Żeby byk skrzydeł nie miał

Europejska i światowa scena kibicowska z niepokojem patrzy na… IV ligę niemiecką. Ja też patrzę, ale czy z niepokojem? Na pewno z zaciekawieniem, jednak, choć rzadko mi się to zdarza, życzę temu klubowi jak najgorzej. Wiem, że romantyczne czasy futbolu minęły i chęć powrotu do nich to utopia,  lecz wszystko ma granice…

Tym nieszczęsnym zespołem jest RasenBall Lipsk. Trawiasta piłka? Dziwna nazwa, ale gdy zbije się ją w skrót, co robią prawie wszyscy, wychodzi RB Lipsk, a to już powinno nasuwać jednoznaczne skojarzenia z Red Bullem, właścicielem zespołu. W zeszłym roku RB gładko wygrał V ligę, nie dając szans bardziej utytułowanym Sachsen i Lokomotive Lipsk. Plan jest taki, by za trzy lata drużyna była w 2. Bundeslidze, a najdalej za siedem w Bundeslidze. Dietrich Mateschitz, właściciel potentata na rynku dodawaczy skrzydeł, mówi otwarcie o mistrzostwie Niemiec. Co w tym dziwnego, wszak takich zapowiedzi co roku słyszymy co najmniej kilka. Najciekawsza była prognoza, dokonana bodaj w 2002 roku, która mówiła, że w 2008-10 KSZO Ostrowiec Świętokrzyski będzie grać w Lidze Mistrzów. Jest w strefie spadkowej I ligi…

Ale RB trzeba traktować poważniej. Gdzie kasa jest faktyczna, a nie wydumana, tam i perspektywy są autentyczne. I właśnie ekspansji zespołu z Lipska tak bardzo boją się światowi kibice. Po raz pierwszy Mateschitz podpadł fanom przejmując Austrię Salzburg. Oprócz transferów, wielkich pieniędzy i nowego trenera, które przyniósł do klubu, dołączył też zmianę herbu, na taki z dwoma bykami, pokolorowanie fioletowych koszulek na biało i czerwono, wreszcie przemianowanie klubu na Red Bull Salzburg. Ultrasi się zbuntowali, założyli swój klub od VII ligi, który dziś jest już w trzeciej.

Mateschitz jest też właścicielem drużyny  ligi MLS z Nowego Jorku, do którego ściągnął latem Rafaela Marqueza i Thierry’ego Henry’ego, brazylijskiego Red Bull Brasil i szkółki piłkarskiej w Ghanie. Jakiś czas temu magnat ujawnił swój plan na przyszłość. Brzmi bulwersująco, głównie dla fanów Red Bulla Salzburg, których kilkanaście tysięcy i tak przychodzi regularnie na stadion. Oto, gdy RB Lipsk awansuje do Bundesligi, zespół z Salzburga zostanie zamieniony w drużynę… U-21. Mają tam występować zawodnicy z klubów RB rozsianych po całym świecie – utalentowani Niemcy, Austriacy, Brazylijczycy, Amerykanie i Ghańczycy.

Wyobrażacie sobie, by wasz klub, który zdobywa regularnie mistrzostwa kraju i gra w europejskich pucharach, został nagle zamieniony w wylęgarnię talentów dla zagranicznej drużyny? Ja sobie tego nie wyobrażam. Ultrasi Sachsen i Lokomotive nie chcą, by obok wyrastał im taki sztuczny konkurent i cały czas prowadzą akcje protestacyjne, do których dołączają się fani z całych Niemiec i Europy. Football is for you and me – not for fucking industry – jestem w stanie przyznać im rację, ale… i tak jestem niemal przekonany, że niebawem w Bundeslidze wyrośnie nowa potęga, której nielubiane Hoffenheim będzie mogło co najwyżej kible czyścić.

Pociechą jest, że na razie RB męczy się w IV lidze. „Męczy się” tzn. nie notuje serii 21 zwycięstw z rzędu. Mimo obecności piłkarzy z I-ligową przeszłością i gry na 40-tysięcznym Zentralstadionie wybudowanym na mundial w 2006 roku, na półmetku zajmuje dopiero czwarte miejsce, ze stratą 12 punktów do prowadzącego Chemnitzera. Zawodnicy z Lipska rozegrali jednak jeden mecz mniej. Jeśli wygrają, zniwelują stratę do dziewięciu, a to już się da odrobić w trzy mecze. Do końca sezonu pozostało ich 17, więc RB pewnie i tak wskoczy do 3. ligi już za rok. O ich wyniku na pewno poinformuję.

* Pisząc tekst, czerpałem m.in. z artykułu „Dodali skrzydeł, zdeptali tradycję”, który ukazał się we wrześniowym magazynie „Futbol”.


pubsport.pl
Michał Trela

Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl

http://trelik.blox.pl