Żegnaj Alojzy, witaj Conte!

Ufff… Jako kibic Juventusu odetchnąłem z ulgą. To już koniec tego poniżającego, pełnego wpadek i żałosnych meczy, sezonu. Turyński klub zakończył rozgrywki na siódmej pozycji, która w tym roku nie dała nawet miejsca w eliminacjach do Ligi Europejskiej. I całe szczęście…

Patrząc na cały sezon, trudno oprzeć się wrażeniu, że tylko przez głupotę i brak zaangażowania większości graczy, Juve nie zagra w żadnych europejskich pucharach. W meczach z trudnymi rywali nie brakowało motywacji, jednak z całą resztą… No właśnie. Takiej drużynie, jak Juve nie wypada walczyć jak równy z równym z jakimś Chievo, Parmą czy innymi Bresciami. Niestety, jako, że  w czasie meczów jedynie dwóch-trzech graczy widziało sens gry, o tyle reszta liczy tylko na to, że postoi na boisku przez 90 minut, a kasiorka na ich kotna i tak wpłynie. Gdyby nie Del Piero, ten klub byłby już chyba na samym dnie. To jedyny piłkarz, który zdaje sobie sprawę, czym jest Juventus i doskonale wie, że taki klub musi dążyć do sukcesów. Na boisku zdawało sobie z tego sprawę niewielu. Kogo w tym „zasługa”?

Nie chcę zwalać całej winy na Del Neriego, ale większość jego decyzji była dla mnie kompletnie niezrozumiała. Dokonywał zmian, których nikt ogarnięty ogarnąć nie potrafi. Po każdym meczu gadał to samo: „że zagraliśmy doskonale”, bla, bla, bla…. Czasem wydawało mi się, że on żyje w innym świecie, albo w czasie meczu ma ze sobą laptopa i pyka sobie w „FIFĘ” i stąd mu wychodzą te jego złote myśli po każdym spotkaniu.  Chłopina, co by tu dużo nie pisać, był totalnym nieporozumieniem na ławce trenerskiej. Zero charyzmy, zero myśli taktycznej. Może do Sampdorii pasował, bo był to klub, który nie jest narażony na taką presję, jak Juve. Od turyńskiego klubu kibice oczekują zwycięstw, przywiązania do koszulki oraz głodu gry. Luigi tego piłkarzom nie potrafił wpoić i bardzo słusznie go wykopano.

 

Następcą Del Neriego zostanie Antonio Conte, niegdyś genialny włoski gracz i przez lata charyzmatyczny kapitan Starej Damy. Kandydatura to kontrowersyjna, bo wszyscy doskonale pamiętamy jak „radził” sobie Ciro „Balboa” Ferrara. Przychodził jako legendarny gracz, a odchodził żegnany gwizdami z trybun. Antonio co prawda ma już jakieś doświadczenie trenerskie, ale czy odpowiednie? Luciano Moggi oraz Andrea Agnelli uważają, że to odpowiedni facet na odpowiednim miejscu.  Za Conte przemawia to, że charyzmą mógłby obdzielić paru chłopa. Ma jaja, co pokazywał na boisku niejednokrotnie. Zna doskonale Juventus i wie, że to klub, który ma wygrywać i dążyć do samych sukcesów. W tym przypadku wydaje się być lepszy od Ciro, który nie do końca zdawał sobie sprawę kogo trenuje, mimo, że przecież także sporo wiosen w Turynie spędził. Może Antonio to nie Hiddink, czy van Gaal, ale lepszy to kandydat niż trenerzy pokroju Spalettiego.

 

Powoli zaczynam się przekonywać do kandydatury Conte, choć z początku byłem bardzo, ale to bardzo sceptyczny. Może faktycznie, człowiek, który z Juventusem zasmakował w sukcesach, sam poprowadzi klub do zwycięstw, których klub potrzebuje jak powietrza? Na razie Antonio ma u mnie spory kredyt zaufania. Oby go nie zmarnował… Bo jeśli nie on, to kto? Chyba tylko nieśmiertelny Alex Del Piero do spółki z Pavlem Nedvedem 😀


pubsport.pl