Złamane obietnice

Fernando Torres odszedł z Liverpoolu, bo klub go oszukał. Zamiast wzmacniać się, sprzedawał największe gwiazdy. Taka jest linia obrony Hiszpana przedstawiana ostatnio w mediach.

Według Torresa, w czasie gdy deklarował on swoją przynależność do The Reds i w której obiecywał, że nigdy nie zagra w innym zespole Premier League sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Klub był w czołówce tabeli ligowej i zachodził daleko w europejskich pucharach. Był silny i miał konkurencyjnych piłkarzy. Potem jednak coś się popsuło, wraz z odejściem Javiera Mascherano i Xabiego Alonso do ligi hiszpańskiej. Według napastnika to był kluczowy moment, w którym odczytał wyraźny sygnał od Liverpoolu. „Nie będziemy walczyć o najwyższe trofea, wybacz Fernando”.

Czy jednak rzeczywiście odejście dwóch wspomnianych graczy dało snajperowi reprezentacji Hiszpanii powód, aby zacząć myśleć o odejściu? Prześledźmy transfery z i na Anfield Road w ostatnich latach.

W sezonie 2007/2008 do drużyny dołącza Torres. Wraz z nim skład wzmacniają Babel, Lucas, Mascherano i Skrtel.  Odchodzą dotychczasowi bohaterowie z Dudkiem, Luisem Garcią, Zendenem i Cisse. Rok później Anfield Road opuszczają z ważniejszych postaci Crouch, Riise, Kewell i Finnan. Klub nie zamierza jednak całkowicie się osłabiać i kupuje Dossenę, Degena i Rierę. Mija kolejny sezon i mamy kluczowe dla ostatniej decyzji Torresa wydarzenia. Real kupuje Alonso i Arbeloę, z Anglii odchodzą także Voronin, Pennant i Dossena. Zastąpić ich mają Glen Johnson, Aquilani, Maxi Rodriguez i Kyrgiakos. Wydaje się, że status quo zostaje zachowany. Mija kilkanaście miesięcy, zespół gra jednak poniżej oczekiwań. Dochodzi do kolejnych zmian. Wyjeżdża do Barcelony Mascherano, odchodzą także Benayoun i Riera. Jest źle? Meireles, Poulsen, Cole, Konchesky i Jovanovic mają dać pretekst by myśleć inaczej. Jest też nowy szkoleniowiec i nowe nadzieje. Po pół roku nikt już nie ma złudzeń, Liverpool nie jest ten sam. Odchodzi do Chelsea Torres, przychodzi nowa gwardia z Suarezem i Carrollem.

Patrząc na politykę transferową nie można przyznać Hiszpanowi racji. Alonso i Mascherano znaczyli może dużo dla klubu, ale czy byli niezastąpieni? Czy traktując słowa napastnika poważnie należy uznać, że cały zespół opierał się na ledwie czterech piłkarzach? Wierzycie Fernando czy uważacie, że tylko szuka usprawiedliwień?


pubsport.pl