ZIO 2018: czas wyboru – zatem kto?

Annecy, Monachium i PyeongChang. Trzeci raz z rzędu mamy tylko trzy kandydatury. Trzeci raz jest wśród nich PyeongChang. Annecy i Monachium debiutują w roli kandydata do organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Przez trzy ostatnie dni starałem się przedstawić nieco tych kandydatów. Czas ostatecznie rozsądzić – która oferta wydaje się najlepsza, a także która zwycięży.

W powszechnej opinii faworytów jest dwóch – Monachium i PyeongChang. Osobiście jednak Monachium mówię nie. Choć żeby przyjechać z Polski byłoby najbliżej. Nie jest to jednak argument, który powinien mieć wpływ na decyzję. Opcja monachijska oferuje rozlazłość. Niby z Monachium do Ga-Pa jest „tylko” 1,5h pociągiem. Ale jednak taki układ oznacza, że w praktyce będą to Igrzyska Narciarskie w Ga-Pa, Igrzyska Saneczkarskie w Konigsee i Igrzyska Łyżwiarskie w Monachium. Rzecz jasna każde igrzyska mają swoją osobną wioskę olimpijską. Mnie się jednak wydaje, że nie w tym rzecz. Pewną istotą Igrzysk Olimpijskich jest właśnie to że sportowcy z całego świata spotykają się w jednym miejscu. Oczywiście, można by je realizować na terenie całego kraju. Wtedy i my w Polsce moglibyśmy zorganizować Igrzyska Olimpijskie. Patrząc na cały kraj z pewnością znalazłaby się wystarczającą ilość obiektów do ugoszczenia sportowców igrzysk letniej olimpiady. W katowickim Spodku odbyłby się turniej siatkarzy, koszykarzy zaprosilibyśmy do Wrocławia, żeglarze pływali by po falach Zatoki Puckiej, zaś judocy mogli by się spotkać na ten przykład na rzeszowskim Podpromiu. Ale kiedyś przyjęto formę organizacji Igrzysk Olimpijskich w jednym miejscu. Oczywiście, jak już z resztą pisałem przedstawiając ofertę monachijską – taki model ostatnio wypalał (vide Turyn i Vancouver) i zapewne wypali jeszcze nie raz. Ale nie mówię, że to mi się podoba. No i jeszcze ten fakt, że w Monachium kiedyś już igrzyska były. Wprawdzie letnie, ale były. Tak więc w moim prywatnym rankingu Monachium odpada. Zostają dwie oferty oferujące kompaktowość igrzysk, czyli, w miarę możliwości, wszystko w jednym miejscu. Mamy zatem rywalizację Annecy versus PyeongChang. Stary Świat versus Nowy Świat. Nowy Świat znaczy nowy rynek. Brzmi kusząco. Warto jeszcze zwrócić uwagę na kilka czynników, które będą decydowały. Na przykład finałowe prezentacje. Nikt oczywiście jeszcze nie wie co jutro zobaczy Komitet Olimpijski. Ale wiadomo doskonale jaka będzie kolejność. Pierwsze Monachium, dalej Annecy i PyeongChang. Abstrahując od treści tych prezentacji, nie od dziś wiadomo, że pierwsza i ostatnia prezentacja mają większe szanse wpłynąć na działaczy niż pozostałe – w tym przypadku jedna pozostała. Takim magicznym kryterium są także delegacje. Z Niemiec do Południowej Afryki przyjedzie kanclerz Angela Merkel. Może poparcie najwyższych władz państwowych zrównoważy trochę mniejsze poparcie społeczne? Delegaci innych krajów nie mają już takiej bomby. Na czele Koreańczyków pojawi się minister Kultury, Sportu i Turystyki Choung Byoung-Gug?. Trochę wyżej rangą jest najbardziej prominenty przedstawiciel delegacji francuskiej. Znad Loary przybędzie Francois Fillon. Może nie wszystkim to nazwisko coś mówi, ale jest to nie kto inny jak premier Francji. Towarzyszyć mu będzie pani Chantal Jouanno – kibice kolarstwa być może pamiętają tę panią, która kilka dni temu była obecna na starcie Tour de France. Jak zatem będzie przebiegać głosowanie? Koreańczycy powinni, jak zwykle, awansować do drugiej rundy. Zapewne za ich kandydaturą będzie głosować niemała część środowiska nieeuropejskiego. Z kim będzie rywalizować PyeongChang w finale? Wyżej stoją akcje Monachium. Wspomniane powyżej czynniki kolejności prezentacji i obecności ważnych person także wskazują na Niemców. Moja cicha aprobata na korzyść Francji niestety nie pomoże. Rozstrzygnięcie finału jest już większą zagadką. Spodziewam się raczej że głosy na Annecy w większości nie będą lecieć aż do Korei, tylko wybiorą niemieckiego sąsiada. Czyli niewykluczony jest scenariusz zeszłych lat, tzn. PyeongChang wygrywa pierwszą turę, ale przegrywa w decydującej. Da się ten wariant w sprytny sposób ominąć… należy wygrać w pierwszej turze. I przyznaję, że nie zdziwiłbym się w przypadku takiego rozstrzygnięcia. Oferta z Azji z każdym podejściem jest coraz mocniejsza. Być może Koreańczycy wykonają stary, dobry manewr nagle pojawiającego się prezydenta/premiera, który znajduje czas mimo ogromu obowiązków w swojej ojczyźnie? Być może, nie daj Boże, swoją opinię przedstawią Koreańczycy z północy? Wszak sesjami MKOlu wybierającymi gospodarza igrzysk rządzą różne prawa. Gdy wybierano gospodarza LIO 1992, Belgrad w pierwszej rundzie dostał 13 głosów, potem 11, a w trzeciej rundzie odpadł z pięcioma. Hiszpańska Jaca starając się o ZIO 1998 w pierwszej rundzie zajęła drugie miejsce z 19 głosami – o dwa mniej niż Nagano. W rundzie nr 2 na konta Hiszpanów powędrowało tylko 5 głosów. Niezbadane są wyroki MKOlu. Ja, będąc w pełni świadom o których godzinach polskiego czasu odbywałyby się zawody, swój wirtualny głos oddaję na PyeongChang.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl