażartować na twitterze:

Pogoda była korzystna dla konkurencji Red Bulla, który już przed treningami zapowiadał, że Vettel i Webber będą musieli uważać, by ich samochód się nie przegrzał. Wprawdzie ta uwaga dotyczyła wszystkich (patrz Force India lub Nico Rosberg w wyścigu), ale nie da się ukryć, że w takim piekle maksimum możliwości Czerwonych Byków osiągnięte zostało dość szybko.

Znakomitą szansę na dobry wynik mieli dzięki temu zawodnicy Lotusa, którzy przez cały weekend pokazywali, iż zarówno obiekt, jak i temperatura na nim panująca nie przeszkadzała im w osiąganiu dobrych rezultatów. Kimi wykorzystał swoją szansę, ale Romaina przed dobrym wynikiem „uchronili” sędziowie. Choć w przeszłości raczej przyzwyczajał nas do niebezpiecznego zachowania na torze, to tym razem według mnie jego manewry mieściły się w granicach „bezpiecznego ryzyka”. Co prawda wyprzedzanie poza torem jest wbrew przepisom, ale przecież wystarczyło puścić mu przez radio komunikat, by oddał pozycję Massie. Tak byłoby bardziej sprawiedliwie i lepiej dla widowiska.

Oliwy do ognia dodała analiza w Sky Sports F1, gdzie pokazano, że Grosjean opuścił tor nie dość, że już po wyprzedzeniu Brazylijczyka, to jeszcze wyraźnie w celu uniknięcia niebezpiecznego kontaktu z jego bolidem. Oto ona:

A przecież gdyby nie było strefy ucieczki po zakręcie nr 4 (swoją drogą bardzo trudny do przejechania nie mówiąc już o walce o pozycję), to Francuz nie zdobyłby się na coś tak ryzykownego! Tak czy inaczej, niska oponożerność samochodów teamu Lotus, dała jego kierowcom znakomite pole do popisu na Węgrzech.

Jednakże najbardziej zaskoczyło (nie tylko) mnie, jak sprawowały się auta z fabrycznej stajni Mercedesa. Czyżby wykluczenie z testów na Silverstone paradoksalnie pomogło zespołowi w utrzymaniu wyścigowego tempa? Nie, mówienie w ten sposób to przesada, aczkolwiek dało się zaobserwować, że tempo Lewisa Hamiltona było całkiem niezłe, biorąc pod uwagę poprzednie eliminacje. W związku z tym, jego dzisiejszy triumf na Hungaroringu traktujemy trochę w kategorii niespodzianki.

CZĘŚCI DO SAMOCHODÓW RÓŻNYCH MAREK, W TYM MERCEDESA ZNAJDZIESZ NA www.Autodoc.PL

Inna sprawa, że bardzo pomógł mu jego były zespołowy partner, Jenson Button, który w okolicach 20. okrążenia jechał tuż za nim, na trzecim miejscu i przetrzymywał za swoimi plecami Vettela, Grosjeana i Alonso. W pewnym momencie kierowcy McLarena opony pośrednie, na których wystartował, zaczęły się kończyć i jego tempo spadło. Nie był w stanie go utrzymać, więc został szybko wyprzedzony przez wspominaną trójkę. Jednak najwięcej pretensji miał wyraźnie do zawodnika Lotusa, którego opisał epitetem tak wulgarnym, że w przekazie telewizyjnym jego kwestia wypowiedziana przez team radio musiała zostać ocenzurowana… Ciekawe, czy „wypikano” ją także w Sky Sports F1?

Poza Grosjeanem, znów żal mi Marka Webbera, któremu zespół najwyraźniej chce maksymalnie obrzydzić życie na koniec kariery. Widzieliśmy, jaka złość opanowała go w Q3, kiedy nie wyjechał na okrążenie pomiarowe. Odniosłem wrażenie, iż chciał je wykonać, lecz było już za późno. Jednakże po kilku godzinach od faktu zorientowałem się, że to mógł być dobry ruch ze strony zespołu, skoro Australijczyk musiał radzić sobie bez KERSu. Szkoda też, że opon z miękkiej mieszanki nie założył kilka okrążeń wcześniej pod koniec wyścigu, bo być może miałby jeszcze szansę na podium. Chociaż nie, pewnie nie pozwolonoby mu wyprzedzić Vettela*. Ech, biedny Mark…

Co jeszcze warto odnotować z GP Węgier 2013? Zajrzyjmy w środek stawki. Dopiero teraz pierwszy punkt zdobył Pastor Maldonado. To dowód, że w Williamsie nie dzieje się dobrze. Na pocieszenie można powiedzieć, że inni mają gorzej. Na przykład Sauber. Nie wiadomo, czy zespół w ogóle będzie w stanie dopiąć budżet i wystartować w przyszłym roku. Widzę, że już mocno odpływam od pytania postawionego w pierwszym zdaniu tego akapitu, więc udzielę na nie jeszcze jednej odpowiedzi: Dwa najsłabsze zespoły dojechały na metę w komplecie. Nie przegrzały się. Wielokrotnie zdublowane, ale wytrzymały. To dla nich mały, ale bardzo ważny sukces.

Ogólnie dzisiejszy wyścig oglądało się bardzo przyjemnie, co jest rzadkością w porównaniu do lat poprzednich. Pewnie częściowo za sukces odpowiada rozmieszczenie stref DRS, choć przecież wiele ciekawych zdarzeń miało miejsce także poza nimi. Często nawet obserwowanie samego zbliżania się, czajenia się zawodników na siebie nawzajem sprawiało mi wiele radości. Zatem wszystkie okoliczności, jakie zaistniały podczas tego weekendu na torze pod Budapesztem złożyły nam się na ciekawe widowisko. Przyznaję, iż nastawiałem się, że apogeum emocji osiągnięte zostanie w sesji kwalifikacyjnej. Tymczasem doznałem miłego zaskoczenia, zupełnie jak… Lewis Hamilton, który dowiedział się o swoim P1 w sobotę.

Teraz kierowcy i zespoły udają się na prawie miesięczne wakacje. Ja zaś nie zamierzam zostawiać dziury między Bahrajnem i Węgrami w swoich wpisach i postaram się umieścić jakieś godne podsumowanie zanim powrócimy do rywalizacji na słynnym Spa. Pora się przebudzić w zakresie moich tekstów o Formule 1 w tym sezonie. Milczałem w zasadzie od kwietnia, więc jak nie teraz, to… już nie wiem kiedy!

PS. Zauważcie, że nie mówi się ostatnio o Ferrari w kontekście walk o czołowe lokaty. Nie inaczej było dzisiaj. W klasyfikacji zespołowej oddala się od nich Mercedes, a już za moment z podium zrzucić ich może Lotus. To ostatni dzwonek, by zrobić coś, aby nie spisywać sezonu na straty już w październiku, gdy on się jeszcze nie skończy.

_______________

* – Pewnie dlatego Red Bull boi się zatrudnić Kimiego Raikkonena na miejsce Marka Webbera i prowadzi rozmowy z Fernando Alonso. Fin powiedziałby kultowe „leave me alone, I know what I’m doing” i pokusiłby się o wyprzedzenie Niemca. Teraz tylko pytanie, co zrobiłby Hiszpan w takiej sytuacji?!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl