Zwiedzam Kraków. Odcinek 1: Hutnik

W Krakowie nie podoba mi się wiele rzeczy, ale główną korzyścią tego miasta jest ilość klubów piłkarskich (jakość też, ale to mnie mniej obchodzi). Jakiś czas temu siadłem więc sobie i spisałem, jakie kluby stamtąd znam. Wiadomo, Wisła, Cracovia, dalej Hutnik, Garbarnia, Wawel, Tramwaj, Armatura, Zwierzyniecki KS, Kabel, Nadwiślan. Może jeszcze coś wymieniłem, nie pamiętam. I później sprawdziłem, jak jest w rzeczywistości. 39! Kraków ma aż 39 klubów piłkarskich od ekstraklasy po C klasę. A żeby się zaprzyjaźnić z jakimś miejscem, muszę je poznać od strony piłkarskiej. Jako pierwszy  odwiedziłem Hutnik Nowa Huta, który ma takie fanki jak na zdjęciu…

Stwierdziłem, że obejrzę mecze wszystkich tych drużyn, co będzie odrobinę trudniejsze niż w Bielsku, gdzie mamy tylko cztery kluby. Odwiedzania Wisły i Cracovii nie zaliczam do poznawania Krakowa, bo to zna każdy. Zamierzam jednak przedstawiać wam kolejne kluby i może wspólnie dobijemy do 39.

Jak już wiecie zacząłem wczoraj od Hutnika Nowa Huta. Tak, ten zasłużony klub, który nie tak dawno, bo już za mojego życia, zajmował trzecie miejsce w ekstraklasie, nie nazywa się już „Hutnik Kraków”. Od 2010 roku, kiedy powstało Stowarzyszenie Nowy Hutnik, w nazwie klubu widnieje nazwa dzielnicy, a nie miasta. Na Suchych Stawach, po których biegał np. Thierry Henry, a wkrótce będzie biegać m.in. Wayne Rooney, debiutowałem meczem IV ligi małopolskiej grupy zachodniej przeciwko beniaminkowi – Iskrze Klecza Dolna.

Wydarzenie

W 62. minucie Hutnik strzelił gola na 2-1. Gola niezwykłego, bo zdobytego bezpośrednio z rzutu rożnego. Michał Guja tak zakręcił z narożnika na długi słupek, że przy wydatnej pomocy bramkarza, piłka wpadła do siatki. Co ciekawe, 15 lat temu, podczas jedynego sezonu, w którym Hutnik grał w europejskich pucharach, w ten sam sposób, na tym samym stadionie gola bezpośrednio z rożnego zdobył Michał Stolarz w spotkaniu z czeską Sigmą Ołomuniec, którą nowohucianie wyeliminowali. Wcześniej poradzili sobie z azerskim Xazri Buzovna Baku, a odpadli z AS Monaco. Stąd ten Henry…

Bohater

Filip Niewidok. Zawodnik gości, posturą przypominający Maradonę, tyle, że z czasów trenerskich, a nie piłkarskich. To on oddał jedyny strzał Iskry w tym meczu. W 8. minucie posłał potężną bombę z rzutu wolnego z 30 metrów, która przeleciała nad murem, nad głowami wszystkich zawodników w polu karnym, nad bramkarzem i wylądowała w górnym rogu bramki. Bajka. Facet – nie bez podstaw – był przez kibiców nazywany „Gruby”, ale on sobie nic z tego nie robi – Hutnikowi strzelił też w pierwszym meczu tych drużyn w Kleczy. 32-latek, oprócz tego, że jest kapitanem beniaminka, to jeszcze jest jego wiceprezesem.

Co ciekawego

– Nawet nie wiedziałem, jak bardzo mi się udało, że trafiłem na ten mecz. Było to bowiem ostatnie spotkanie Hutnika w tym roku, choć pierwsze w rundzie wiosennej. Przede wszystkim jednak, klub najprawdopodobniej będzie musiał się od nowego roku tymczasowo wyprowadzić z Suchych Stawów. Wszystko przez Anglików, którzy prawdopodobnie tam będą trenować na Euro2012. Od lutego na stadion ma wejść ekipa zmieniająca murawę. Co w tym czasie będzie z walczącym o awans Hutnikiem (na razie jest na drugim miejscu, z niewielką stratą do LKS-u Mogilany)? Zorientowani mówią, że najprawdopodobniej będzie grał na boisku Wandy Nowa Huta, które położone jest tylko półtora kilometra od stadionu Hutnika. Płyta jest tam jednak podobno fatalna, a plac gry mały, więc awansu to nie ułatwi. Wyprowadzki poza Nową Hutę nikt sobie nie wyobraża, więc trzeba się będzie męczyć. Coś za coś. Gdybym teraz nie poszedł na Suche Stawy, to meczu tam nie obejrzałbym jeszcze przez cały rok.

– Wydaje mi się, że Hutnik jest rodzajem krakowskiej „trzeciej drogi”. To znaczy, jak się kibicuje Armaturze, Nadwiślanowi, czy Kablowi, to i tak opowiada się za którąś stroną Błoń. A kibic Hutnika jest jedynym, który może powiedzieć „Mam gdzieś waszą świętą wojnę, ja jestem za Hutnikiem”.

– Zastanawiałem się, jak wypadnie porównanie śląskiej IV ligi z małopolską. Wiem, że byłem na specyficznym meczu, bo przecież nie każdy klub ma przeszłość w ekstraklasie, ale to sprawia, że porównanie wypada zdecydowanie na korzyść małopolskiej. Mecz przy sztucznym oświetleniu, o 19:00 w IV lidze robi wrażenie. W Bielsku BKS nawet raz w roku nie może zagrać przy włączonych światłach, mimo że ma problemy finansowe mniejsze niż Hutnik i gra ligę wyżej. Poza tym, na trybunach było 650 osób, co jest wynikiem świetnym. Gospodarze, jak i goście (kilkunastoosobowa grupa) prowadzili doping przez cały mecz, było głośno, a kibice Hutnika zaprezentowali też efektowną pirotechnikę.

– Jeśli chodzi o aspekt piłkarski, bardzo podobał mi się Hutnik. Szkółka, która wychowała kilku świetnych piłkarzy, nadal funkcjonuje dobrze. W tym klubie mało kto pamięta Jerzego Buzka jako premiera. Z podstawowej jedenastki tylko dwóch piłkarzy urodziło się w latach 80! Rafał Drobny ma 26 lat, a Michał Guja jest rok młodszy. Pozostali, to roczniki od 1990 do 1992. No i umiejętności maja niezłe i pomysł na przeprowadzanie akcji. Ich problemem było to, że chcieli wchodzić do bramki jak Barcelona, kiedy trzeba było po prostu soczyście strzelić. Zwycięstwo 2-1 po golu z rzutu rożnego może wyglądać na wymęczone. Nie było. Nawet jak Hutnik przegrywał, to i tak było wiadomo, że ten mecz wygra.

– W przerwie spojrzałem na duże zdjęcie zawieszone w pomieszczeniu dla dziennikarzy, przedstawiające zespół Hutnika z sezonu 1998/1999. Z perspektywy czasu, ile piłkarzy z tamtej ekipy zrobiło potem niezłe kariery. Krzysztof Przytuła grał w ekstraklasie z Cracovią i Arką. Artur Prokop z Górnikiem Zabrze. Marcin Chmiest wyjechał do ligi portugalskiej jako lider klasyfikacji strzelców ekstraklasy w Odrze Wodzisław. Łukasz Sosin – sami wiecie, grał w Lidze Mistrzów, Marcin Makuch był w Podbeskidziu, a od lat jest ważnym zawodnikiem dla Sandecji. Wreszcie Marcin Wasilewski.

– Chłopcy do podawania piłek biegali w szalikach Hutnika, które pałętały im się między nogami.

– Kiedy oglądałem mecze Wisły, czy Cracovii na Suchych Stawach, miałem wrażenie, że zawsze, ale to zawsze jest tam mgła. Oczywiście, tym razem też była. Poza tym było niewyobrażalnie zimno, więc skorzystałem z szansy oglądania meczu zza szyby (nazwijmy to nowohuckim Sky Boxem :-). Nie lubię tego, bo słabiej czuć atmosferę, ale bardziej nie lubię zamarzać.

– Udało mi się w praktyce potwierdzić to, co usłyszałem na socjologii. W ostatnich latach podobno bardzo zmienił się stereotyp Nowej Huty. Dawniej podobno wstydem było się przyznać, że pochodzi się stamtąd, a dziś ludzie są w stanie założyć koszulki z napisami „Jestem z Nowej Huty”. Ludzie, z którymi rozmawiałem, faktycznie czuli odrębność od reszty Krakowa i byli z tego dumni.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl