Zróbmy sobie Puchar Króla

Środek tego tygodnia upłynął nam pod znakiem pucharowej rywalizacji w wielu krajach Europy, w tym Polsce. Ja skupiłem się na dwóch z nich: polskim i hiszpańskim. Stwierdzam, że rywalizacja o Puchar Polski zdecydowanie odstaje od Pucharu Króla, choć wcale nie powinna.

O ile na poziom piłkarski wiele poradzić nie możemy i z Hiszpanią przegrywać będziemy zawsze to w innych względach przegrywać nie możemy. Mam pretensje głównie   o dwie niesamowicie istotne rzeczy: transmisje (godziny spotkań) oraz o system rozgrywek.

Kwestia pierwsza. Rozumiem, że ciężko było znaleźć stację zainteresowaną kupnem praw. Podział praw między TVP, a TVN Turbo wygląda więc dość racjonalnie i jest do przyjęcia. Nie do przyjęcia jest natomiast ustalanie godzin takich jak: 17.30, 18.30, 18.00 itp. Wtorek i środa to dni pracujące, ciężko sobie wyobrazić, abyśmy zapełniali stadiony o tak wczesnych godzinach. Potem narzekamy, że mecz lidera z wiceliderem ekstraklasy podziwia na trybunach garstka fanów. Jak rozwiązali to Hiszpanie? Rozgrywają mecze o 20 i 22. Wiem ta druga godzina w Polsce odpada. Akceptowalne są natomiast godziny 19 i 20.45, ew. 21. Dzięki temu spokojnie możemy transmitować dwa spotkania w dniu. Jeśli nie, to można rozgrywać mecze tak jak w Pucharze Króla – przez trzy dni (dodatkowo czwartek), ustalać godziny pomiędzy 19.30, a 20.30. Większą widownię na stadionie i przed telewizorami mamy gwarantowaną. Z tym zagadnieniem łączy się też kwestia wielkiego finału, który od kilku lat nie może doczekać się stałej daty (to jeszcze jest do przyjęcia) i wieczornej godziny (to już jest skandalem). W kwestii ustalania terminarza krajowego pucharu możemy od Hiszpanów wiele się nauczyć.

Przyjrzyjmy się teraz systemowi rozgrywek. Ostatnio modne stały się dyskusje o wydłużeniu sezonu ligowego w Polsce. Pomysły są różne, każdy ma jeden cel – piłkarze mają grać więcej i częściej. Jednocześnie zabija się imprezę, która w sposób naturalny sezon intensyfikuje. Tutaj znów muszę odwołać się do hiszpańskiego Copa del Rey. Całe te rozgrywki (prócz finału) odbywają się na zasadzie mecz i rewanż. U nas zasada ta obowiązuje tylko w ćwierćfinałach i półfinałach. Wydaje mi się, że Hiszpanie doskonale zdają sobie sprawę z siły marketingowej takich rozgrywek i doskonale ją wykorzystują. Dlatego też najsilniejsze zespoły Europy – Real, Barcelona, Valencia, Sevilla, Atletico Madryt ,,ciułają” się od wczesnych rund pucharu po trzecio- i drugoligowych boiskach. Wydaje mi się to świetnym posunięciem promujących piłkę w mniejszych ośrodkach. Niżej notowanym zespołom daje możliwość zagrania dwóch spotkań z potęgą światowej piłki i zagrania na którymś ze słynnych hiszpańskich stadionów. 1/16 finału w Hiszpanii, ta która zaczęła się w ubiegły wtorek, zaprogramowana jest tak, by najsłabsze zespoły zagrały z największymi potęgami. Dwumecz zawsze rozpoczyna się na boisku tej słabszej ekipy. W Polsce robi się wszystko aby puchar jak najbardziej zminimalizować, traktuje się go jako zło konieczne. Klubom z ekstraklasy maksymalnie skraca się drogę, malutkim nakazuje się grać w wielomiesięcznych eliminacjach. Tylko kilku wybranych dostąpi możliwości podjęcia którejś z krajowych potęg. Największy grzech Pucharu Polski ma  miejsce w rundzie I, gdzie słabeusze, którzy przebrnęli przez rundy wstępne trafiają na relatywnie silne sportowo lecz słabe marketingowo drużyny z zaplecza ekstraklasy. Jeśli zapytacie mnie o zdanie, to powiem tak: każdy zespół ekstraklasy powinien w PP zaczynać grać od pierwszej rundy, w której rozegrałby pojedynek z drużyną o jakieś dwie klasy rozgrywkowe słabszą. Właśnie po to są takie rozgrywki, by ktoś mały, mógł przez chwilę poczuć się wielkim.

Porównywanie PP do Pucharu Króla Hiszpanii miało na celu pokazanie decydentom drogi jaką powinno się podążać by odbudować renomę krajowego pucharu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie da się po prostu skopiować zagranicznego wzorca na nasze podwórko. Kraje takie jak wspomniana Hiszpania czy Niemcy są jednak drogowskazem. Mamy od kogo się uczyć panowie. Krajowy puchar naprawdę może być piękny.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/