Zawodowiec czy amator?

Zapoznałem się dziś z trzema materiałami dotyczącymi polskiej piłki nożnej. Najpierw przeczytałem najnowszy felieton redaktora Steca, potem skrawek wypowiedzi Tomasza Hajty, a przed kilkoma minutami obejrzałem głośny wywiad Sergiusza Ryczela z Arturem Borucem. Wnioski? Polski piłkarz to amator.

Skąd taki osąd? Już śpieszę z wyjaśnieniami. Wywołany do tablicy jako pierwszy redaktor Stec udowadnia, że fatalne ,,prowadzenie się” i nieodpowiednia dieta to w polskiej piłce chleb powszedni. Do tego zdania ciężko się przyczepić. W artykule pojawia się wątek piłkarzy z niższej ligi, którzy w drodze na mecz zajadają się kebabami. Z kolei Tomasz Hajto przyznaje otwarcie, że pił podczas zgrupowań, pili wszyscy. Artur Boruc jakiś czas temu już miał alkoholową wpadkę na kadrze. Teraz rzekomo wypił ,,buteleczkę” wina w samolocie. Zapytany przez Ryczela, dlaczego to zrobił, wiedząc o panujących u Smudy zasadach,mruczy pod nosem jeszcze ciszej i nie udziela jednoznacznej odpowiedzi.

Przesłanie jakie płynie do nas z tych trzech historii jest przerażające, odbierające jakąkolwiek nadzieję na lepsze czasy w polskim futbolu. Otóż wygląda na to, że zgrupowanie kadry narodowej jest dla zawodowych piłkarzy, niejednokrotnie zawodników zachodnich klubów, okazją do spotkania się z kolegami i ,,zalania pały”. Przepraszam bardzo Artura Boruca, Tomasza Hajtę i każdego innego piłkarza, który poczuje się tymi słowami dotknięty, ale mi się to panowie, we wspomnianej już, przysłowiowej ,,pale” nie mieści. Amatorstwo! Jak do cholery można pić alkohol jednocześnie uprawiać wyczynowy sport? Szczytem absurdu, dziejącego się na naszych oczach, jest dyskusja na temat tego, czy w momencie gdy Boruc i Żewłakow delektowali się winkiem trwało zgrupowanie kadry czy też zakończyło się przed startem samolotu? Scyzoryk w kieszeni otwiera się na samą myśl o tym, że ktoś poważnie może się nad tym zastanawiać. Z tego co wiem to sezon piłkarski jest w pełni, powrót z Kanady miał miejsce gdzieś na przełomie wtorku i środy, a ligowe rozgrywki zaczynają się już od piątku. Czy profesjonalista z ambicjami, a za takiego uchodzi m.in. Artur Boruc nie potrafi wytrwać w abstynencji przez kilka miesięcy, kiedy trwają rozgrywki? Może właśnie to z powodu takich buteleczek i innych rarytasów bramkarzem Fiorentiny wciąż Sebastian Frei, a nie ,,borubar”? Może dlatego na wielkie imprezy zazwyczaj nie jeździmy, a jak jedziemy to wracamy nim zacznie się gra ,,na poważnie”? Dużo pytań stawiam w tym wpisie, ale po prostu trochę inaczej wyobrażałem sobie życie zawodowego sportowca. Może mam zbyt idealistyczne wyobrażenia, ale wydaje mi się, że zwodnicy, którzy osiągnęli naprawdę wiele mają nieco inne podejście do treningów i zdrowego trybu życia niż nasze ,,gwiazdy”.

Gracze tacy jak Boruc, Żewłakow, Hajto, Kowalczyk i cała masa innych osiągnęli w piłce nożnej naprawdę dużo, strach pomyśleć ile mogliby jeszcze osiągnąć gdyby wyrzekli się staropolskiej zasady głoszącej, że ,,każda okazja jest dobra by się napić”. Przykro pisać takie słowa, ale porzucam wszelką nadzieję na długotrwałe sukcesy reprezentacji, bo tak jak napisał Rafał Stec, można wprowadzić pewne zasady w kadrze, można nawet je egzekwować lepiej niż Smuda, tylko co z tego, skoro zwodnicy tylko czekają jak trener ogłosi koniec zgrupowania, a oni ze spokojem wrócą do swoich przyzwyczajeń, które wpaja się im w naszych klubach oraz które nakazuje im polska tradycja. Jeszcze jedną kwestię należy wyjaśnić. Wspomniana tutaj ,,buteleczka” wina z samolotu jest tylko symbolem. Zdaję sobie sprawę, że jej wpływ na formę chłopów postury Boruca jest znikoma. Z drugiej jednak strony do końca nie wiemy czy skończyło się na jednej. Tajemnicą pozostaje też to, czemu ,,dwaj przyjaciele z boiska” nie potrafili sobie tej buteleczki po prostu odmówić. Chyba potwierdza to, że każda okazja….

Na koniec dwie historie międzynarodowe: francuska i urugwajska. Każdy z nas pamięta jak potoczyły się losy tych dwóch drużyna na tegorocznym mundialu. Otóż, w czasie trwania tej imprezy z ust jednego z ekspertów usłyszałem szokującą opowieść o gwiazdorstwie, jakie szerzyło się w drużynie Raymonda Domenecha. Jeden z zawodników, jeśli dobrze pamiętam Gallas na zgrupowanie do Paryża, pewnego wieczora zaprosił sobie fryzjera. Nie było w tym nic dziwnego gdyby nie to, że pan ten przyjechał do niego z… Londynu. Może nie wiąże się to bezpośrednio z tematem, ale mniej więcej ilustruje,,frywolną” atmosferę zgrupowań francuskiej kadry. Teraz natomiast proszę spojrzeć na zdjęcie:

Diego Forlan

Tak wygląda najlepszy piłkarz mistrzostw świata A.D 2010, Urugwajczyk Diego Forlan, słynie ze zdrowego trybu życia i dbania o formę fizyczną. W wieku 32 lat został królem strzelców mundialu.  Odpowiedzmy sobie teraz na pytanie, czy bliżej nam dziśdo tegorocznej reprezentacji Francji czy Urugwaju oraz czy na pewno winnym za taki stan rzeczy jest tylko i wyłącznie Franciszek Smuda.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/