Zmiana repertuaru

Jest gdzieś taka cienka granica między „hańbą i kompromitacją”, a „pokonaniem słabszego rywala przed dojściem do optymalnej formy”. Wisła zaserwowała nam drugie rozwiązanie. Choć grała całkiem elegancko, długo utrzymywała się przy piłce, to jednak zwycięstwo jako takie jest trochę wymęczone.

To właśnie była ta umiejętność pokonania słabszego rywala mimo wczesnej fazy sezonu przygotowawczego – takie hasło mogłoby paść już kilka dni temu gdyby Jaga w Pawłodarze zremisowała bezbramkowo. Krakowianie zapewne u siebie bez większych problemów potwierdzą awans (tak jak to się wydawało rok temu, gdy Lech na wymęczył 1:0 w Baku) i uznamy że w tym momencie sezonu trzeba po prostu awansować i Wiśle to się udało. Kilka lat temu Biała Gwiazda potrafiła w wakacyjnych meczach eliminacyjnych rozbić Glentoran Belfast (2:0 i 4:0), czy słoweńskie Primorje(2:0 i 6:1), a także wygrać 5:0 z Beitarem Jerozolima, Legia wynikami 3:1 i 4:1 odprawić holenderski Utrecht, Lech Poznań nie tak dawno pokonał Grasshoppers Zurich 6:0. Jakieś te wyniki potrafiły być. Ale gdy gramy z Kazachami, czy przedstawicielami Kaukazu to pojawia się magiczny argument, że oni są w środku sezonu, a my dopiero zaczynamy. Argument poniekąd słuszny. Ale skoro już regularnie mierzymy się z takimi drużynami, to czyż cudotwórczym rozwiązaniem nie byłoby dostosowanie się do nich? Przecież i tak przerwa zimowa w naszym kraju przebija długością przerwę letnią. Tylko że system jesień-wiosna tworzy powód do przebudowy składu w kluczowym momencie – tj. gdy gramy mecze eliminacyjne. Przecież Wiślacy gdyby byli w gazie dużo pewniej pokonaliby Ryżan. A i Jaga mogłaby pokonać Irtysz. W dalszych etapach pucharów byłoby już ciężej, ale zwycięstwami w pierwszych rundach poprawimy swoją pozycję w rankingu i będziemy mogli spokojnie wrócić do zachodnioeuropejskiego modelu prowadzenia rozgrywek. I problem polskiej piłki klubowej rozwiązany. Czyż nie jest to szatański plan?

Zdolność do tak przebiegłych konceptów pozwala mi nawet napisać, że nasi rodzimi zawodnicy w zespole Białej Gwiazdy nie byli tylko negatywnymi postaciami w grze. W końcu Melikson ma polski paszport.

A czemu notce nadałem taki, a nie inny tytuł? Otóż chodzi o kibiców. Trzeba zwrócić uwagę, że byli fantastyczni. No i nie usłyszeliśmy dzisiaj sztandarowego przeboju o pezetpeenie. Wszak hitem tego sezonu jest apostrofa do przedstawiciela wyższej instancji władzy w naszym kraju. Tyle lat bluzgów, a teraz takie pieszczotliwe wręcz „matole”. I już na pewno chętniej na stadion będą przychodziły całe rodziny.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl