Zrobić z Juraja Jurka i do kadry go!

Do rozmawiającego z dziennikarzami po meczu z Wisłą Kraków Juraja Danczika, zakradł się od tyłu Mateusz Bąk, rezerwowy bramkarz Podbeskidzia. Wybrał odpowiedni moment i naśladując nasze nadęte pismacze głosy spytał. „Czy uważasz się za najlepszego zawodnika tego spotkania?”. Słowak ani trochę zbity z tropu nie był. „Pewnie, że tak!”. I miał rację, bo 29-latek przeżywa niewątpliwie najlepszy rok w karierze.

Sympatyczny, otwarty, nie da się go nie lubić. Jak zareagował na zabawki od prezesa Wolasa, które w niektórych piłkarzach wywołały takie oburzenie? „Ja nie rozumiałem do końca co mam z tym zrobić, bo było napisane po polsku. Zostawiłem kolegom…”. Jurek ma dystans, więc wszyscy traktują go w Bielsku, jak swojego chłopa. W naszym języku mówi więcej niż poprawnie, ale przede wszystkim robi wręcz kolosalne postępy piłkarskie.

Gdy przychodził do Podbeskidzia z IV-ligowej Skałki Żabnica w lecie 2007 roku, był raczej tym drugim obok Martina Matusza. To „Colina” miał błyszczeć i błyszczał. Danczik początkowo nawet do składu się nie łapał. Później grał przeciętnie, jako taki zapchajdziura. Marcinowi Broszowi brakowało stopera? Od czego jest Danczik. Prawego obrońcy? Juraj. Lewy nam wypadł. Pomożesz? Zdarzało mu się grać nawet na pozycji defensywnego pomocnika. Tyle, że długo pasowało do niego powiedzenie, mówiące, że piłkarz, który jest od wszystkiego, jest do niczego.

Był czas, że głównym atutem Danczika było to, że jest sympatyczny. Popełniał błędy, był chimeryczny, nigdy nie było wiadomo, czego się po nim spodziewać. Jeszcze nawet rok temu przegrywał rywalizację z Jackiem Broniewiczem, który dziś gnije gdzieś w IV-ligowych otchłaniach.

Przełomem była wiosna. Rozpoczął się 2011 rok i Juraj nagle jakby pojął, że właściwie to ma pewien talent i jeśli ma go komukolwiek kiedyś objawić, to chyba czas zrobić to teraz. Skorzystał na kontuzji Broniewicza i… przyćmił nawet Bartłomieja Koniecznego, który na tej pozycji długo był nieprzyćmiewalny.

Nagle Danczik zaczął wygrywać wszystkie główki, naprawiać błędy kolegów, czy w końcu strzelać gole. To on otworzył wynik w spotkaniu decydującym o awansie przeciwko Sandecji Nowy Sącz. To on w sparingach był jednym z najlepszych strzelców. Zagrał po prostu rundę życia. Tyle, że runda życia ma to do siebie, że zdarza się raz w życiu…

I pierwsze mecze w ekstraklasie zdawały się to potwierdzać. Z Jagiellonią Słowak zagrał słabo, z Bełchatowem absolutnie beznadziejnie i zasłużenie stracił miejsce w składzie na rzecz Ondrzeja Szourka. Gdyby ten nie okazał się jeszcze słabszy, to Danczik mógłby długo nie wrócić do składu.

Wrócił jednak w 8. kolejce w starciu z Lechią Gdańsk. Już na pierwszy rzut oka odmieniony, bo z mocno skróconą fryzurą. I przede wszystkim zdecydowanie lepszy. Z Lechią, Bełchatowem, ŁKS-em i Cracovią zagrał całkiem poprawnie. Ze Śląskiem Wrocław przed tygodniem był już jednym z najlepszych na boisku. Z Wisłą był najlepszy na boisku. Gdy krakowianie dośrodkowywali w pole karne Richarda Zajaca, można było spokojnie odwrócić głowę w inne miejsce, bo wiadomo było, że Danczik i tak wybije piłkę.

Minęło już pięć lat odkąd Jurek przeprowadził się z FK Kysucky Lieskovec do Żabnicy. W tym czasie rozegrał 105 meczów dla „Górali”, stając się obcokrajowcem o najdłuższym stażu w historii klubu i jednym z rekordzistów, jeśli chodzi o liczbę występów. Nauczył się całkiem ładnego polskiego, zżył z krajem, stał jedną z ikon klubu. Patrząc na trend, jaki narzucił nam Franciszek Smuda, być może to w nim należy upatrywać pierwszego reprezentanta Polski z Podbeskidzia Bielsko-Biała. O obywatelstwo mógłby się starać w normalnym trybie, a FIFA też nie robiłaby problemów, bo Danczik na Słowacji praktycznie nie zaistniał. Owszem, jest wychowankiem MSK Żylina i ma w CV mistrzostwo kraju, ale w tamtejszej ekstraklasie rozegrał tylko 11 meczów. Kontakt z reprezentacją miał tylko na szczeblu młodzieżowym, więc do rozwiązania problemów ze środkiem obrony nadałby się Smudzie idealnie.

Po czterech latach od przejścia do Podbeskidzia, o Matuszu mało kto już pamięta. To była gwiazda, która świeciła jasno, ale krótko. Danczik świeci bardziej stabilnie i cały czas robi postępy. To już nie jest runda życia. To jest już po prostu klasowy – jak na nasze warunki – stoper.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl